Moja lista blogów

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Filharmoniczne derby Kielc i Radomia.

   Z dedykacją dla  prawie krajana Lech

Czy wiecie, że w dawnym województwie kieleckim do roku 1975, gdy było jeszcze 17 województw, znajdowały się Radom i Sandomierz ?  To chyba tylko ludzie tutaj mieszkający pamiętają dawne animozje między Radomiem a Kielcami. Sandomierz nie lubił Tarnobrzegu z rzeszowskiego. Potem powstały nowe województwa, radomskie i tarnobrzeskie. A Sandomierz, takie historyczne, królewskie miasto dużo stracił na rzecz siarkowego Tarnobrzegu. Obecnie Radom jest w województwie mazowieckim, Sandomierz w świętokrzyskim, a Tarnobrzeg  w podkarpackim.

Jestem przekonana, że podobne animozje mały miejsce w wielu województwach, albo nadal występują. Czy coś pamiętacie na ten temat? 

Pierwszy raz mi się tak ciekawie złożyło, że dzień po dniu byłam w Kielcach i Radomiu na koncertach filharmonicznych.  Ściśle mówiąc Radom ma orkiestrę kameralną, w skrócie ROK.

Swego czasu, a już dawno temu, do tych miast jeździłam  na wagary, żeby nas nikt nie poznawał. W Kielcach  spacerowało  się deptakiem na ulicy Sienkiewicza, a w Radomiu Żeromskiego. Obydwa wspomniane miasta mają też te ulice na odwrót. Bo na przykład obecna,  bardzo nowoczesna siedziba filharmonii kieleckiej mieści się na ulicy Żeromskiego 12, a w Radomiu przy Żeromskiego 53. Ulica Sienkiewicza w Radomiu to zabytkowe secesyjne kamienice i Bazylika NMP.

Historia filharmonii w Kielcach sięga roku 1920, kiedy to rozpoczęła działalność orkiestra symfoniczna stworzona na bazie orkiestry dętej 4 pułku Piechoty Legionów. Po wojnie aż 22 jej członków weszło w skład wojewódzkiej orkiestry symfonicznej, która zainaugurowała swój sezon już w 1945 roku. A potem się potoczyło. Powstał też stuosobowy chór Echo. Orkiestra występowała w różnych kieleckich salach koncertowych. Aż w roku 2012 znalazła stałą siedzibę w Międzynarodowym Centrum Kultur  przy ul. Żeromskiego 12 i dostała nazwę Filharmonia Świętokrzyska im. Oskara Kolberga. 

Image

Natomiast Radomska Orkiestra Kameralna, która nawiązuje do tradycji orkiestry symfonicznej działającej w Radomiu od 1953 roku, powstała w 2007 roku jako instytucja kultury miasta i występuje w sali koncertowej na dziedzińcu Pałacu Sandomierskiego. Pałac pochodzi z 1827 roku, natomiast budynek  sali koncertowej z 1964. ROK  ma16 etatowych muzyków.

Image
Pałac Sandomierski z lewej strony.

Tak  pisarze regionu kieleckiego Sienkiewicz i Żeromski łączą oba miasta.👍😀 Łączą pewnie całą Polskę.

Koncert symfoniczny Przeboje mistrzów, który podziwiałam odbył się 16 stycznia w  Filharmonii Świętokrzyskiej w Kielcach i przedstawił nam najwybitniejsze  dzieła klasyki. Dostarczył  emocji na najwyższym poziomie artystycznym. 

Image

Repertuar został dobrany tak, aby ukazać pełnię możliwości kieleckiej orkiestry symfonicznej poprzez utwory trzech gigantów muzyki.  Najpierw W.A. Mozart- Uwertura do opery Cosi fan tutte. Lekkie i precyzyjne otwarcie, które wprowadziło nas w klasyczny nastrój. 

Image

Sergiusz Rachmaninow- Rapsodia na temat Paganiniego. Gwiazdą wieczoru była pianistka Beata Bilińska, której interpretacja 24 wariacji zachwyciła nienaganną techniką i głębokim ciepłym dźwiękiem. Artystka z sukcesem oddała zarówno wirtuozowski rozmach jaki liryzm słynnej 18. wariacji. 

ImageW przerwie koncertu odbyły się wernisaże dwóch wystaw, co nadało wieczorowi wielowymiarowy charakter: „Jedno serce – tysiące barw” – zbiorowa wystawa prac studentów Instytutu Sztuk Wizualnych UJK w Kielcach  oraz „Ponidziańskie pejzaże” – wystawa fotografii Piotra Walerona.  Prace oglądaliśmy na trzech poziomach.  Nogi się rozchodziły.😀
Image

Image
L.van Beethoven- V Symfonia c-moll  to finał koncertu w postaci ikonicznego motywu losu. Orkiestra pod batutą Jacka Rogali zaprezentowała potężne brzmienie i dramatyzm spotykając się z entuzjastycznym przyjęciem.  Słuchanie  V Symfonii wywołuje bardzo silne refleksje. Słynny motyw czterech dźwięków jako „los pukający  do drzwi” przypomina o ludzkich możliwościach. Refleksja często dotyczy tego jak osobiste dramaty zmieniamy w triumf, co było bezpośrednim odniesieniem postępującej głuchoty kompozytora. Symfonia pokazuje drogę „od mroku do światła” z c-moll do C-dur. Słuchacz doświadcza przejścia od niepokoju i walki w pierwszej części, poprzez liryczne wytchnienie, aż po euforyczne zwycięstwo w finale. Jak nasze życie. Tyle myśli kłębiło się w głowie. Mimo upływu ponad 200 lat energia tego utworu pozostaje nowoczesna. Tu widać geniusz kompozytora, słuchając utworu czułam cząstką ludzkiej kultury. Stwierdzę górnolotnie.
Image
A tu z pewnością zarządzam fotografem.

Koncert Karnawał z Rokiem oglądałam  17 stycznia w Radomiu. Główną gwiazdą wieczoru był światowej sławy wiolonczelista László Fenyö, którego gra  była  mistrzowska i głęboko poruszająca. Pod batutą charyzmatycznego dyrygenta Jurka Dybała orkiestra zaprezentowała odważny program łączący tradycję z nowoczesnością.

ImageByły to utwory Enjotta Schneidera Solamita, Święte tańce, utwór na wiolonczelę i orkiestrę, który wprowadził słuchaczy w mistyczny nastrój. Oraz  Aulisa  Sallinena  Nocne tańce Don Kichota-  z kolei kompozycja pełna muzycznych kontrastów. 

Mnie bardziej podobała się druga część -Astor  Piazzolla Cztery pory roku w Buenos Aires, jako podróż przez duszę argentyńskiego tanga, gdzie geniusz Vivaldiego był też słyszalny. Również jazz, ale przede wszystkim energetyczne, a czasami melancholijne tango. To  był fascynujący dialog między barokową Europą, a  20-wieczną Argentyną.

Image
Moje ulubione zdjęcia w lustrze.

Koncert udowodnił, że karnawał w filharmonii nie musi opierać się wyłącznie na popularnych walcach Straussa. Dzięki wysokiemu poziomowi artystycznemu wiolonczelisty, który należy do światowej elity muzyków, otrzymaliśmy wieczór pełen artystycznej świeżości. Sala była wypełniona 👍👏

Image
 Oba koncerty były znakomite, chociaż trudno porównywać, bo zupełnie inna muzyka. Jednakże muszę w tym muzycznym derby głównych miast dawnego województwa kieleckiego dać zwycięstwo Kielcom. Słuchanie V symfonii Beethovena  na żywo to moje najwspanialsze muzyczne doświadczenie.  Nawet Penderecki zachwycał się akustyką w kieleckiej filharmonii.

Spacer w zimowym anturażu obydwu miast i w towarzystwie miłych koleżanek był jednakowo cudowny. Również z Honorowym Obywatelem Radomia- Leszkiem Kołakowskim na kawie można przysiąść. Też na  ulicy Żeromskiego przy Placu Konstytucji.

Image

Image
Oczywiście ulica Żeromskiego w Radomiu👍
Image
Pomnik w głębi. Korona na lampie z herbu miasta.


Image
Plac Wolności, gdzie kiedyś przybyła "Kadrówka" z Piłsudskim.

Może podzielicie się swoimi wspomnieniami związanymi z filharmonią?

czwartek, 8 stycznia 2026

Trzech Króli z Królem życia.

       Zauważam, że coraz mniej ze swoimi przyjaciółmi rozmawiamy. Wysyłamy  krótkie wiadomości i zdjęcia via telefon, Messenger, WhatsApp, Signal. Maili nawet nie chce się pisać, bo za długie. Dlaczego się nie spotykamy? Bo każdy obwarowany jest swoimi umówionymi spotkaniami. Najczęściej z rodziną, dziećmi, wnuczętami, swatami, starszymi żyjącymi rodzicami, wyjazdami do sanatorium, wycieczkami do  SPA, prelekcjami. Niektórzy jeszcze czasowo pracują. Ja też.  Mam  męża zamiejscowego. Inni mają partnera dojeżdżającego. Zdarza się mieć wolny czas, wtedy czytamy książki, oglądamy telewizję, sprzątamy dom, robimy zakupy, mamy różne zorganizowane zajęcia.  Powoli odchodzimy od rytuałów wspólnych  spotkań. Aż dziwne mi się to wydaje, mnie, takiej towarzyskiej osobie.  Czasami nawet  nie chce  mi się zadzwonić i umówić z koleżankami, bo im ciągle coś nie pasuje. Przeglądam telefon i zastanawiam się z kim chciałabym się spotkać.

W związku z tym ostatnie święto Trzech Króli spędziłam sama.  W ubiegłych latach było tak wesoło. Dzieci ubierałam w korony, które same robiłyśmy. W cieście ukrywałam migdała, szykowałam jakieś upominki. A teraz zima nam dopisała, córki ruszyły na narty.  Zabrały mi moje małe skarby.  Właściwie to uwolniły mnie od obowiązków. Obok mojego miasta są doskonale zorganizowane stoki narciarskie. Sama uwielbiałam jeździć, ale skręciłam sobie kolano i koniec tej przyjemności.

Przed obiadem wyszłam na spacer. Nastawiłam sobie wcześniej przygotowane mięso z warzywami. Z zamrażarki wyjęłam ciasto świąteczne, a białe gruzińskie wino włożyłam na półkę w lodówce.

Image
W małym starym lasku.

Mieszkam w starej dzielnicy miasta, na osiedlu zwanym "Sienkiewiczowskim", gdzie pod koniec lat 50. zaczęto stawiać pierwsze bloki w moim mieście. Po drugiej stronie idąc  schodami w dół ulicą Czerwińskiego, dochodzimy do ulicy Kuźnia. Tak tak, kiedyś tu była prawdziwa kuźnia. W końcu jesteśmy w hutniczym mieście. A tuż obok mamy prawdziwe fińskie domy. Czy słyszeliście o takich domach, mieliście lub macie u siebie w mieście? 

Image

Występowały kiedyś głównie na Górnym Śląsku, a także w Gdańsku i Warszawie. Sprowadzono je głównie z Finlandii za węgiel i koks, aby złagodzić tzw. głód mieszkaniowy po wojnie./trwa od 80 lat/ Pomysłodawcą transakcji wiązanej z Finami był  ówczesny minister górnictwa i energetyki. 

Image

Polska za sprzedany węgiel do Finlandii w latach 50. otrzymywała domki składane z prefabrykatów. Powstawały całe osiedla tych domków, przede wszystkim w okolicach kopalni i dostawali je zasłużeni przodownicy pracy. W Gdańsku -Wrzeszczu ulicom, przy których budowano fińskie domki nadano nazwy kopalniana Górnicza Koksowa.  guciamalpewnie coś o tym wie. 

Image

Polska otrzymywała je również jako reparacje wojenne za pośrednictwem ZSRR. Przykładowe domki fińskie były lokowane na peryferiach miast, często nie było tam kanalizacji, a ubikacje znajdowały się na podwórku i również komórki na węgiel. Ale posiadały piękne ogródki i dużą powierzchnię. Były zachwycające w tamtych czasach. Ludzie zapomnieli, że domki w moim mieście postawione były na działkach należących  kiedyś do żydowskich właścicieli. Tam  był tartak braci Heine.

U nas zmodernizowane domki fińskie stoją do dzisiaj, aczkolwiek służą jako lokale zastępcze dla ludzi w potrzebie.  A obok wyremontowano już współczesny budynek jako Dom sąsiedzki, służący jako świetlica, tak się kiedyś mówiło.

Image

Potem poszłam dalej, bo akurat ruszał orszak królewski z jednej parafii. Słychać było śpiew kolęd. Stanęliśmy przy ulicy z paroma osobami i robiliśmy zdjęcia.

Image

Image

Obok mnie zdjęcia robił taki miły facet. Zagadałam go mówiąc, ale fajna impreza i pogoda nam dopisała. A on chyba tylko na to czekał i zaczął monolog opowiadając o całym swoim życiu. Od razu zorientowałam się, że to samotny człowiek i chce podzielić się z kimś swoim  satysfakcjonującym życie. Jesteśmy prawie sąsiadami i mieszkamy na dwóch starych osiedlach Sienkiewiczowskich, on w tzw. czerwonych blokach, a ja w białych.  Od wielu lat są otynkowane, a nazwa pozostała od czerwonej i białej cegły. Ja mieszkam tutaj od niedawna, i białą cegłę nawet odsłoniłam👍👏tu w świątecznym wydaniu.

Image

 Znam  tylko najbliższych sąsiadów.

Przedstawiamy się. Witek przyznaje, że ma blisko 70 lat, ale nadal pracuje. Ale na Śląsku, gdzie pracodawca płaci mu za mieszkanie. Teraz jest na zwolnieniu z powodu operacji na zaćmę. Bardzo jest dumny ze swojej pracy i z lekceważeniem mówi o tych, którzy siedzą w domach na kanapach korzystając wcześniej z socjalnych zasiłków, oglądając telewizję i narzekając na swojej emerytury.

Z satysfakcją mówi o swoich dwóch synach, wnuczętach, ale rzadko ich ogląda, a najczęściej wtedy, gdy potrzebują jakiś drobnych napraw w domu. On sam jest specjalistą od maszyn i urządzeń. Rozwiódł się w wieku dojrzałym po pięćdziesiątce. Widuje się czasami  ze swoją byłą żoną na uroczystościach rodzinnych. Rozstali się po przyjacielsku. Witek jest spokojny, zrównoważony, dobrze wygląda i mówi, że nic nie chciałby zmienić w swoim życiu. Nie próbuję nawet szukać jakiejś towarzyszki do życia. Dobrze się czuje sam. Spędził w tym mieszkaniu  całe życie, bo kiedyś mieszkał tu z rodzicami. Nie spotyka się ze swoimi dawnymi kolegami, bo nie odpowiada mu czas spędzany przy telewizji, piwie czy nadmiernych posiłkach. On lubi spacerować po mieście i pracować. Jeździć na wczasy.  Bardzo chwalił swojego śląskiego pracodawcę. Zorientowałam się, że to małe przedsiębiorstwo, ale bardzo dobrze  zarządzane.

Wolnym spacerem ulicą Kuźnią doszliśmy do Czerwińskiego i tam się rozstaliśmy. Witek nie proponował mi kawy czy herbaty. Odszedł spokojnie do bloku nr 12. A ja z pośpiechem ruszyłam do swojego mięsa nastawionego długo wcześniej.  Okazało się wyśmienicie miękkie, ale nie wysuszone. A gruzińskie białe wino Kazbek Peak doskonale dopełniało całości.  Sernik na ciepło był też wspaniałym deserem. 

A potem poszłam na drugi spacer. Najpierw do parku, niedaleko domu,

Image

a potem ulicą Iłżecką na Rzeczki i doszłam  prawie do skraju Puszczy Iłżeckiej  czyli Gutwinu. My mówimy "Goodwin". Doskonałe toponimia w nazwach.

Image
Stary domek na Rzeczkach.
Dobrze się czułam sama. I słońce w kapeluszu😀
Image

 Czy macie podobne rozmyślania?  Czy nadal pracują  wasi znajomi będący w wieku emerytalnym?

PS Piątek, 9 stycznia. I nagle znalazł się czas, żeby spotkać się z paroma znajomymi. Dlaczego?  Bo przyszliśmy na pogrzeb koleżanki. Od prawie 30 lat należę do Towarzystwa Absolwentów II LO im. J. Chreptowicza w moim mieście i jestem dosyć aktywną członkinią. Nasze liceum istnieje od początku XX wieku.  Ogromną dumą "chreptusa" są zjazdy szkolne organizowane od  końca lat 50. Co 5 lat. Oraz coroczne walne zebrania, gdzie  również spotyka się spore grono absolwentów. Znamy  wielu ludzi różnych roczników. Szczególnie, gdy zostali w naszym mieście. Koleżanka, która nagle zmarła była 9 lat starsza i mieszkała w moim bloku.  Czasami pomagałam jej zanieść zakupy na górę. Miała problemy z chodzeniem, a od lat  nie opuściła żadnego zebrania, ani zjazdu. Zawsze zastanawiałam się jak wychodzi na swoje 4 piętro.

Po pogrzebie  w cztery osoby poszliśmy do restauracji na obiad. Muszę przyznać, że spędziłyśmy razem bardzo miły czas. Nasz kolega Irek zabawiał nas wspomnieniami z wcześniejszych  spotkań i innym męskim gadaniem  prawie pod hasłem wino, kobiety i śpiew, a my podsumowałyśmy świąteczno-noworoczny czas. Jedną koleżankę znam od podstawówki, i obozów harcerskich, a drugą od liceum i do tego łączą nas od lat kontakty zawodowe. Znała też kiedyś mojego pierwszego męża RIP. Jeździli razem na kolonie językowe. Ale czasy. Pamiętam jak  spotkaliśmy wszyscy jeszcze na Radwana. Te nasze szkolne przyjaźnie są naprawdę wspaniałe. Zawsze mogę polegać na naszej ekipie, gdyby była potrzeba.

Ustaliliśmy wspólnie,  że my chcemy swoje pogrzeby na wesoło. Żeby koleżeństwo wspominało nas w ostatnich pożegnaniach jako królów życia. A dlaczego się nie mówi królowa życia, ale jest królowa balu, a życie to bal przecież.

 


piątek, 2 stycznia 2026

Impreza sylwestrowa w saunie? Why not?

 Sylwester 2025/ 26 w saunie, jacuzzi i basenie...

Jeśli nie masz jeszcze planów na Sylwestra przyjdź na naszą imprezę Happy nude Year 31 grudnia. Kameralne przyjęcie sylwestrowe na luzie, totalny relaks, detoks dla ciała i umysłu, bez fryzjera, specjalnych kreacji i niewygodnych szpilek. Zabierz tylko swój strój Adama i Ewy, ewentualnie kilt pareo. Podaruj sobie magiczną saunową noc sylwestrową. 

Sześć ceremonii saunowych w saunie fińskiej przygotowują fantastyczne sauna mistrzynie- Marta i Ilona.

Aromatyczne zabiegi na ciało i włosy, peelingi, odżywki, zapachy eukaliptusowe i mentolowe,

Idealna okazja dla każdego kto dopiero zaczyna przygodę z nudyzmem lub saunowaniem. 

Śnieg za oknem, a my w przytulnym, ciepłym, a nawet gorącym miejscu. 

Szwedzki stół, owoce, przekąski, dania gorące, napoje. 

Świetna muzyka taneczna, podczas saunowych seansów oraz przy basenie. 

 I co wy na to?

A ja skorzystałam z tej oferty i świetnie się bawiłam. 

Na parę dni przed sylwestrowym odliczaniem znalazłam  takie reklamy z  różnych hoteli u podnóża Gór Świętokrzyskich.  Otwieram, i co widzę? Sąsiedzkie miasto nad Kamienną- Starachowice, gdzie znajdują się dwa wygodne hotele, Senator i Europa. A w moim mieście, prawie dwa razy większym ani jednego takiego szykownego  i dużego przybytku. Wybrałam na wypoczynek jeden z nich. 

Image

Image


Image

Sylwestrowe przyjęcia w saunie zyskują na popularności jako alternatywa dla hucznych balów, czy domówek. Skupiają się na głębokim relaksie i regeneracji przed nowym rokiem.  Impreza zaczyna się o 21.00. A zanim poszłam, to parę chwil spędziłam z Ojcem Chrzestnym😀

Image

Warto zainwestować w zdrowy początek roku- bo saunowanie wspomaga odporność, przyspiesza metabolizm i pomaga w detoksykacji organizmu.

Image

Kluczową zasadą bezpieczeństwa jest zakaz picia alkoholu i stałe nawodnienie. 

Ja właściwie nie powinnam korzystać z sauny, bo mam chore oko, ale tak lubię banię, łaźnię turecką, czy  saunę fińską, że nie mogę sobie odmówić tej przyjemności.

W przestrzeni SPA obowiązuje pewien ważny savoir -vivre, czyli korzystanie z sauny bez tekstyliów/ kostiumów kąpielowych/ dla lepszego efektu zdrowotnego i higieny. Może być ręcznik lub specjalny kilt pareo. Ale w basenie, czy saunie- łaźni tureckiej już na golasa. Światła są lekko przyćmione, jest ciepło, przyjemnie i leniwie. Bardzo relaksująco.

Image

Bardzo mi się podobał się  mój sylwester w hotelu Europa. Szczególnie ta atmosfera uspokojenia, łagodności, akceptacji, takiego prawdziwego wellness. To impreza poza schematem, w  ciszy swojego umysłu i z bliskością natury. Niektórzy wychodzili na dwór po seansie i spacerowali po śniegu. A ich powiększone cienie było widać na zasłonach okiennych. Bajkowo to wyglądało. Ja się nie odważyłam. Wystarczył mi lód ze „studni” lodowej.  Niektórzy mieli specjalne czapki na głowę. To dobry pomysł.

Peeling w saunie mokrej, jakby łąźni tureckiej okazał się wyjątkowo przyjemny. Aczkolwiek dla mnie była  za wysoka temperatura.  Żałowałam, że z powodu mojego chorego oka musiałam wychodzić wcześniej  z seansów saunowych.  Zazwyczaj towarzyszyły nam podczas seansu w saunie trzy piosenki, mistrzynie tańczyły i wachlowały nas, używając różnych aromatów.  Wychodziłam zwykle po pierwszej piosence. Wcześniej po pobycie w gorących źródłach w Islandii czy saunie w Świeradowie, już kilkakrotnie pogarszał się stan mojej rogówki. Tym razem wolałam nie ryzykować.

Cisza umysłu nie wykluczała muzyki w ogóle. Wręcz przeciwnie. Cały czas towarzyszyła nam kultowa muzyka taneczna, rock`n`roll,  latino, anglosaski pop i polska muzyka rockowo-popowa. Tańczyliśmy na siedząco w saunie i na stojąco wokół basenu. Przy koktajlowych stolikach spożywaliśmy lekkie posiłki prowadząc spokojne rozmowy, uśmiechając się pod nosem. Bo jak może być inaczej, gdy rozmawiasz w tunice na rzep, która coraz bardziej zsuwa się po biuście, lub w szlafroku, gdy pasek się rozwiązuje, a facet rzeczywiście tylko w pareo na biodrze. To tak jak na wakacjach na plaży. Zrelaksowani ludzie są wobec siebie mili, i taktowni. Przechodzimy swobodnie na ty. Mistrzyni pokazów saunowych dba o poprawność relacji. Uczestnicy są świadomi, że w razie naruszenia norm, mogą być wyproszeni z imprezy. Np.  w sytuacji uporczywych spojrzeń.

Na tym kameralnym przyjęciu jest 32 gości, dwie panie prowadzące oraz kilkoro osób z obsługi, którzy dyskretnie pojawiali się, gdy my byliśmy w saunie. Ja wychodziłam wcześniej, to się z nimi spotykałam. Ludzie przyjechali z Warszawy, Łodzi, Lublina  mówiąc, że tutaj jest lepsza kameralna atmosfera i  przystępniejsze ceny. Pojawili się również lokalni mieszkańcy, jak ja. Przyjechałam pociągiem.👍👏

Image
Zdj przed imprezą. Potem był zakaz używania telefonów.

Pomimo tak przyjemnej, życzliwej atmosfery zauważyłam, że panie  krępują się swojego ciała bardziej niż mężczyźni, którzy bez problemu zsuwają swoje pareo idąc do basenu.  Niektóre panie chyba nie umiały pływać.  Korzystają z jacuzzi, które na szczęście ma temperaturę niższą niż ciało i ma mocne masujące wiry. Jest cudownie orzeźwiające. Ale w siatkówkę  basenową panie świetnie grały i nie dały zwycięstwa bez walki. Panów było  nieznacznie więcej. Wiekowo między 40-60 lat. Basen jest podświetlony. Przypominała mi się erotyczna atmosfera z filmu Basen z Alainem Delon, Romy Schneider i Jane Birkin.

Na wygodnym leżaku rozmyślałam  bez presji o nadchodzącym roku, o swojej wiedzy, której nie trzeba marnować na nicnierobienie, o swoim zdrowiu, z którego jestem dumna i o córkach, które wreszcie poszły swoją drogą, o swoich dotychczasowych osiągnięciach i tak w ogóle zupełnie optymistycznie. Dawno tak dobrze się nie czułam.

Po wspaniałym noworocznym śniadaniu, ruszyłam  ośnieżoną ulicą Radomską na dworzec. Te sanie ruszyły w drogę👍👏

Image

  Padały drobne płatki.  A na wysokości ronda z napisem Man/ dawny Star Starachowice/ zabrała mnie dalej taksówka. Bo czas oczekiwania był 40-minutowy.

Image


Image
Samochód jako pomnik w swoim mieście, J. Rewiński  śpiewał o swoim starym starze💓👍👏

Happy New Year na tle zaprzyjaźnionej szkoły językowej Speak  out w Starachowicach. Znajduje się koło dworca.

Image
Aura jakby w Islandii.💓

Podziwiam rozwój mojego sąsiedzkiego miasta, które dzięki Specjalnej Strefie Ekonomicznej przyciągnęło mnóstwo inwestorów, a młody prezydent cieszy się dużą popularnością i sympatią.

Czy nadal celebrujecie tę dla wielu magiczną, aczkolwiek umowną datę? Czy może jakieś wspomnienia dawnych szalonych sylwestrów?

 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Święta w filmie i w rzeczywistości.

      W święta, jeśli tylko jestem w domu, lubię oglądać nastrojowe filmy. Odkąd pojawiły się na świecie wnuczęta szukamy głównie filmów familijnych i animowanych.  Teraz, gdy już podrosły, możemy wspólnie  się bawić  zanurzając  w świat baśni.  Ubieranie choinek w trzech domach dla tworzenia nastroju, to również nasze ulubione grudniowe zajęcie.

Image

  Szkoda, że dziadek Gospodarz mieszka tak daleko, a nie chce mu się do nas przyjechać. On lubi dekoracje świąteczne, ale teraz śnieg jest najlepszą dekoracją. 
Image

Ale wracajmy do filmów. Hitem number 1. okazał się film Klaus opowiadający o początkach Świętego Mikołaja. Tak się składa, że nasze nazwisko z angielska czyta się "Klaus" jak Claus, Santa Claus.   Jakie zdziwienie było mojego anglosaskiego, wtedy narzeczonego, gdy po raz pierwszy zobaczył moje nazwisko. I odtąd filmy świąteczne, gdzie pojawia się Santa Claus, zaliczam do ulubionych, słysząc wciąż Kima wymowę. Aczkolwiek lubię je tylko w sezonie. I mogę oglądać bez przerwy. Zaczynamy  już z początkiem grudnia. I żadnego Kevina nie wprowadzamy w rodzinny rytuał, jego tak, ale innym razem.  Ale Elf z ulubionymi aktorami, jak James Caan, Will Farrell, to już jak najbardziej. A mój Gospodarz zawsze słodko pyta co przyniosą mu na gwiazdkę jego Santa Claus? Bo my wszystkie jesteśmy kluseczki 🤣
Image

Dzieci same przeszukają nasze filmowe platformy/ obie wnuczki już prawie po 10 lat/  i oprócz grania w planszówki- Monopoly, ćwiczenia angielskiego, zabawy w kosmetyczkę i fryzjerkę, przebieranie się w moje sukienki, spacerów, to na kolejnym miejscu już oglądanie, na przykład Grincha- świąt nie będzie, Cud na 34. ulicy, lub Ekspressem polarnym.... Reniferem.. do wioski św. Mikołaja.
Natomiast my z córkami, szczególnie ja z tą starszą, oglądamy na okrągło Holiday i To właśnie miłość, młodsza córka woli Święta last minute i Kochajmy się od święta i inne wyszukuje na bieżąco między świętami. W zeszłym roku w Islandii oglądaliśmy  filmy z innego kręgu kulturowego, bo dzień był krótki, a noc długa😀
Ja  natomiast oglądam w przerwie Listy do M, lecz za każdym razem złość mnie ogarnia dlaczego ci aktorzy tak słabo grają.  Bo scenariusz to nie jest taki zły, całkiem pomysłowy, ale ich gra sztuczna, beznadziejna, drewniana. Gdy pojawi się ktoś wybitny, jak na przykład Stanisława Celińska, Marta Lipińska, Beata Tyszkiewicz to film nawet znośny👍👏. Najpierw  Listy do M., wszystkie części oglądałam w kinie i  nie mogłam się nadziwić ich głupocie i sztuczności. Ale daję im kolejną szansę, bo lubię chodzić do kina. I tak zawód. We wszelkie bez wyjątku święta czekam na jedną z wersji Opowieści wigilijnej. Najbardziej lubię tę z lat 70. z Albertem Finney`em.  A w tym roku oglądałam .przedstawienie
 
 Wigilia obecnie, to  wzruszająca radość dzieci z prezentów oraz ich  stała wiara w św. Mikołaja i wspólne biesiadowanie rodzin z różnych stron Polski/ z rodzeństwem zięcia/.
Image


Image

  Dwa dni świąt spędziłam u  drugiej córki na wsi. Tam żyjemy baśniowo i magicznie. Spacery wśród dolomitów w Dolinie Świśliny
Image

Image
Śniadania i planowanie dnia.
 
W sobotę zdarzyła się u nas ślizgawka na drogach, chodnikach i jezdniach. Musieliśmy spędzać czas w domu. W niedzielę przyjechałam do dawnego domu moich dziadków, gdzie obecnie urocze domostwo stworzyła moja siostra cioteczna. Choćby Gospoda świąteczna i white christmas, bo tam zawsze śniegiem zabieli. Nawet lodem skuło rzeczkę.😀

Image


Image

Czy fajnie minął wam świąteczny czas? Czy lubicie oglądać filmy, chociaż nie przyznajecie się do tego?
Ja nadal mam tęsknotę do świąt, które kiedyś, przed epoką wnucząt, spędzałam bardziej rozrywkowo, jak w filmie i dlatego  lubię baśniowe
Image

opowieści. Tymczasem pozdrawiam z dziadkiem do orzechów, w tropikach i u nas💓
Image

niedziela, 14 grudnia 2025

Taka mała a łzy takie ogromne...

          Któż z pokolenia lat 70. nie śpiewał  słynnej piosenki Magdy Umer Groszku pachnącego przyniosłeś mi w dłoni, dałeś groszek, a dłoni nie chciałeś już dać…. Znaliśmy na pamięć te smutne słowa. Wtedy wiedzieliśmy, że  jest  to wiersz tragicznego poety czasu wojny Andrzeja Trzebińskiego. Bo w tamte dni śpiewaliśmy również z Ewą Demarczyk wiersze Baczyńskiego Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne obraz dni, a  Na moście w Awinion.. wiersz był żyłką słoneczną na ścianie jak fotografia wszystkich wiosen... Śpiewaliśmy również wiersze Marii  Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i wiedzieliśmy co się dzieje, Gdy się miało szczęście które się nie trafia… a nawet Łucję Prus- bo Nic dwa razy się zdarza.

Dobrze, że chociaż Sanah kontynuuje poetyckie piosenki, aczkolwiek w innym stylu.

Wszystkie zawiedzione miłości, zapłakane oczy.. bo taka mała , a łzy takie ogromne… nie odebrane telefony, nie wysłane listy, odwołane randki nagle pojawiają się w naszej pamięci. Czasami przychodziły telegramy,  albo ktoś przekazywał strzępy zasłyszanych wypowiedzi o rozstaniach.

W liceum uczęszczałam do klasy humanistycznej. Bardzo często jeździliśmy do warszawskich teatrów  zobaczyć uwielbianych wtedy aktorów. W moim mieście co roku mieliśmy też przegląd teatralny i odwiedzały nas teatry z sąsiednich województw, a przede wszystkim nasz kielecki. Dobrze znało się  również lokalnych aktorów. Janina Utrata i Edward Kusztal byli wtedy najbardziej znani.

Uwielbiałam Magdę Umer w młodości i utożsamiałam się z nią.


Image
Zdj. Zofia Nasierowska, dostępne w sieci.

Wydawało mi się, że nawet jestem do niej podobna.😔 Myślę, że wiele młodych kobiet końcówki lat 70. identyfikowało się z piosenkarką. Odnajdowałyśmy się w tym melancholijnym, lirycznym stylu piosenek Osieckiej czy Krajewskiego, bo o tej porze, to zawsze był na całej połaci śnieg, a  koncert jesienny dwóch świerszczy został tylko w wietrze z komina.  W cieple pokoju byłam cała w twoich rękach jak w Anatomii miłości.

Mam zachowany program teatralny ze słynnego spektaklu Wesele Adama Hanuszkiewicza, gdzie  piosenkarka Magda Umer grała poetyczną Rachelę. Podziwiałam aktorów równe 50 lat temu. 

Image

Przedstawienie było awangardowe, ale nie tak bardzo jak wcześniejsza Balladyna, którą też miałam przyjemność widzieć. Spójrzcie na program jaka tam była obsada.
Image

Image


Cała czołówka tamtych czasów. Niektórzy aktorzy nosili współczesne stroje, w tym Rachela. Przez lata mówiłam że miałam takie same buty jak Magda Umer w spektaklu Wesele. Bo rzeczywiście tak było, piękne jasnobrązowe skórzane botki kupiłam sobie w Warszawie na słynnym Targu Różyckiego na Pradze. A kosztowały wtedy straszne pieniądze.  Byłam dobrą uczennicą i naciągałam rodziców na zakupy😀. Często jeździłam do stolicy, bo brat już był studentem i odwiedzaliśmy go przy okazji. Znalazłam w albumie zdjęcie moich bucików, chodziłam prawie całe liceum, od 3 klasy do studiów. Takie były zimy na przełomie 1976-77. Płaszczyk był czerwony. Do tego dopasowałam czerwony beret, który obecnie kupuję w każdej dekadzie. Teraz też mam👍😀 Na zdjęciu z moją siostrą cioteczną. Mieszkamy teraz obok siebie i się wspieramy.

Czy to nie zabawne pamiętać swoje buty sprzed 50 lat. kiedy w szafie teraz stoi 10 par zimowego obuwia? Takie inne czasy.

Image



Image
Widać tu jakość pięknej skóry. Pamiętam, że obcasy były w stylu kowbojskim.

Spektakl Wesele miał premierę 11 grudnia 1974 roku i potem grany przez 8 lat. Inscenizacja wzbudziła ogromne emocje, była bardzo  kontrowersyjna, bo reżyser chciał  odważnie odbrązowić mity i szargać świętości. Skupił się na uniwersalnych problemach polskiego społeczeństwa, takich jak niemożność zjednoczenia. Bierność i wywyższanie się inteligencji, co w tamtych czasach niosło  polityczne skojarzenia. Niektórzy byli oburzeni efekciarskim i bardzo nowatorskim stylem.  Współczesną muzyką i scenografią. Co by powiedzieli o niedawnym i  skandalicznym Weselu  Jana Klaty z Teatru Starego? Zaraz potem był film Wajdy, dla mnie genialny i te dwa Wesela trochę mi się zespoliły. Pamiętam, że byłam oburzona, że Maja Komorowska zastąpiła Magdę w roli Racheli. Wielu aktorów tam się powtórzyło, ale w innych rolach.

Na studiach słuchałam już ostrego hard rocka. Ale niewątpliwie zostałam ukształtowana poetyckim liryzmem.

Magda Umer powiedziała, że miała piękne udane życie i pora już odejść. Za wcześnie.

Image
2011 rok. Zdj. dostępne w sieci.

Jak pamiętacie Magdę Umer? A inscenizacje sztuki Wesele na przestrzeni lat? Bo Wesele Rydla z Jadwigą  Mikołajczykówną miało miejsce  20 listopada 125 lat temu. A trzy miesiące potem już była gotowa sztuka.

PS Esej po redakcyjnych zmianach został zamieszczony w portalu Teatr dla wszystkich.

https://teatrdlawszystkich.pl/pokolenie-sluchajace-poezji-magda-umer-i-teatralna-wrazliwosc-lat-70/