Nie dajcie sobie wmówić, że Polacy marzą o zaharowywaniu się po ponad 50 godzin tygodniowo
Wygląda na to, że mamy do czynienia z kolejnym niepokojącym trendem na rynku pracy. Nazywa się on "polyworking", co z angielska znaczy po prostu kilka prac naraz. Chodzi o zjawisko zbliżone do naszej swojskiej pracy na dwa etaty. Przy czym trzeba pamiętać, że żyjemy w czasach, w których wcale nie musi chodzić o umowę o pracę. W grę wchodzi dowolna forma zatrudnienia. Liczy się to, że jedna praca już niektórym Polakom nie wystarcza.
Jak wielu ich jest? Odpowiedź na to pytanie dostarcza badanie serwisu rocketjobs.pl oraz justjoin.it. Okazuje się, że aż 51,9 proc. pracowników umysłowych angażuje się w jakieś dodatkowe zajęcia poza swoją główną pracą. Myliłby się ten, kto sądzi, że chodzi o jakąś celową i przemyślaną dodatkową aktywność zawodową wynikającą z ambicji i chęci samodoskonalenia się. Powody sięgania po polyworking są boleśnie wręcz oczywiste. Zgadza się: chodzi o pieniądze.
29,1 proc. respondentów sięga po dodatkowe zajęcia po to, by szybko zwiększyć swoje dochody. Dla 22,1 proc. jest to wręcz konieczność finansowa. 12,4 proc. w ten sposób próbuje się sprawdzić w nowej branży albo przygotowuje do zmiany zawodu. Dopiero na czwartym miejscu znajdziemy jakiś niezwiązany z pieniędzmi powód w postaci chęci realizowania swoich zainteresowań, na którą wskazało 12,1 proc. badanych. Warto przy tym wspomnieć, że 28,6 proc. ankietowanych przyznaje, że jedno źródło dochodu nie wystarcza na pokrycie kosztów utrzymania.
Polyworking z punktu widzenia pracownika niesie ze sobą łatwe do wskazania zagrożenia. Praca po 50 godzin tygodniowo prowadzi do przemęczenia, co z kolei wiąże się z kolejnymi negatywnymi konsekwencjami. Jak to ujęła Paulina Świątkiewicz, HR business partner w rocketjobs.pl i justjoin.it:
Badanie jasno pokazuje, że polyworking przestaje być niszą i staje się wyraźnym efektem presji finansowej oraz zmiany podejścia do kariery. Z mojego punktu widzenia jego skutki zależą głównie od skali dodatkowego obciążenia i motywacji pracownika. Umiarkowana aktywność poza etatem może wspierać rozwój kompetencji, ale dodatkowa praca z konieczności, kosztem odpoczynku i regeneracji, zwiększa ryzyko zmęczenia, błędów i wypalenia.
Polyworking będący coraz częściej koniecznością to rezultat splotu wielu systemowych problemów trapiących Polskę
W tym momencie warto zadać sobie pytanie: jeśli z polską gospodarką jest tak dobrze, to dlaczego coraz więcej z nas musi zaharowywać się niczym w latach transformacji ustrojowej? Na pozór wskaźniki makroekonomiczne są dobre. Średnia krajowa w styczniu przekroczyła barierę 9000 zł. Bezrobocie zaś sięga 6 proc., co nie wydaje się może najlepszym wynikiem, ale wciąż daleko mu do tego dwucyfrowego sprzed 2015 r. Samo nominalne PKB Polski przekroczyło nawet bilion dolarów.
Cóż jednak z tego, skoro dobrobyt nie rozkłada się – najdelikatniej rzecz ujmując – równomiernie? Średnią krajową nazywam na Bezprawniku statystycznym kłamstwem praktycznie przy każdej okazji. Tak naprawdę więcej niż średnia krajowa zarabia może 25–35 proc. pracowników. Przy czym w rzeczywistości może być ich nawet mniej, bo ten wskaźnik wyklucza między innymi zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych oraz pracowników małych firm i dużej części budżetówki. Równocześnie ok. 20 proc. z nas zarabia minimalne wynagrodzenie, a odsetek ten będzie się tylko powiększać wraz z każdą kolejną jego podwyżką.
Nierównomierny rozkład dobrobytu w Polsce wynika też z dość interesującego paradoksu. Owszem, o dobrze płatną pracę najłatwiej w metropoliach. Problem w tym, że równocześnie koszty życia są tam zauważalnie wyższe niż w tzw. Polsce powiatowej. Jakby tego było mało, mieszkania w dużych miastach są drogie, a wynajem pochłania nawet połowę mediany wynagrodzeń. To prowadzi do drogich kredytów hipotecznych, a więc nałożenia na siebie niemałego zobowiązania na długie lata. Dodajmy do tego kryzys inflacyjny, z którym borykaliśmy się w latach 2022–2023. Ceny dosłownie wszystkiego wystrzeliły w powietrze daleko poza zdrowy rozsądek i ekonomiczną rzeczywistość.
Kolejnym zjawiskiem wartym wspomnienia w kontekście rosnącej popularności polyworkingu jest coraz częściej sygnalizowana epidemia samotności. Osoba bez partnera musi się siłą rzeczy utrzymać sama. Wkrótce kryzys demograficzny sprawi, że dzisiejsi młodzi będą utrzymywać przyszłych seniorów z ich potencjalnie głodowymi emeryturami.
Wszystko to razem zebrane podpowiada, że w dzisiejszej Polsce jedna pensja może nie wystarczyć do utrzymania się, a już na pewno do osiągnięcia zadowalającego komfortu życia. Polyworking staje się więc smutną koniecznością. Czy możemy coś zrobić jako państwo albo społeczeństwo, by powstrzymać to zjawisko? Niestety nie mam dobrej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Wzrost szeroko rozumianych kosztów życia wynika w końcu ze splotu wielu czynników o charakterze systemowym. Zapewne będzie więc tylko gorzej.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj