Od najmlodszych lat wpaja się Nam zasady dobrego wychowania, uczy Nas co jest dobre, a co złe. W kontaktach z innymi zbieramy doświadczenie, które warunkuje zachowanie w kolejnych latach życia i to doświadczenie utrwala nam schematy postępowania w otaczającym nas świecie.
Dlaczego tak łatwo zapominamy, że czynienie dobra innym niesie za sobą ogromny pożytek dla Nas samych? Czy bajki, baśnie poznane w dzieciństwie nic dla dorosłych nie znaczą, czy tracą na wartości w konfrontacji z rzeczywistością? Dlaczego przestajemy marzyć o pięknym świecie, w którym ludzie żyją w zgodzie, a marzenia dla wiekszości z Nas to realizacja wyłącznie własnych pragnień?
A przecież nie trzeba mieć, żeby coś dać.
Pewne wydarzenia ostatnich dni nasunęły mi pytanie- czy potrafimy pomagać?
Większość z Nas zapewne odpowie sobie twierdząco myśląc- co w tym trudnego?
Zgodzę się, że nie jest to skomplikowana sprawa, gdy się to potrafi. A nie każdy umie, wierzcie mi. U mnie też bywa z tym różnie, ja się dopiero uczę.
Gdy mamy do czynienia z bliską osobą, sprawa jest ułatwiona- znamy raczej sytuację dobrze, wiemy w czym problem, jak ułatwić życie. Możemy wyprzedzać myśli, a przede wszystkim być blisko.
Inaczej jest gdy nie znamy bezpośrednio osoby. Jak pomagać mądrze, aby nie zaszkodzić potrzebującemu, ani też sobie?
Z pewnością wielu z Was pomyśli o zasadzie „ryby i wędki”. I słusznie, bo nie sztuka uzależnić kogoś od pomocy, ale sztuka dać mu szansę na odmianę swego losu- dopiero taka pomoc jest konstruktywna i niesie za sobą wartość wymierną.
Nie znaczy to , że nie nakarmimy głodnego, nie napoimy spragnionego, nie zezwolimy na spoczynek utrudzonemu, nie ochronimy zlęknionego. Jednak każdy człowiek ma własną godność i należy ją uszanować, uważając aby nie przekroczyć tej cienkiej granicy.
Opowiem Wam pewną historię, o tym, jak wzajemna potrzeba pomocy narodziła przyjaźń.
Pewna kobieta była w trudnej sytuacji i choć miała pracę, potrzebowała dodatkowych pieniędzy. Postanowiła poszukać sobie zajęcia, które mogłaby wykonywać w wolnym czasie. Nie szukała długo, dostała propozycję pracy dla pewnego niemłodego już małżeństwa. Miała pewne obawy, gdyż już raz doznała krzywdy od starszego pokolenia. Spotkali się jednak i omówili szczegóły. Praca nie była wymagająca, a atmosfera w domu Państwa miła, rodzinna, choć zrozumiałym był początkowy dystans, kobieta musiała zapracować na zaufanie. Czas mijał, kolejne wizyty w domu pacodawców rodziły coraz wiekszą zażyłość, choć kobiecie było czasem ciężko, bez odpoczynku po pracy, bez posiłku. Jednak korzyść była obustronna- staruszkowie mieli posprzątany dom, cięższe zakupy przyniesione do domu, a kobieta otrzymywała zapłatę. Pobyt kilkugodzinny pozwalał często na rozmowy i wymianę poglądów, cała trójka przypasowała sobie do gustu, poznawali się coraz bardziej. Wkrótce rozchorował się Pan i niedługo odszedł. Smutku, łez nie było końca. Kobiecie niezręcznie było w tych momentach, jak bardzo intymnych, była przecież obcą osobą dla tej staruszki, często nie umiała jej pocieszyć. Zajrzała jednak w głąb serca i stamtąd dobierała słowa otuchy dla samotnej Pani. Wdowa miała wiele życzliwości dla swojej opiekunki i z czasem zaczęły poruszać dość osobiste tematy, obie zgadzały się co do tego, że ich znajomość to coś więcej niż praca- pomimo różnicy pokoleń zgadzały się w wielu sprawach. Kolejne nieszczęście dotknęło staruszkę. Tym razem straciła ukochanego syna. Rozpacz była nie do opisania. Kobieta nie potrafiła ukoić żalu zrozpaczonej matki, ale zawsze próbowała poświęcić tyle czasu, aby staruszka czuła się wysłuchana i czas spędzany u niej w domu coraz bardziej się wydłużał. Kobiety często mowiły o zależności od siebie, o sympatii jaka się zrodziła, wzajemnej potrzebie kontaktu i zainteresowania. Dziś zniknęły zależności finansowe, a przyjaźń trwa nadal.
Pozytywna energia i dobroć mieszkańców domu sprawiły, że obca osoba stała się częścią tej rodziny, a wzajemne poszanowanie sprawiło, iż pomimo wcześniejszych przykrych doświadczeń, młoda osoba znalazła bratnią duszę w „przyszywanej’ babci.
Bariera pokoleniowa zniknęła dzięki temu, że obie strony potrafiły sobie zaufać, okazały dobrą intencję. A przede wszystkim wnikliwą obserwacją i wyczuciem pomogły nawiązać nić przyjaźni.
Jeśli chcecie zrobić coś dla siebie, rozejrzyjcie się wokół i zróbcie coś dobrego dla innych.