czwartek, 29 stycznia 2026

na górze mszyce na dole ślimaki

 


Image

 
Duży sklep w galerii, zajrzałam na dział ogrodniczy bo o tej porze roku kupuje hiacynty i żonkile, żeby mieć w domu nadzieję na wiosnę. A przy okazji różne nasionka kwiatków wskakują mi radośnie do wózka to przecież nie wyrzucę tylko przywiozę do domu a jak przyjdzie czas to wysieję i albo urosną albo nie. Ogrodniczka ze mnie żadna, ale jednak pewne rzeczy dostrzegam natychmiast. 

To jest krzaczek róży na "półce śmierci". Tak nazywam miejsce, gdzie stoją przecenione roślinki i czasem kupuję coś stamtąd i odratuję a potem mam fajny krzaczek. Ale tym razem dostrzegłam kolonię mszycy. 

Ze szkodnikami w ogrodzie mam" kosę" - chodzę w sezonie co rano, oglądam i odwracam listki, bo one często siedzą na spodzie właśnie. I bezlitośnie niszczę, czasem wystarczy urwać oblepiony liść i zdeptać, ale i tak trzeba zrobić oprysk i pilnować, bo nie czarujmy się, takie na przykład róże najpiękniejsze są gdy się ogląda w kwiaciarni albo u sąsiada, u siebie to się widzi  kolce, mszyce i mączniaka! 

Teraz mam pytanie - gdybyście zobaczyli, że ktoś kupuje rośliny postawione koło takiej wylęgarni jak na zdjęciu i wiedzieli, czym to grozi, czy zwrócilibyście uwagę? 

Image
Posadzona w zeszłym roku koło śmietnika, mam nadzieję, że nie przemarznie. Szkoda by było. 

czwartek, 22 stycznia 2026

wstydź się dyrektorze

 Opowiadam wnuczce o szkole i ona ma wątpliwości w wielu sprawach, więc docieka. 

W szkole były piece i przed lekcjami przychodził pan, który w nich rozpalał. Ale i tak było zimno. Najgorsze jednak były toalety - to był paskudny barak w którym okropnie śmierdziało, znajdował się na zewnątrz szkoły, jakieś 100 metrów od budynku. Tam nie było kanalizacji tylko deska i dziura w desce. Aby zimą dotrzeć do ubikacji, trzeba było zmienić buty no i włożyć kurtkę. 

- Jak, to jest niemożliwe, musiałaś przecież wkładać na cienkie spodnie ocieplacze! - mówi Hania. 

- Nie mieliśmy ocieplaczy, po prostu wkładałam kurtkę ale chodziłam tam bardzo rzadko bo się bałam. Bałam się że wpadnę do tej dziury a poza tym tam nie było papieru. I nie pytaj, nie myliśmy rąk bo nie było tam wody. 

I opowiadam dalej. Kiedy nastał koniec roku szkolnego, chłopaki znosili do piwnicy ławki i stoły a przynosili łóżka i w szkole były kolonie dla dzieci z Warszawy. 

- Niemożliwe, oni musieli mieć się gdzie myć, musieli mieć na terenie budynku toalety! - sprzeciwia się Hania. I co jedli, była tam jakaś kuchnia i jadalnia? 

- Tak, była kuchnia za salą gimnastyczną ale zawsze zamknięta. 

Wieczorem dzwoni kuzyn i pytam - pamiętasz może czy u nas w podstawówce były toalety w budynku? Kuzyn natychmiast odpowiada - oczywiście że były tylko zamknięte na klucz, otwierali je w wakacje dla kolonistów a my musieliśmy chodzić cały rok do tych kibli za boiskiem. 

wtorek, 20 stycznia 2026

Kochana, kochany - wstaw swoje imię, proszę.

 U nas prawdziwa zima. Napadało śniegu i jest duży mróz. Nawet pies nie chce wybiegać na dłużej tylko załatwia swoje sprawy i dobija się do drzwi. Piec pracuje prawie cały czas, w domu jest ciepło. Miałam napisać, że nie myślę o rachunku za gaz ale to nieprawda, myślę. No trudno, lepiej wydać na gaz niż na leki. Dość się już w życiu namarzłam. 

Boje się wychodzić na pole, nie chcę się połamać. To by dopiero było, ktoś by musiał coś za mnie i dla mnie robić. Ta myśl na razie jest nie do zniesienia. Umiem oczywiście prosić i być wdzięczną ale mam nadzieję, że jeszcze długo nie będę musiała korzystać z pomocy.  Niektórym przychodzi to z łatwością i patrząc obiektywnie to nadużywają okazji. Wiek, choroba, a może wygoda i lenistwo? 

Na razie mam się całkiem dobrze, wybrałam taki sposób leczenia i to jest mój wybór.

Początek roku jest planowaniem. Przeważnie nic z tych planów nie wychodzi ale i tak to lubię. Kupię nasiona i posieję nowe kwiaty. Ogórki kiszone trzeba zjadać bo wyszły bardzo dobre ale zrobiłam ich za dużo. Trzeba położyć w kuchni panele bo strasznie ciągnie od płytek, i pomalować ściany w całym domu. Ale jak to zrobić, musiałabym wynieść się z domu na jakieś dwa tygodnie. Wczasy, skoro nie mogę pojechać do sanatorium to może choć na wczasy! W Nałęczowie albo w Świnoujściu. Na tydzień, nie dłużej. W maju, bo kiedy. 

A może wykupić w wakacje pokój w akademiku i siedzieć tam na czas remontu, ludzie tak robią. 

Na razie mam się dobrze. Brakuje mi życia towarzyskiego ale dobrze wiem jak się kończy aktywność. Szybko, tak jakbym miała starą baterię - niby się odpali ale zaraz się wyczerpuje i przestaję działać. 

Przenoszę więc życie towarzyskie w wirtualny świat. Czytam i podglądam. Mało piszę. Albo piszę i kasuję bo nie widzę sensu ani potrzeby. 

Co u Ciebie, jak się masz, czy z początkiem roku coś się zmieniło, czy masz plany na wakacje? Pisz, niecierpliwie czekam. Klarka 

wtorek, 13 stycznia 2026

poradnik bezpieczeństwa

 Znalazłam w skrzynce poradnik bezpieczeństwa. Nie wiem czy ma pomóc czy straszyć, mnie nie wystraszył, moje poczucie bezpieczeństwa dawno zachwiała najpierw pandemia a potem wojna za wschodnią granicą. 

Porady i informacje są dość sensowne. Na przykład - pomoc humanitarna jest zawsze bezpłatna, nikt nie może żądać za to usług czy pieniędzy. 

Z zadowoleniem stwierdziłam, że mamy całkiem dobre warunki do przetrwania, pomijając sąsiedztwo lotniska. Bo tak - nikt mi nie musi przypominać o zapasach, nigdy nie kupujemy "na styk", mamy też przetwory i zapas karmy dla Mikuliny. Gotować umiem nawet w garnku postawionym na cegłach, drewno zawsze jakieś jest. 

Gaśnica stoi. Tu jest wkład mojego syna, który pilnuje, abyśmy mieli takie rzeczy i mamo, jak czujnik piszczy to się go nie wynosi na ganek żeby się przewietrzył!  

Gotówki nie mam. I nie zanosi się żebym miała, tu nic nie poradzę, więc ze wskazówek poradnika nie skorzystam. Jak nie będzie prądu to i tak żaden sklep nie będzie funkcjonował. 

I tak przeglądam ten poradnik i nagle myślę - to my przecież mieliśmy w szkole taki przedmiot w ósmej klasie i z tego klasówki były! 

P.S. Zasypane drogi, autobus nie dojeżdża. Pada cały czas dlatego nie da się  skutecznie odśnieżyć. 


sobota, 10 stycznia 2026

paranoja

 Bardzo współczuję nauczycielce, którą prawie zlinczowano bo wyrzuciła do kosza zabawkę z plastiku. Dla nieznających tematu - na lekcji angielskiego dzieci zamiast uważać bawiły się plastikowym krzyżykiem, zabawką z kostiumu zakonnicy. W końcu powiesiły go nad akwarium z chomikiem. Nauczycielka prosiła dzieci  aby zdjęły go aż w końcu sama wyrzuciła go do kosza. Wkrótce w całym kraju zawrzało bo profanacja, obraza uczuć religijnych, demonstracja pod szkołą, oskarżenia i apele, prawie lincz.  

                                                                      *

Spacerujący z psem mężczyzna dostrzegł na jednej z posesji ciekawą ozdobę zamocowaną do ogrodzenia. Podszedł, wyjął z kieszeni telefon i zrobił kilka zdjęć po czym spokojnie poszedł dalej. Wrócił do domu i pokazał zdjęcia żonie, podziwiając czyjąś kreatywność i talent. Wkrótce jednak na popularnych portalach społecznościowych ukazał się apel właściciela posesji wraz z filmem i zdjęciem z monitoringu oraz sugestią, że ów mężczyzna zapewne robi zdjęcia planując włamanie. Film miał wiele udostępnień.  Sugerowano zgłoszenie na policję, patrolowanie okolic, wzmocnienie ochrony domów poprzez szkolone psy, zatrzymanie obywatelskie w razie rozpoznania mężczyzny a nawet psa. 

A chodziło tylko o zdjęcie drewnianego ptaka na patyku. 



miodownik

 

Image

Po konsultacjach, za które dziękuję Ziutce, która piecze najlepsze ciasta w rodzinie. Przepis wypróbowany wielokrotnie, ciasto pracochłonne ale wielkie, wystarcza na duże przyjęcie i utrzymuje się tydzień, ja je piekę na kilka dni przed świętami i na święta jest mięciutkie i delikatne. Zdjęcie przysłała Ziuteczka.

15 dag cukru

15 dag miodu

15 dag masła

½ kg mąki

2 jajka

2 łyżeczki sody

Cukier, miód i masło rozpuścić, ostudzić, dodać mąkę, sodę i jajka, zgnieść i podzielić na 3-4 części. Wałkować na cieniutkie placki. Piec do zrumienienia, 180 stopni grzeje góra dół. Zwijać się bo ciasto tężeje a placki bo pieką się błyskawicznie. Wałkujesz kiedy pierwszy się piecze, pierwszy wyciągasz, wrzucasz drugi itd.

Krem

250 g masła

¾ szklanki cukru pudru szklanka ma pojemność 250 ml

1 litr mleka

7 czubatych łyżek grysiku

Powidło

Herbatniki

Ugotować grysik na mleku. Wystudzić. Utrzeć masło z cukrem, dodawać po jednej łyżce wystudzony grysik. I teraz tak – można sobie ten krem „uperfumować” migdałowym zapachem, ja dodaję trochę żółtego rumu albo spirytus ale ja do wszystkiego dodaję spirytus to nie ma się co sugerować. Nie musi być nic, krem grysikowy jest bardzo smaczny bez polepszaczy.

I teraz składamy.

Pierwszy placek smarować powidłem. Na powidło krem. Potem placek, znów powidło, krem. I tak do góry. Na ostatnią warstwę kremu układać herbatniki i dopiero na to wylać polewę.

Polewa

15 dag masła

pół szklanki cukru pudru

2-3 łyżki kakao

2 łyżki gorącej wody

Masło roztopić, zdjąć z ognia wsypać cukier i kakao, wlać wodę i mieszać aż polewa zacznie gęstnieć. Gęstnieje błyskawicznie i jest jej bardzo dużo. Przepis na polewę warto zapisać i wykorzystać do innego placka.

No i co. Polać placek, i co, uprażyć posiekanych orzechów albo płatków migdałowych i posypać. Albo i nie.

Ja herbatników nie daję, wylewam polewę na ostatni placek.

I proszę mi nie pisać, że to przepis na ciasto niezdrowe, kaloryczne, zabójcze i dupa rośnie. Wiem. Raz się żyje a potem się straszy.





piątek, 9 stycznia 2026

z komentarza

 Dałybyście te sprawdzone przepisy na miodownik proszę. Są na necieróżne, ale mi nie leżą.W żadnej cukierni nie znajdziecie, zapomniane ciasto. Wszędzie te gufno kremy albo bita śmietana ze szprycy. Ukłony noworoczne, Weronika.

 Oczywiście znajdę ten przepis i napiszę, a jak nie znajdę to poproszę siostrę, ona ma na pewno staranniej niż ja zanotowany, ja miewam wiele przepisów zanotowane schematycznie, czasem tylko same składniki bo intuicyjnie wiem co dalej a potem wychodzi nie wiadomo co.  Ciasta mojej siostry są sprawdzone i wspaniale smakują. 

W starych recepturach często jest margaryna, ja jej nie używam, wolę masło, i trzeba pamiętać, że dawna kostka masła to 250 dag a teraz różnie. 

Image


Będę dzwonić do siostry po szczegóły. 


czwartek, 8 stycznia 2026

ubongo

Image

 Bardzo lubię wszelkiego rodzaju gry. W dzieciństwie rysowaliśmy na kartce z bloku planszę i graliśmy w wilki i owce, gra trochę przypominała warcaby. W państwa miasta to chyba każdy grał? W kółko i krzyżyk też. 

 Z babcią i dziadkiem Fabianem grałyśmy w wojnę, dziadek niestety grał zawzięcie, babcia pozwalała nam wygrywać. Grywałam w karty przez wiele lat, w kanastę, w remika, w durnia, oczko i pokera. 

Planszówki kocham do dziś ale teraz nie mam za bardzo z kim grać. Hania jest jeszcze w takim wieku, że gra z nami chętnie i bardzo często wygrywa. Teraz gramy w  Ubongo. Gra polega na ułożeniu na czas kilku elementów tak aby pasowały do określonego kształtu. Miłośnicy puzzli ogarniają to natychmiast, ja miłośniczką tego rodzaju układanek nie jestem ale idzie mi całkiem nieźle. 

I żeby nie było, to nie jest reklama, po prostu opowiadam Wam o moim stylu życia. 



środa, 7 stycznia 2026

w styczniu mróz, no naprawdę, skandal!

 Zapisuję na pamiątkę, nieraz już sprawdzałam tu w archiwum pogodę. Siedem lat temu ulepiłam bałwana, z siekierą w torebce naturalnie. 

A teraz śniegu jak na lekarstwo, coś tam posypało ale okrywy nie ma, co mnie martwi, bo jest mróz i dla ogrodu to nie jest dobre. Nie mam zbyt wielu delikatnych roślin, róże mają zrobione kopczyki z kompostu, hortensje obsypane zrębkami ale już wiem gdzie będzie miejsce na nowe rośliny. Nic w tym roku nie okrywałam bo się przyzwyczaiłam do ciepłych zim. Piwonię drzewiastą pewnie szlag trafi, no i rododendrony. Trudno, zasieję więcej jednorocznych, już na oknach zaszczepki czekają na wiosnę. 

Jeśli spadnie śnieg to warto pamiętać i otrząsać krzaczki żeby się nie połamały gałązki, warto też ulepić bałwana albo pięć bałwanów  i postawić je w pobliżu roślin, taki bałwan to bardzo dobre nawodnienie dla gleby. Zimą też jest susza. 

Patrzę na prognozy pogody, wkrótce ma być mróz i śnieg. Piec hula, sweterek mam cieplutki, nigdzie się nie wybieram. 

wtorek, 6 stycznia 2026

nic takiego, bywało gorzej

Ma ktoś sprawdzony sposób na zadziory przy paznokciach? Niby to nic wielkiego, kawałek skórki, drobne ranki, a jednak dokucza. Mam bardzo wrażliwą, suchą skórę, wystarczy trochę cieplejsza woda i już jest tak napięta że aż boli. Staram się wszystko robić w rękawiczkach, używam dużo kremu i latem jest jakoś lepiej ale teraz skóra dłoni wygląda źle - popękana, aż się sypie. Smaruję,  kupuję maść z vit A, pomaga na chwilę. Może być to sprawa nawodnienia organizmu, nie lubię wody, piję kawę, zielone i owocowe herbaty, a wodą popijam jedynie leki. Ale w sumie to tych płynów jest sporo bo codziennie zmywarka pełna kubków. Nie doradzajcie mi suplementacji witamin bo bez konsultacji z lekarzem nie kupię żadnego specyfiku, tak mam.