W październiku pisałam, że planuję udział w nocnym biegu zimowym.
Rzeczywiście wtedy planowałam i nawet dotrzymałam słowa, tylko w międzyczasie zapomniałam, że to miał być bieg nocny:-)
Bardzo się zdziwiłam gdy dostałam informację, że zbiórka jest o godzinie 20.00. W popłochu zaczęłam szukać odpowiednich ciuchów a na głowę oprócz czapki wygodnej czołówki.
Ta zupełnie nieromantyczna historia, którą opisałam 15 lat temu, miała swój dalszy piękny przebieg ale także smutny koniec.
Kubazmarł w styczniu 2025 r. — zoo musiało go uśpić z powodu rozległego stanu zapalnego po urazie rogu i wiążącego się z tym cierpienia zwierzęcia. Opiekunowie wspominają, że był wspaniałym nosorożcem, znanym ze zrównoważonego charakteru i tego, że lubił indyjską i klasyczną muzykę, kąpiele błotne, zabiegi pielęgnacyjne i smarowanie glinką.
Shikari żyje i ma się dobrze. Podobno ostatnio do Warszawy przyjechała inna dojrzała samica nosorożca indyjskiego, Jhansi, matka Kuby i tym samym jakby „teściowa” Shikari, aby zapewnić Shikari towarzystwo i komfort w starszym wieku.
Kuba z Shikari doczekali się 3 synów. Dzieci tej pary rozjechały się po innych europejskich ogrodach zoologicznych i tworzą swoją własną, nosorożcową historię.
Kilka dni temu dostałam informację, że poprzedni wpis był „okrągły”. Tysięczny.
Miło. Choć gdy pomyślę, że bloguję od 2007 roku, tych wpisów powinno być znacznie więcej. Niestety choroba wycięła mnie nie tylko z życia offline, ale i z tego, które kiedyś nazywaliśmy wirtualnym. Dziś już nie ma „wirtualnego” życia, tylko jedno, które łączy wszystkie technologiczne sfery i wszystkie nasze „ja”.
To mój drugi blog i druga platforma. Gdy zamykano blogosferę Onetu, a ja zdecydowałam się na WordPressa, wiele się nauczyłam. Dzięki temu to mnie zaproponowano pracę, którą mam do tej pory, a nie dwadzieścia lat młodszej kontrkandydatce. Bo znałam CMS-a. 🙂 Czasem wystarczy jedna decyzja, podjęta w odpowiednim momencie.
I tu dochodzimy do kolejnej rocznicy, w związku z którą dostałam nawet życzenia:
„Twoja rocznica na WordPress.com! Wszystkiego najlepszego! Zarejestrowałeś się na WordPress.com 8 lat temu. Dziękujemy, że latasz z nami. Życzymy powodzenia w prowadzeniu bloga!”
Trzecia blogowa rocznica już tuż tuż. W styczniu 2007 roku założyłam Blog Beaty — mój pierwszy, bardzo fajny blog, który… trochę z głupoty a trochę ze strachu, zamknęłam. Trudno. Czasem trzeba coś stracić, żeby coś innego zrozumieć.
A czwarta rocznica? Stuknie w przyszłym roku, gdy minie 20 blogowych lat.
No dobrze — bądźmy precyzyjni: stuknie, jeśli dożyję. Ale nawet jeśli nie — to te wszystkie wpisy, decyzje, zmiany platform, przerwy i powroty już się wydarzyły. To jest moje życie zapisane w akapitach.
I dlatego, niezależnie od liczb, rocznic i statystyk, i tak uważam, że to jest po prostu… wow.
Po ostatniej operacji nastał względny spokój, ból pojawia się raczej tylko na zrostach, wrześniowe badania wyszły dobrze, więc nie mogłam sobie odmówić i znowu poszłam!
Świecę dobrym przykładem, wnuk jest ze mnie dumny i nawet swój, zdobyty niedawno medal przywiózł, żeby był z moimi w komplecie. On wie, że chorowałam, ale oczywiście oszczędziłam dziecku drastycznych szczegółów. Brzuch wygląda jak patchworkowa kołdra pełna szwów, ale co tam, już nie planuję zostać modelką bikini (zabrzmiało jakbym wcześniej planowała ;-). Za to planuję bieg zimowy, nocny. Trzymajcie kciuki, żebym mogła w nim wziąć udział.
Przykro mi czytać, gdy ktoś, kogo znałam, choćby tylko z ekranu, odchodzi bo miał raka. Jak Asia Kołaczkowska, Tomek Jakubiak, jak w ubiegłym tygodniu mój wujek. Czuję wtedy oddech na plecach (wiecie czyj…).
Staram się wyrzucać przygnębienie z głowy, bo żeby mieć siłę na ewentualną walkę, muszę mieć twardą głowę (parafrazując nieco zdanie „Kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę”). 😉
Do następnego badania, które będzie 8 września – mam kategoryczny zakaz myślenia o raku. Wydawałoby się, że to tylko dwa miesiące, ale świadomość, że przez CAŁE DWA MIESIĄCE nie muszę się zastanawiać co dalej, jest czymś w rodzaju ukojenia. I chociaż ciągle czekam na prawdziwy urlop, to w jakimś sensie ja już go mam i z niego korzystam, ile wlezie.
No i co by tu jeszcze?
A! W niedziele pojechałam do Otwocka Wielkiego, bo okazało się, że tam, w Pałacu Bielińskich kręcili część odcinków serialu Wojenne Dziewczyny, który ostatnio oglądałam na Netflixie. Otwock niedaleko, to pojechałam zobaczyć. Rzeczywiście piękne miejsce, cisza i spokój, dokoła woda i śpiew ptaków. Zanosiło się na kolejną burzę, ale tam akurat świeciło piękne słońce.
W bonusie oprócz słońca dostałam koncert stroikowy.
Zaczynam w przyszłym tygodniu. To niestety dopiero pierwsza faza, więc muszę się modlić o to, żeby dożyć trzeciej.
Trochę mi się skojarzyło z grą w baseball i tym bieganiem od bazy do bazy:-)
Ale zaczynam i w zasadzie z rzeczy ważnych pozostało mi tylko zdobycie bloczków parafinowych. To takie cudo, na którym jest utrwalona i zatopiona w parafinie moja tkanka nowotworowa. Muszę je wypożyczyć z mojego szpitala na czas badań klinicznych w ośrodku, a potem oddać. A muszę oddać dlatego, że dane medyczne się przechowuje jakiś czas, a także ponieważ wyraziłam zgodę na wykorzystanie mojego materiału do ewentualnych badań medycznych, które będą robione w szpitalu. Tak wiecie, dla dobra nauki.
Ja głęboko wierzę w to, że niedługo takie nowotwory jak mój, będziemy leczyć jedną tabletką.
Jeśli chodzi o moje podejście do rzeczy materialnych i świadomej konsumpcji- nic się nie zmieniło. A raczej, jak już się zmieniło wtedy, to tak jest. Jestem w stanie coś kupić, a potem wrócić do domu, przemyśleć zakup, i następnego dnia oddać go z przekonaniem, że zupełnie mi się nie przyda. W przypływie czarnego humoru mówię, że nie zdąży się zamortyzować.
W związku z tym, w tym roku kupiłam tylko dwie rzeczy, które pozytywnie przeszły etap przemyśleń:-):
1️⃣ skórzaną kurtkę – śliczną, w kolorze écru, to trudny do utrzymania czystości kolor, ale jak tylko zobaczyłam, że jest na nią niezła przecena, zaszalałam.
Kilka słów nt. ekologii ubrań. Miałam w swoim życiu kilka, wcale nietanich kurtek z ekoskóry, ale najpierw grzałam się w nich niemiłosiernie, a potem musiałam wyrzucić, bo równie niemiłosiernie poobłaziły z tej niby skóry. Uważam, że w czasach, gdy z recyklingiem nie jest za wesoło, jeśli finanse na to pozwalają, lepiej kupić jeden dobry produkt ze skóry i mieć go na lata, niż co roku przyczyniać się do powiększania wysypisk śmieci. Na temat humanitarnego uboju się nie wypowiadam, bo to chyba oczywiste. 20 lat temu kupiłam czarną skórzaną kurtkę, a ponieważ wybierałam klasyczny krój, mogę ją nadal nosić. Wygląda chyba nawet lepiej z tymi powycieranymi brzegami, niż gdy była nowa.
2️⃣ klapki również skórzane, z brązowego nubuku.
Tu sytuacja jest podobna jak z moją czarną kurtką. Poprzednie tego typu klapki kupiłam w 2018 roku i nic się nie odkleiło, nie wytarło, nie odparzyło ciała, a skóra szybko dopasowała się do stopy. Są nadal bardzo wygodne, więc zaczęłam je nosić po domu i dlatego uznałam, że potrzebują równie wygodnych drugich.