Kroniki Vaasy – rozdział pierwszy

Kiedy prowadzę, czasem robię „przygodę drogi” ze skakaniem po połowie mapy, odwiedzaniem przeróżnych, niezwiązanych z sobą lokacji. Częściej jednak biorę po lupę jakiś konkretny obszar mapy i – trochę sandboksowo – planuję go sobie dość szczegółowo: bohaterów niezależnych, znane i mniej znane miejsca i potencjalne wyzwania dla graczy z nimi związane. Wychodzi najczęściej żywa sieć zależności, która się zmienia na kolejnych sesjach, bo tak jak świat gry ma wpływ na postacie graczy, tak i czyny drużyny zmieniają świat.

Dungeons and Dragons 822

Prowadząc pierwszy raz w Fearunie bałem się też mojej niewiedzy na temat świata, o którym napisano przecież wiele tomów książek i dodatków. Skupienie się na początek na jego fragmencie, oddalonym od przygód opisywanych w kolejnych tomach, wydawało mi się bezpieczniejsze, niż wrzucanie graczy w lokacje doskonale znane im z Wrót Baldura czy książek. Bo w naszej ekipie o Forgotenrilmsach wiedziałem najmniej, znacznie mniej niż moi gracze.

No więc wydzieliłem kawałek mapy pod granie: daleka północ, pobliże wielkiego lodowca, kraina zwana Vaasa, spustoszona ciężką wojną w której udało się pokonać złego czarnoksiężnika. Kraina podnosząca się z gruzów wojny, pełna grasujących band, opuszczonych lokacji, będąca areną walki o wpływy sił wewnętrznych oraz państw i plemion ościennych. I żeby się upewnić, że w tych trybach machiny władzy na pewno się znajdą bohaterowie, postanowiłem ich od razu ulokować na dworze, jednego z nich robiąc następcą tronu. 

Czytaj dalej

Karnawał RPG odc. 11 – Dodatki

ImageJeśli chodzi o książki, mam mentalność chomika. Po prostu lubię je mieć. Nie pożyczać z biblioteki czy od znajomych, lecz mieć je na własność. Jak łatwo domyśleć się, dotyczy to również gier fabularnych. Nic więc dziwnego, iż raczej cenię sobie wszelkie suplementy i nie ograniczam się w systemach, które lubię, jedynie do podstawki.

Poniższe suplementy, które przedstawią, łączy jedno. Nie ma w nich raczej scenariuszy czy zbioru dodatkowych zasad, zestawienia czarów, ekwipunku etc., wszystkie opisują świat.

Czytaj dalej

Nocturnum Epilog

Image

Xian uważał się za wspaniałomyślnego i uczciwego człowieka. Wśród ludu plemienia Kalkha znany był z tego, że dba o tych, którym mniej się poszczęściło od niego. Samemu nie mając rodziny, czuł się w obowiązku pomagać tym, którzy podróżowali samotnie przez tę niegościnną krainę. Dlatego nikt nie był zaskoczony, kiedy Xian zabrał ze sobą obcych, których odnalazł na pustyni po tym, jak kometa uderzyła w pustynię i zniknęła.

Podróżował właśnie na końskim grzbiecie do jurty swego wuja, kiedy spostrzegł przybyszów. Ich ubrania były w strzępach a ciała poranione, twarze albo zbyt jasne, albo zbyt ciemne, a rysy niemongolskie. Xian widząc z daleka ich białe włosy, spodziewał się starych ludzi, jednakże ich oblicza były może i umęczone, lecz młode.

Kiedy ujrzał ich otwarte, puste oczy, wiedział, co się wydarzyło. Te biedne dusze musiały widzieć, co się stało z kometą. Musiały ujrzeć dziwną magię uwalniającą się kamienia spadającego z nieba, co przywiodło ich do szaleństwa.

Xian próbował do nich mówić, lecz ich oczy pozostawały puste. Ich kończyny drżały niczym z ogromnego zmęczenia. Mongoł wiedział, że jeśli im nie pomoże, umrą.

Wróciwszy do jurty swojego wuja, Xian położył obcych na posłaniach z owczych skór, a potem przez całe dnie obserwował, kiedy spali. Budził ich, karmił, zmieniał bandaże, a potem znów czuwał. Dni upływały a ich oczy pozostawały zaszklone, nieobecne, tak jakby wciąż widzieli to, co przywiodło ich do takiego stanu.

Minęły dwa tygodnie i Xian zrozumiał, że choć zadbał o ciała obcych, to ich umysły pozostawały wciąż kalekie, ranne. Czuł smutek, lecz jednocześnie spokój, wiedząc, iż zrobił tyle, ile mógł.

Xian, jak większość z plemienia Kalkha znał ludzi pracujących w dziwnych budynkach oznaczonych napisami Parsec i TemCo. Jednak w przeciwieństwie do swoich pobratymców nie pracował nigdy dla nich, wolał przemierzać pustynię lub step niźli otrzymywać co miesiąc zapłatę. Nie chciał pracować wśród tych dziwnych budowli i anten, jednakże często przyjeżdżał tam, odwiedzał swojego wuja, przywożąc mu kozie mleko. Teraz miał nadzieję, że ci ludzie mają jakiegoś lekarza lub kogoś podobnego. I nie mylił się.

Ludzie TemCo byli bardzo wdzięczni. Wysłuchali historii Xiana traktującej o odnalezieniu obcych. Wylewnie podziękowali mu za ocalenie swoich „cennych pracowników”. Lekarz mieszkający w kompleksie, dr Wessler ukłonił się Xianowi:

– Nie wiemy, jak ci dziękować. Teraz zajmiemy się tymi nieszczęśnikami najlepiej jak potrafimy.

Image

Ty wszystko wydarzyło się 3 miesiące temu. Życie wróciło do normalności na stepie, chociaż kompleks TemCo został całkowicie opuszczony, a budowle zniszczone. Xian nadal mógł przemierzać swój świat, choć tak naprawdę zmienił się on całkowicie.

Tysiące kilometrów dalej niewysoka, drobna blodnynka stała przed ekranami monitoringu, obserwując ludzi umieszczonych pojedynczo w niewielkich celach. Ogoleni na łyso, wychudli, leżeli nieruchomo na pryczach, wpatrując się pustym wzrokiem w sufit. Dr Hall, ordynator i główny psychiatra Gibson Mental Hospital zacisnęła wargi, a jej oczy pociemniały. Jeśli miała być uwięziona na tej cuchnącej, brudnej planecie, to przynajmniej miała w swoich rękach tych, którzy byli temu winni. A jutro… A jutro znów się nimi zajmie.

Image

712cb063f4e9a16b6ca11f5778f85cb9

W trzewiach Tyrr Nemai

Image

Z chwilą, gdy nasi bohaterowie wkroczyli w mroczne i obowiązkowo bluźniercze otchłanie kompleksu Tyrr Nemai w Makalu została im doba do impaktu. Zaledwie 24 godziny i żadnego planu (jak zwykle zresztą). A Tyrr Nemai okazało się być gigantycznym miastem wybudowanym we wnętrzu góry. Rozległym już nawet nie na metry, lecz kilometry. Tworzące je budynki wymykały się jakiemukolwiek zrozumieniu. Dziwne, niepasujące do żadnych wyobrażeń kolumny, które w najmniej przewidywalnych miejscach gięły się ku ziemi, by zawisnąć pseudodachem nad nią ledwie metr lub dwa. W mieście tym, wzniesionym w zamierzchłych czasach przez nieistniejącą już rasę TemCo rozbudowała swój kompleks badawaczy, uruchamiając na nowo dziwaczną, kilkunastopiętrową machinę napędzaną siłami psychicznymi porwanych ludzi. To własnie ta maszyna przyciągnęła do Ziemi kometę SH-01.

Badacze Tajemnic werszli do kompleksu w chwili, gdy trwała już tam gorączkowa ewakuacja. Personel korporacyjny ładował sprzęt na ciężarówki, które wyjeżdżały przez ogromną bramę w kierunku Khun Li. Szeregowi pracownicy szykowali się do opuszczenia kompleksu. Zarząd (czyli s’kryythowie) wraz z elitą komandosów TemCo i agentami Trybunału, gromadził się nieopodal maszyny, przygotowując dziwne urządzenia, które jak się miało już wkrótce okazać posłużą do niekonwencjonalnego sposobu opuszczenia kompleksu.

To wszystko miało trwać zaledwie 5 godzin, a po tym czasie ponad 50 silnych ładunków wybuchowych miało równocześnie eksplodować i zasypać pod milionami ton kamieni Tyrr Nemai. Nasi bohaterowie pod osłoną, w cieniu dziwacznych budowli podkradli się jak najbliżej Maszyny i centrum dowodzenia kompleksem. Niewątpliwie pomogła im w tym ewakuacja TemCo. Mimo to skradali się ponad trzy godziny. W tym czasie w kompleksie zostali już niemal tylko s’kryythowie, komandosi i Trybunał. 

By nie rozwodzić się nadmiernie (bowiem skróty sesji raczej chyba nie bawią jej uczestników, a dla tych, którzy w niej nie uczestniczyli, mogą być po prostu nudne), bohaterowie ostatecznie złapali człowieka, młodego inżyniera, któy pracował dla TemCo i dzięki zdobytym informacjom dostali się do laboratorium głównego naukowca projektu, dra Juliana Levitza. Tam też poznali współrzędne geograficzne impaktu. Pustynia Gobi! Nie tu w Tyrr Nemai, lecz tam miał się odbyć ostatni akt dziwnego przedsięwzięcia TemCo. S’kryythowie w jakiś sposób chcieli wykorzystać energię ujawnioną podczas uderzenia komety do otwarcia bramy, którą mogliby uciec z Ziemi. Zniszczenie Maszyny, która przyzwała kometę, już niczego by nie zmieniło, zwłaszcza, że w ciągu godziny lub dwu i tak miała być zanihilowana przez ładunki wybuchowe. Natomiast powstało pytanie, jak dostać się w rejon Gobi, jak przebyć 2500 km skoro za 18 h kometa ma przypacynkować w Ziemię?

Po rozstawieniu urządzeń, s’kryythowie uruchomili je i w akompaniamencie wyładowań elektrycznych oraz chmur i strumieni iskier w powietrzu zaczęła się otwierać brama teleporatacyjna. Obcy wraz ze swoimi żołnierzami i agentami Trybunału przeszli przez nią, ale nie bez pewnych problemów. Początkowo BG zamierzali udać się w podróż na gapę. Jednakże szansa na niezauważone podejście była dość mała a prawdopodobieństwo, że po przejściu bramy uda im się uciec wrogowi jeszcze mniejsza. Będąc jednak wrednymi przedstawicielami rasy ludzkiej, wykorzystali kilka znalezionych w poprzednim epizodzie M72 LAW (lekkich wyrzutni ppanc) i posłali kilka rakietek przez bramę. Ot, taki malutki eksperyment. Jako że doceniam podejście empiryczne graczy, uraczyłem ich wizją rozpadającego się portalu wraz z sugestią, że coś tam po drugiej stronie musiało się nieprzyjemnego wydarzyć. 🙂

W tym momencie została ledwie godzina do eksplozji bomb. BG nie bez pewnych problemów uciekli z kompleksu na kilkanaście minut przed katastrofą. Cel mieli jeden, śmigłowiec w obozie TemCo. We wcześniejszym epizodzie rozpoznali w bazie nowoczesnego S-92 Sikorsky’ego z dodatkowymi zbiornikami paliwa. On miał im pozwolić na dotarcie w przysłowiowej ostatniej chwili na pustynię Gobi. 

Ale i tu nie obyło się bez problemów. Uzbrojeni w zdobyczną broń Tybetańczycy z Khun Li (patrz poprzedni epizod) rozpoczęli swoją rewoltę i zaatakowali obóz korporacji, potęgując chaos wywołany ewakuacją. Wybuchy pocisków moździerzowych. Eksplozja jednego ze śmigłowców TemCo w powietrzu po trafieniu rakietą Stingera, terkot karabinków szturmowych, wizg cekaemów. Wojna na całego! Ale co to dla naszych weteranów! Oni mieli tylko jedną prośbę do Tybetańczyków: NIE STRZELAĆ DO ŚMIGŁOWCA na lądowisku. 🙂

Króka, lecz zażarta walka obfitowała w dramatyczne epizody (chwała D20 Modern za mechanikę megaheroiczno-hollywoodzką :)):

– Alex otrzymuje kilka serii od żołnierzy TemCo, pędząc do śmigłowca (Tak, Grzesiu, wiem, to było aż 51 hapeków straconych :))

– Simon otrzymuje od swoich postrzał odłamkiem pocisku moździerowego, potem jeszcze od wkurzonego Alexa trafienie blastem M72 LAW (atut: ŚMIERCIOODPORNY ;))

– Alice nazwet nie zostaje draśnięta, he he:)

Image

W tej chwili Badacze Tajemnic są w powietrzu. Ich śmigłowiec przemyka kilkanaście metró nad ziemią, pędząc w stronę Gobi. Czeka ich dwunastogodzinny lot, po którym zostanie zaledwie 5 godzin na odwrócenie strasznego losu Ziemi. Ponoć jest szansa, tak twierdził Bukajew, więzień Maszyny w Tyrr Nemai. Levitz, więziony na pustyni ma znać odpowiedź.

Ps. Oj kusi mnie by sprawdzić jakie szanse ma w pojedynku oryginał amerykańskiego Sikorsky’ego z chińską podróbą ruskiego Suchoja :).

Image

Cthulhu D20 by Jaro

Image

No tak, po wizji Madzi można obejrzeć punkt widzenia Jara (w kampanii postać Jaroda Hancocka, coś jakby policjanta a w zasadzie maniaka broni palnej:).

Rzecz jasna to wizja zgoła przekłąmana i nieprawdziwa. Na naszych sesjach dominuje klimat, żadnego powergamingu nie ma i nie będzie! Howgh.

Aha, dla ludzi o słabych żołądkach, koniec proszę sobie odpuścić (teraz wiem, że nikt sobie nie odpuści :)).

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij