W momencie zawalenia się systemu komunistycznego, przez zdychający PRL przewaliła się dyskusja społeczna, jak reformować system nazywany wtedy służbą zdrowia.
Zarysował się konsensus, że ochrona zdrowia w Polsce musi być socjalistyczna, jak najmniej prywatna, bo inaczej ‘biedni ludzie będą umierać na ulicach jak w Ameryce’. Utkwiło mi to w pamięci, dokładnie takiego argumentu używano.
Co ciekawe, było to dokładnie wtedy, gdy Polacy odbierali bolesną lekcję ekonomii praktycznej. Drób można było hodować i sprzedawać prywatnie, więc w sklepach był on dostępny, a obrót wieprzowiną był nadal reglamentowany, przez co nadal obowiązywały kartki i towar był niedostępny. W głowach Polaków nie pojawiło się skumanie, że system prywatny i liberalny jest bardziej wydajny niż socjalistyczny. Ochrona ‘biednych obywateli przed złym wolnym rynkiem’ generuje mnóstwo patologii, po prostu brak towarów czy usług na danym regulowanym rynku.
Zjawisko akceptacji takiego stanu rzeczy nazywam ‘spraniem łbów socjalizmem‘. Działa to nie tylko w Polsce. Słyszałem o podobnej sytuacji w Kolumbii, dokąd uciekł pewien Wenezuelczyk. Bardzo mu się spodobał szybki i działający Internet, ale on wolał ten z Wenezueli, wolny i zawodny. Na zdziwioną reakcję gospodarzy szczerze stwierdził, że za ten z Kolumbii trzeba płacić, a on woli nie płacić, nawet gdyby miał nie mieć Internetu. To jest właśnie łeb sprany socjalizmem. Takich ludzi w Polsce nadal są miliony, na świecie miliardy.
System ochrony zdrowia jest do naprawienia w ciągu roku czy dwóch. Trzeba wprowadzić te elementy systemu niemieckiego i szwajcarskiego, które działają. Należy podjąć następujące działania:
- sprywatyzować całą medycynę
- wprowadzić kasy chorych, które mają ze sobą konkurować oferując co najmniej minimalny koszyk usług medycznych i leków
- każdy obywatel ma się obowiązkowo ubezpieczyć – za bezrobotnych i emerytów płaci państwo (czytaj: podatnicy)
- utrzymywać łatwy dostęp do rynku pracy medycznej dla pracowników zza granicy, z uczciwymi zasadami kwalifikowania zawodowego
- zwiększyć ilości studentów kierunków medycznych, zdjąć ograniczenia i utrudnienia specjalizacji
To się jednak nigdy nie stanie. Nie pozwoli na to spranie łbów socjalizmem. Biedni ludzie wolą czekać pół roku na specjalistę niż zapłacić normalne stawki ubezpieczenia medycznego. Bogaci ludzie wolą zapłacić dwa razy, raz za udział w systemie z którego nie korzystają, a potem drugi raz za prywatnego lekarza. Łby są sprane tak samo, niezależnie od dochodów. Nie ma poparcie społecznego dla systemu, w którym ‘biedni ludzie będą umierać’, gdy tymczasem mamy system, w którym biedni ludzie umierają. Bogaci zresztą też.
Nad tym całym gnojem polskiej medycyny unosi się wielka mucha w czerwonych spodniach – Owsiak. Facet, którego działalność byłaby zupełnie zbędna, gdyby system był sprawny i uczciwy. Działa on jak ogromne rozgrzeszenie dla sumień Polaków. Przeciętnie każdy Polak dorzuca się 8 (osiem!) złotych do WOŚP. To jest śmiechu warte. Jest to tyle co nic, kwiatek do kożucha, kropla w wiadrze. Ale Polacy czują się z tym doskonale, wrzucą jakieś śmieszne grosze i mają wrażenie, że ‘ratują’ system albo ‘wyposażają’ szpital. Polacy nienawidzą planowanego i rozsądnego działania, za to uwielbiają zrzutki i pospolite ruszenie.
Tymczasem trwają debaty. Dobrze pamiętam debaty z lat 80tych, gdzie towarzysze debatowali w jaki sposób reformować socjalizm. Konstrukcja tych debat jest identyczna – próbuje się ratować system socjalistyczny, który jest spaczony, niewydolny i nie do uratowania. Debaty nic nie dają, ponieważ poglądy większości społeczeństwa są zawsze zachowawcze i uniemożliwiają wyrwanie się z obowiązującego paradygmatu. System musi upaść by dopiero wtedy dało się cokolwiek zmienić.
Przyszłość jest prosta do przewidzenia. Polacy nadal będą umierać na ulicach, w kolejkach do lekarzy, przed zamkniętymi szpitalami. Nie dojdzie do żadnej reformy. Owsiak nie wróci do swojego zawodu – robienia witraży. Obserwowany upadek medycyny w Polsce to dopiero początek zawalania się całego systemu ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych. Dziś nie ma pieniędzy dla szpitali. Za kilka lat nie będzie też pieniędzy na emerytury.