
Z chwilą, gdy nasi bohaterowie wkroczyli w mroczne i obowiązkowo bluźniercze otchłanie kompleksu Tyrr Nemai w Makalu została im doba do impaktu. Zaledwie 24 godziny i żadnego planu (jak zwykle zresztą). A Tyrr Nemai okazało się być gigantycznym miastem wybudowanym we wnętrzu góry. Rozległym już nawet nie na metry, lecz kilometry. Tworzące je budynki wymykały się jakiemukolwiek zrozumieniu. Dziwne, niepasujące do żadnych wyobrażeń kolumny, które w najmniej przewidywalnych miejscach gięły się ku ziemi, by zawisnąć pseudodachem nad nią ledwie metr lub dwa. W mieście tym, wzniesionym w zamierzchłych czasach przez nieistniejącą już rasę TemCo rozbudowała swój kompleks badawaczy, uruchamiając na nowo dziwaczną, kilkunastopiętrową machinę napędzaną siłami psychicznymi porwanych ludzi. To własnie ta maszyna przyciągnęła do Ziemi kometę SH-01.
Badacze Tajemnic werszli do kompleksu w chwili, gdy trwała już tam gorączkowa ewakuacja. Personel korporacyjny ładował sprzęt na ciężarówki, które wyjeżdżały przez ogromną bramę w kierunku Khun Li. Szeregowi pracownicy szykowali się do opuszczenia kompleksu. Zarząd (czyli s’kryythowie) wraz z elitą komandosów TemCo i agentami Trybunału, gromadził się nieopodal maszyny, przygotowując dziwne urządzenia, które jak się miało już wkrótce okazać posłużą do niekonwencjonalnego sposobu opuszczenia kompleksu.
To wszystko miało trwać zaledwie 5 godzin, a po tym czasie ponad 50 silnych ładunków wybuchowych miało równocześnie eksplodować i zasypać pod milionami ton kamieni Tyrr Nemai. Nasi bohaterowie pod osłoną, w cieniu dziwacznych budowli podkradli się jak najbliżej Maszyny i centrum dowodzenia kompleksem. Niewątpliwie pomogła im w tym ewakuacja TemCo. Mimo to skradali się ponad trzy godziny. W tym czasie w kompleksie zostali już niemal tylko s’kryythowie, komandosi i Trybunał.
By nie rozwodzić się nadmiernie (bowiem skróty sesji raczej chyba nie bawią jej uczestników, a dla tych, którzy w niej nie uczestniczyli, mogą być po prostu nudne), bohaterowie ostatecznie złapali człowieka, młodego inżyniera, któy pracował dla TemCo i dzięki zdobytym informacjom dostali się do laboratorium głównego naukowca projektu, dra Juliana Levitza. Tam też poznali współrzędne geograficzne impaktu. Pustynia Gobi! Nie tu w Tyrr Nemai, lecz tam miał się odbyć ostatni akt dziwnego przedsięwzięcia TemCo. S’kryythowie w jakiś sposób chcieli wykorzystać energię ujawnioną podczas uderzenia komety do otwarcia bramy, którą mogliby uciec z Ziemi. Zniszczenie Maszyny, która przyzwała kometę, już niczego by nie zmieniło, zwłaszcza, że w ciągu godziny lub dwu i tak miała być zanihilowana przez ładunki wybuchowe. Natomiast powstało pytanie, jak dostać się w rejon Gobi, jak przebyć 2500 km skoro za 18 h kometa ma przypacynkować w Ziemię?
Po rozstawieniu urządzeń, s’kryythowie uruchomili je i w akompaniamencie wyładowań elektrycznych oraz chmur i strumieni iskier w powietrzu zaczęła się otwierać brama teleporatacyjna. Obcy wraz ze swoimi żołnierzami i agentami Trybunału przeszli przez nią, ale nie bez pewnych problemów. Początkowo BG zamierzali udać się w podróż na gapę. Jednakże szansa na niezauważone podejście była dość mała a prawdopodobieństwo, że po przejściu bramy uda im się uciec wrogowi jeszcze mniejsza. Będąc jednak wrednymi przedstawicielami rasy ludzkiej, wykorzystali kilka znalezionych w poprzednim epizodzie M72 LAW (lekkich wyrzutni ppanc) i posłali kilka rakietek przez bramę. Ot, taki malutki eksperyment. Jako że doceniam podejście empiryczne graczy, uraczyłem ich wizją rozpadającego się portalu wraz z sugestią, że coś tam po drugiej stronie musiało się nieprzyjemnego wydarzyć. 🙂
W tym momencie została ledwie godzina do eksplozji bomb. BG nie bez pewnych problemów uciekli z kompleksu na kilkanaście minut przed katastrofą. Cel mieli jeden, śmigłowiec w obozie TemCo. We wcześniejszym epizodzie rozpoznali w bazie nowoczesnego S-92 Sikorsky’ego z dodatkowymi zbiornikami paliwa. On miał im pozwolić na dotarcie w przysłowiowej ostatniej chwili na pustynię Gobi.
Ale i tu nie obyło się bez problemów. Uzbrojeni w zdobyczną broń Tybetańczycy z Khun Li (patrz poprzedni epizod) rozpoczęli swoją rewoltę i zaatakowali obóz korporacji, potęgując chaos wywołany ewakuacją. Wybuchy pocisków moździerzowych. Eksplozja jednego ze śmigłowców TemCo w powietrzu po trafieniu rakietą Stingera, terkot karabinków szturmowych, wizg cekaemów. Wojna na całego! Ale co to dla naszych weteranów! Oni mieli tylko jedną prośbę do Tybetańczyków: NIE STRZELAĆ DO ŚMIGŁOWCA na lądowisku. 🙂
Króka, lecz zażarta walka obfitowała w dramatyczne epizody (chwała D20 Modern za mechanikę megaheroiczno-hollywoodzką :)):
– Alex otrzymuje kilka serii od żołnierzy TemCo, pędząc do śmigłowca (Tak, Grzesiu, wiem, to było aż 51 hapeków straconych :))
– Simon otrzymuje od swoich postrzał odłamkiem pocisku moździerowego, potem jeszcze od wkurzonego Alexa trafienie blastem M72 LAW (atut: ŚMIERCIOODPORNY ;))
– Alice nazwet nie zostaje draśnięta, he he:)

W tej chwili Badacze Tajemnic są w powietrzu. Ich śmigłowiec przemyka kilkanaście metró nad ziemią, pędząc w stronę Gobi. Czeka ich dwunastogodzinny lot, po którym zostanie zaledwie 5 godzin na odwrócenie strasznego losu Ziemi. Ponoć jest szansa, tak twierdził Bukajew, więzień Maszyny w Tyrr Nemai. Levitz, więziony na pustyni ma znać odpowiedź.
Ps. Oj kusi mnie by sprawdzić jakie szanse ma w pojedynku oryginał amerykańskiego Sikorsky’ego z chińską podróbą ruskiego Suchoja :).

Filed under: RPG, Zew Cthulhu | Tagged: call of cthulhu, d20, d20 modern, nocturnum, Zew Cthulhu | 19 Komentarzy »