Tym razem krótka historia stołu wg. Marii Ziółkowskiej…
„STÓŁ
Należy niewątpliwie do najpotrzebniejszych sprzętów codziennego użytku. Wydaje nam się, że bez niego nie moglibyśmy się obyć. I dlatego aż trudno sobie wyobrazić, że przez bardzo długie wieki ludzie nie znali stołu w takiej postaci, jaką ma dzisiaj. Więcej – że są ludy, które jeszcze i teraz wcale stołu nie potrzebują.
Za wstęp do dziejów stołu niech posłuży nam ciekawostka, która dużo wyjaśni. Otóż filologowie są zdania, że wyraz „stół” nie wywodzi się od „stać”, lecz od „ściółka”. A skoro tak, to mamy już pierwotną formę stołu.
W najdawniejszych czasach stołem, tj. miejscem, gdzie układano jadło, była zwykła ściółka z trawy i liści, zabezpieczająca przed brudem ziemi. Niektórzy badacze dawnych obrzędów, obyczajów, folkloru usiłują dowieść, że praktykowany do niedawna zwyczaj podkładania siana pod obrus na stole wigilijnym jest odbiciem tamtego, prastarego zwyczaju. Utrzymują też, że jedną z pierwszych form stołu stanowi również obrus. Po ściółce z trawy przyszła bowiem kolej na płachtę. Rozpościerano ją na równym, ubitym kawałku ziemi i na niej ustawiano potrawy.
Następną postacią stołu była deska, która dla wygody kucających i klękających koło niej biesiadników otrzymała podstawki. Podstawki te z czasem wydłużały się, rosły, aż zmieniły się w normalne stołowe nogi (nie wiadomo dlaczego uznane w późniejszych wiekach za symbol krańcowej głupoty).
Nogi te i deska, zwana również płaścią stołu, wyglądały różnie, zależnie od zamożności i artystycznego smaku ich właściciela. O ile deski, przeważnie prostokątne, mogły współzawodniczyć ze sobą jedynie gładkością i urodą drzewnych słojów, o tyle nogi stołowe miały nieograniczone wprost możliwości prezentowania swoich walorów. Były tak zwane podwójne, misternie wycinane z jednej deski, cienkiej a mocnej, były pojedyncze, „rzeźbione w masywie”, czyli w pieńku drzewa, były wymyślnie łączone przyporami, klinami, zastawkami, jedne miały oparcie dla stóp, inne nie. Ale deska na podstawkach nie wszędzie przeobraziła się w stół. W niektórych krajach Azji i Afryki do dziś jest czymś w rodzaju przenośnej tacy, którą na czas posiłku stawia się na podłodze, a później odkłada wraz z innymi naczyniami.
(…)
Stół nabrał z czasem znaczeń przenośnych, przeszedł do przysłów i porzekadeł, z których liczne przechowały się do dzisiaj. Mówiono: „Już idzie sprawa na stół”, co znaczyło, że szykuje się sąd. I zaraz przysłowie: „Już sprawa na stole, a patron poluje w pole”. Patron to obrońca, adwokat. „Weź to pod stół” – ukryj, zaniechaj, machnij na to ręką. „Stół królewski” – utrzymanie króla i jego dworu. „Stół Pański” – sakrament, komunia. „Narada okrągłego stołu” – narada, w której wszyscy są jednomyślni, pragną tego samego.
Najpopularniejsze ze wszystkich są oczywiście powiedzonka związane ze zwykłym stołem, przy którym się je i pracuje. Na przykład: „Kto robi – pójdź do stołu, kto próżnuje – za piec”, ” Wolę gęś na stole niż bażanta w polu”, „Uderz w stół, a nożyce się odezwą” i inne. Były też i zagadki, na przykład: „Co to jest – ma nogi, nie chodzi; ma rogi, nie bodzie?”.”
Napisane w notatki luźne, świeże