WriteFreely

Reader

Przeczytaj najnowsze wpisy na WriteFreely Polska.

from Aslam Jeelani

In many organizations, NOC and SOC operate as genuinely separate functions — different teams, different tooling, different escalation paths, often different reporting lines. There's historical logic to that: network and application operations focused on availability and performance, security operations focused on threats and compliance. Different problems, different expertise.

That separation is becoming harder to justify, particularly within application managed services, where the line between an availability problem and a security problem is frequently unclear until well into an investigation.

The Problem With Separation

Incidents don't respect the boundary. An application slowdown might be a capacity issue, a code defect, or an active DDoS attack. A spike in failed authentications might be a misconfigured integration or credential stuffing. Determining which requires information both teams hold.

Duplicate investigation. When an ambiguous incident triggers both teams independently, each investigates from its own tooling and perspective, often duplicating work and reaching partial conclusions that then need to be reconciled.

Handoff delay. If the NOC determines an issue is security-related, the handoff to the SOC introduces delay — context has to be transferred, and the receiving team often starts its investigation partly from scratch.

Blind spots at the seam. Issues that don't clearly belong to either team can fall between them. Each assumes the other owns it, and response is slower than it would be with clear unified ownership.

Conflicting remediation. A NOC action taken to restore availability — restarting a service, restoring from a backup — can destroy forensic evidence a SOC investigation needs, or reintroduce a compromise. Uncoordinated response creates genuine conflict.

What Combining Them Actually Means

Combining NOC and SOC operations doesn't necessarily mean eliminating specialized expertise — security analysis and infrastructure engineering remain genuinely different skill sets. What it means practically:

Unified monitoring and correlation. A single view correlating performance, availability, and security telemetry, so patterns spanning both domains are visible without manual cross-referencing.

Shared incident intake and triage. One entry point for incidents, with triage that assesses both availability and security dimensions before routing, rather than parallel intake paths that each see only part of the picture.

Coordinated response playbooks. Response procedures that account for both concerns — restoring availability in ways that preserve forensic integrity, containing threats in ways that minimize availability impact.

Common escalation and communication. A single escalation structure so stakeholders get one coherent picture of an incident rather than separate, potentially inconsistent updates.

Shared context and tooling. Both functions working from the same underlying telemetry and incident record, eliminating the context transfer cost of handoffs.

Why This Fits Application Managed Services Particularly Well

Application managed services providers are often accountable for both availability and security outcomes under the same agreement, for the same applications, to the same client. Operating separate NOC and SOC functions internally creates a structure that doesn't match the accountability model — the client experiences one service, but the provider runs two.

There's also a scale argument. AMS providers frequently support multiple clients and applications, which makes duplicated monitoring infrastructure, duplicated triage processes, and duplicated escalation paths meaningfully more costly than they'd be for a single-organization operation.

Practical Challenges Worth Anticipating

Combining these functions isn't purely upside, and organizations attempting it should expect:

Skill breadth requirements. Analysts who can meaningfully triage both availability and security signals are harder to hire and develop than specialists in either. Realistic models usually involve unified triage with specialist escalation rather than expecting every analyst to be expert in both.

Tooling consolidation effort. NOC and SOC tooling ecosystems often developed independently, and unifying them is a genuine project — not just a matter of granting cross-team access.

Cultural and process differences. Security operations often carry stricter procedural and evidentiary requirements than availability operations. Merging without accounting for these can weaken security process rather than strengthen operations.

Alert volume management. Combining two already-noisy alert streams without investing in correlation and noise reduction produces a worse experience, not a better one.

A Sensible Approach

Organizations moving toward combined operations generally do better with:

  1. Unified monitoring and correlation first, before reorganizing teams — visibility integration delivers value independently and informs how teams should be structured
  2. Shared triage with specialist escalation, rather than expecting full cross-domain expertise at every level
  3. Joint playbook development for the incident types that genuinely span both domains
  4. Preserved specialist depth, since combining operations shouldn't mean diluting the expertise each function brings

The Core Argument

The case for combining NOC and SOC operations in application managed services comes down to a simple observation: the incidents these teams handle increasingly overlap, and maintaining separate structures for overlapping problems creates delay, duplication, and gaps. Unified operations don't eliminate the need for specialized security or infrastructure expertise — they just stop forcing that expertise to work from separate, partial views of the same incident.

 
Read more...

from ihor 🏴‍☠️

#ebook #cytaty #MyClippingsTXT

„W  tej zamkniętej przestrzeni  żyję  dla siebie  samego – pisał. – Klucz  do  tego pomieszczenia  zawsze  noszę  przy sobie –  nikt  nie może  tam  wejść  bez mej zgody”

Praca głęboka (deep work): Czynności zawodowe wykonywane w stanie koncentracji, przy maksymalnym wykorzystaniu zdolności poznawczych. Czynności te tworzą nowe wartości, sprzyjają doskonaleniu umiejętności i są trudne do powtórzenia.

Jeżeli zorganizuję swoje życie tak, że będę miał długie i nieprzerwane okresy spokoju, będę mógł pisać powieści. [Jeśli jednak ciągle będą mi przerywać], co je zastąpi? Zamiast powieści, mającej długi żywot… powstanie plik wiadomości e-mailowych, które wysłałem do różnych ludzi.

bezlitośnie ruguję wszystkie płytkie czynności i pieczołowicie rozwijam aktywność głęboką.

co właściwie składa się na ćwiczenia celowe. Podstawowe elementy są zwykle następujące: (1) twoja uwaga jest skupiona na konkretnej umiejętności, którą próbujesz doskonalić, lub myśli, którą starasz się przyswoić; (2) oceniając osiągnięte wyniki, korygujesz swoją postawę, aby móc skupić uwagę dokładnie na tym, co przynosi najlepsze rezultaty.

główne trendy w dzisiejszym biznesie zmniejszają zdolność do wykonywania pracy głębokiej, chociaż korzyści przez nie obiecywane (na przykład zwiększenie częstotliwości kontaktów, szybsze reagowanie na prośby i większa publicity) są dużo mniejsze niż korzyści z pracy głębokiej (na przykład zdolność szybkiego uczenia się i tworzenia na najwyższym poziomie)

Jeśli chodzi o zachowania rozpraszające uwagę w miejscu pracy, pierwszeństwo należy się wszechobecnej dziś kulturze łączności (culture of connectivity). Wymaga ona, aby każdy szybko odpisywał na e-maile (oraz pokrewne komunikaty)

W czasach Taylora produktywność była jednoznacznie określona liczbą części zmontowanych na jednostkę czasu. W dzisiejszym świecie biznesu wielu pracowników umysłowych, z braku innych pomysłów, chce odkurzyć starą definicję produktywności, próbując w sposób wymierny określić swą wartość.

Krzątanina jako miara produktywności: Z braku jednoznacznych mierników produktywności i przydatności zawodowej wielu pracowników umysłowych sięga po przemysłowy wskaźnik produktywności, czyli robi wiele rzeczy tak, aby było to widoczne.

Zacznijmy od ostrzeżenia, które wystosował nieżyjący już medioznawca, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego Neil Postman. Już na początku lat dziewięćdziesiątych, czyli w epoce przyspieszenia rewolucji komputerowej, dowodził on, że nasze społeczeństwo wkracza w fazę niepokojących związków z techniką. Przestało się mówić o kompromisach z nowymi technologiami, o ich zaletach i wadach. Zaczęliśmy uważać, że wszystko, co wiąże się z nowoczesną techniką, jest dobre. Koniec i kropka.

credo średniowiecznych kamieniarzy: „My tylko ciosamy kamienie, ale zawsze musimy mieć przed oczami katedry”.

mamy ograniczony zasób siły woli, który zmniejsza się w miarę zużywania

Jeśli jednak zastosujesz mądre procedury i rytuały – może to być na przykład ustalona godzina i ciche miejsce, w którym codziennie wykonujesz zadania głębokie – będziesz potrzebować znacznie mniej siły woli, żeby je zacząć i kontynuować. Na dłuższą metę twoje głębokie wysiłki znacznie częściej zakończą się powodzeniem.

Osoby, które pragną zakłócić moją koncentrację, są uprzejmie proszone, żeby tego nie robiły. Uprzedzam, że nie odpowiadam na e-maile… jeżeli podstawowa informacja [o moich zasadach komunikacji] zginęła w potoku słów, powtórzę ją tutaj w zwięzłej formie: cały mój czas i uwaga są już zajęte – i to kilkakrotnie. Bądźcie łaskawi nie prosić o nie

odcina się od świata i nie uważa, że musi się z tego tłumaczyć)

Pokutuje przekonanie, że artyści pracują pod wpływem natchnienia – że siła twórcza pojawia się nie wiadomo skąd na podobieństwo uderzenia pioruna albo erupcji… mam jednak nadzieję, że [z mojej książki] wynika jasno, iż czekanie na przypływ natchnienia to fatalny, zupełnie fatalny pomysł. W gruncie rzeczy najlepsza rada, jaką mógłbym udzielić ludziom pragnącym pracować twórczo, brzmi: nie zawracajcie sobie głowy natchnieniem16.

David Brooks ujmuje to zwięźle: „Wielcy twórcy myślą jak artyści, ale pracują jak księgowi”.

powtarzali: „Kiedy naprawdę muszę się skoncentrować, wyłączam wszystko i jestem skupiony jak promień lasera”. Niestety, wyrobili w sobie nawyki umysłowe, które nie pozwalają im być skupionymi jak promień lasera. Są pochłaniaczami informacyjnej sieczki. Nie umieją się nie rozpraszać

internetowy szabat (czasami nazywany cyfrowym detoksem). W swojej podstawowej formie przewiduje on internetową abstynencję, zwykle przez jeden dzień w tygodniu. Jak wiadomo, żydowski szabat jest okresem wyciszenia i refleksji, w którym kontempluje się Boga i jego dzieła. Zgodnie z tym wzorem szabat internetowy ma przypomnieć o tym, co tracimy, gdy jesteśmy przyklejeni do ekranu.

nie pracuję po siedemnastej trzydzieści. Nazywam to regułą produktywności stałego rozkładu dnia (fixed-schedule productivity). Ustalam sobie konkretny cel: nie pracować po określonej godzinie, a potem przyjmuję taką strategię, żeby ten cel osiągnąć. Od ponad pół dekady z powodzeniem stosuję regułę produktywności stałego rozkładu dnia i ma ona zasadnicze znaczenie dla mojego życia zawodowego, którego osią jest praca głęboka.

Nie odpisuj na e-mail, jeśli zachodzi któryś z poniższych warunków:

• E-mail jest wieloznaczny albo w inny sposób powoduje, że trudno udzielić na niego rozsądnej odpowiedzi. • Nie zawiera spraw ani propozycji, które cię interesują. • Nic specjalnie dobrego nie wyniknie z twojej odpowiedzi i nic szczególnie złego się nie stanie, jeśli nie odpiszesz.

„Przyzwyczaj się, że niemiłe rzeczy czasami się zdarzają. Jeśli będziesz się przejmował, nigdy nie starczy ci czasu na wielkie sprawy zmieniające twoje życie”

Marshall McLuhan twierdził, że „medium to przekaz”, ale z naszych rozważań wynika, że „medium to moralność” – albo jesteś za facebookową przyszłością, albo uważasz ją za upadek ludzkości.

 
Czytaj dalej...

from korki

SKAMANDRYCI

Zadanie 2. Rozpoznaj wiersz Tuwima po opisie. a) Dytyramb o nieregularnej wersyfikacji, żywiole dionizyjskim i orgiastycznym, z elementami stylizacji kolokwialnej i wulgaryzmów. → ...................... b) Utwór o wyraźnym podziale na dwie części, łączący stylizację potoczną z biblijną; w puencie pojawia się motyw nawrócenia. → ...................... c) Wiersz autotematyczny, sentymentalny, o powrocie do arkadii dzieciństwa i o trudności oddania świata słowami. → ...................... d) Utwór, w którym poeta przedstawia się jako spadkobierca tradycji Kochanowskiego, wydobywający słowa z chaosu i układający je w ład. → ...................... e) Satyra na filistra, oparta na pleonazmach, tautologiach i powtórzeniach, oddających monotonię życia drobnomieszczan. → ...................... f) Poemat satyryczny – najostrzejsza satyra polityczna poety. → ......................

Zadanie 3. Odpowiedz na pytania dotyczące twórczości Jana Lechonia. a) Wyjaśnij, na czym polega program poetycki zawarty w „Herostratesie”. Do jakich tradycji poeta każe się odwrócić i co proponuje w zamian? b) Dlaczego „Mochnacki” bywa nazywany utworem odwrotnym wobec „Herostratesa”? c) Wyjaśnij, jaką rolę odgrywają w poezji Lechonia motywy erosa i tanatosa.

LEOPOLD STAFF I MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA

Zadanie 1. Rozwiąż zadania dotyczące twórczości Leopolda Staffa. a) Wyjaśnij, na czym polega klasycyzm w poezji Staffa okresu międzywojennego. b) Jak franciszkanizm łączy Staffa z Kasprowiczem? Wskaż podobieństwa i różnice postawy. c) Scharakteryzuj sposób mówienia Staffa o naturze na przykładzie „Wysokich drzew”.

Zadanie 2. Odpowiedz na pytania dotyczące twórczości Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. a) Dlaczego nazywa się ją mistrzynią miniatury poetyckiej? Podaj dwie cechy tej formy. b) Do jakiego utworu i jakiej epoki odsyła tytuł tego wiersza? Na czym polega zmiana wymowy w wersji dwudziestowiecznej? c) Wyjaśnij, czym jest intertekstualność, i pokaż jej działanie na przykładzie wiersza „Laura i Filon”. d) Wyjaśnij, dlaczego zaliczano ją do satelitów Skamandra, a nie do trzonu grupy.

FUTURYZM

Zadanie 1. Prawda czy fałsz?

  1. Pierwszy manifest futuryzmu ogłoszono w 1909 roku.
  2. Futuryzm zrodził się we Francji.
  3. Kierunek obejmował wyłącznie literaturę i malarstwo.
  4. W muzyce futuryzm dążył do efektu kakofonii.
  5. Futuryzm kładzie nacisk na tradycję i ciągłość kultury.
  6. Do cech kierunku należą prowokacje językowe i zabawa słowem.
  7. Antyestetyzm oznacza świadome odrzucenie tradycyjnie rozumianego piękna.

Zadanie 2. Dopasuj informacje do poety.

A. Stanisław Młodożeniec B. Tytus Czyżewski C. Aleksander Wat

___ 1880–1945, studiował w Krakowie i Paryżu, w latach 30. mieszkał w Warszawie. ___ 1895–1959, młodość spędził w Rosji, podejmował stylizacje ludowe i nawiązania do prymitywu, autor wiersza „XX wiek”. ___ 1900–1967, ukończył studia filozoficzne w Warszawie, sympatyzował z komunistami.

Zadanie 3. Uzupełnij luki. a) Twórcą i głównym teoretykiem włoskiego futuryzmu był ......................... . b) Pięciu polskich futurystów wymienionych w notatkach to: ........................., ........................., ........................., ......................... i ......................... . c) Kierunek kładzie nacisk na ........................., co widać już w samej jego nazwie. d) Brak stosowania się do reguł ......................... to jedna z wymienionych cech futuryzmu.

Zadanie 4. a) Wyjaśnij, dlaczego odrzucenie tradycji jest w futuryzmie punktem wyjścia, a nie skutkiem ubocznym programu. b) Na czym polega futurystyczny prymitywizm? Dlaczego kult maszyny łączy się w tym kierunku ze stylizacją ludową, którą uprawiał Młodożeniec? c) Wyjaśnij, czym jest kakofonia i dlaczego futuryści uznali ją za wartość artystyczną. d) Porównaj stosunek futurystów i Skamandra do tradycji literackiej oraz do języka potocznego. Wskaż jedno podobieństwo i dwie różnice. e) Dlaczego futuryzm zalicza się do ruchów awangardowych będących reakcją na I wojnę światową?

AWANGARDA KRAKOWSKA

Zadanie 1. Prawda czy fałsz? 1. Teoretykiem grupy był Tadeusz Peiper. 2. Głównym poetyckim realizatorem jego teorii był Julian Przyboś. 3. Ekwiwalent uczuć to bezpośrednie nazwanie emocji podmiotu. 4. Elipsa polega na pominięciu elementu wypowiedzi, który czytelnik uzupełnia sam. 5. Poetyka skrótu jest sprzeczna z zasadą ekonomii słowa. 6. Metafora w tej poezji ma być konstrukcją, a nie zapisem skojarzeń. 7. Awangarda Krakowska podzielała futurystyczny kult prowokacji i skandalu. 8. Julian Przyboś nie należał do satelitów Skamandra.

Zadanie 2. Wyjaśnij pojęcia. elipsa • poetyka skrótu • skondensowana metafora • ekwiwalent uczuć • pseudonimowanie • ekonomia słowa • zdanie rozkwitające

Zadanie 3. a) Wyjaśnij, na czym polega Peiperowska koncepcja poety jako rzemieślnika i konstruktora. Czym różni się od romantycznej koncepcji poety-wieszcza? b) Dlaczego antysentymentalizm nie oznacza, że poezja Przybosia jest pozbawiona emocji? c) Wyjaśnij, w jaki sposób fascynacja techniką i pracą wpływa nie tylko na tematykę, lecz także na budowę wiersza. d) Dlaczego poezja Awangardy Krakowskiej uchodzi za trudną? Podaj dwa powody wynikające wprost z jej programu. e) Porównaj futuryzm i Awangardę Krakowską. Pamiętaj, że oba kierunki są nowoczesne i antytradycyjne. Wskaż trzy różnice w podejściu do języka.

AWANGARDA LUBELSKA (II AWANGARDA)

Zadanie 1. Prawda czy fałsz? 1. Najważniejszym poetą grupy był Józef Czechowicz. 2. Grupa skupiła się wokół lubelskiego pisma „Reflektor”. 3. Poezja tej grupy głosi kult miasta i techniki. 4. Oniryzm to budowanie świata przedstawionego na wzór snu. 5. Czechowicz często rezygnował z wielkich liter i interpunkcji. 6. Katastrofizm tej grupy ma charakter wizyjny, a nie publicystyczny. 7. Sielski obraz wsi bywa zestawiony z wizją zagłady. 8. Czechowicz zginął w pierwszych dniach II wojny światowej.

Zadanie 2. a) Wyjaśnij, dlaczego II Awangardę nazywa się awangardą, mimo że nie podziela kultu miasta i maszyny. b) Jaką funkcję pełni zestawienie arkadyjskiego obrazu wsi z przeczuciem zagłady? c) Porównaj rolę snu w poezji Awangardy Lubelskiej i w surrealizmie. Co je łączy, a co różni?

Zadanie 3. Zadanie przekrojowe. Uzupełnij tabelę dla trzech grup omawianych w tym pliku (futuryści, Awangarda Krakowska, Awangarda Lubelska). Porównaj: stosunek do tradycji, stosunek do miasta i techniki, sposób traktowania języka, dominujący nastrój, głównych przedstawicieli. (Tabeli nie udało się wgrać, ale kolumny to grupy, a wiersze to elementy, które porównujesz).

 
Czytaj dalej...

from Aslam Jeelani

A recurring source of inefficiency in supply chain management isn't any single process failing outright — it's the gaps between processes that are each individually functional but poorly connected to each other. Procurement orders materials without full visibility into actual production needs. Inventory data lags behind what's really on the shelf. Operations plans production without a clear, current picture of material availability. Each function works, technically, but the seams between them create friction, delay, and error. Dynamics 365 SCM connects procurement, inventory, and operations specifically to close those seams.

Why These Functions Are Often Disconnected

In many organizations, procurement, inventory, and operations grew up as separate systems or separate modules that were bolted together over time rather than designed as a unified whole. This creates a few predictable problems:

  • Delayed visibility. Inventory counts in one system may not reflect real-time consumption happening in operations, leading to reordering decisions based on outdated information.
  • Manual reconciliation. Teams often need to manually cross-reference data between systems to get a complete picture, introducing delay and opportunity for error.
  • Reactive purchasing. Without real-time visibility into production consumption, procurement can end up reacting to shortages rather than anticipating them.
  • Siloed decision-making. Each function optimizes for its own metrics without full visibility into how those decisions affect the others.

How Dynamics 365 SCM Addresses This

Unified data model. Rather than separate databases for procurement, inventory, and operations that need to be synchronized or reconciled, Dynamics 365 SCM operates on a shared data foundation, so a change in one area — a material receipt, a production consumption event, a new purchase order — is immediately reflected across the connected functions.

Real-time inventory visibility feeding procurement decisions. Procurement teams can see actual, current inventory levels and consumption trends directly, rather than relying on periodic reports or manual checks, supporting more timely and accurate reordering decisions.

Production planning informed by real material availability. Operations planning in Dynamics 365 SCM draws on live inventory and incoming procurement data, allowing production schedules to be built around realistic material availability rather than assumptions that may already be outdated.

Automated reordering based on actual consumption. Rather than static reorder points set once and rarely revisited, the system can trigger procurement based on real consumption patterns and current inventory levels, reducing both understocking and excess inventory.

Cross-functional visibility for better trade-off decisions. When procurement, inventory, and operations share a unified view, trade-off decisions — such as expediting a shipment to avoid a production delay — can be made with full visibility into the actual cost and impact across functions, rather than each team optimizing in isolation.

What This Looks Like in Practice

Consider a common scenario: a production run is scheduled based on an assumption that a specific material is in stock, but actual consumption from a recent, unplanned production increase has depleted that inventory faster than expected. In a disconnected system, this might not surface until someone manually checks inventory right before the run — or worse, until the shortage disrupts the schedule directly.

In a connected Dynamics 365 SCM environment, the drop in inventory is reflected in real time, procurement can be alerted or triggered automatically based on the updated reorder point, and operations planning can see the updated material availability when scheduling — catching the potential disruption well before it actually affects production.

Why This Connectivity Matters Beyond Convenience

The value of connecting these functions isn't just administrative convenience — it has direct operational and financial impact:

  • Reduced stockouts and production delays, since material shortages are identified and addressed earlier
  • Lower excess inventory, since procurement decisions are based on real, current consumption rather than conservative buffers built to compensate for uncertain visibility
  • Faster response to disruptions, since a change anywhere in the connected chain is immediately visible to the functions that need to respond to it
  • Better long-term planning, since unified historical data across procurement, inventory, and operations supports more accurate forecasting than fragmented data from separate systems

Getting the Full Value of This Integration

Organizations get the most value from this connectivity when they configure the system to reflect their actual operational workflows, rather than defaulting to generic settings that don't account for their specific procurement lead times, production processes, or inventory management practices. Ongoing data quality also matters — the value of a unified data model depends on the data within it being accurate and consistently maintained across all connected functions.

The Underlying Benefit

Disconnected systems create friction that's often invisible until it causes a visible problem — a stockout, a delayed order, an inventory discrepancy discovered too late to act on. By connecting procurement, inventory, and operations on a shared, real-time data foundation, Dynamics 365 SCM removes much of that friction before it has the chance to become a bigger operational issue, allowing each function to work from the same current picture of the business rather than a delayed or incomplete version of it.

 
Read more...

from Aslam Jeelani

How Pharma MES Strengthens Data Integrity and Audit Readiness

Few phrases carry as much weight in a pharmaceutical quality conversation as “data integrity.” Regulatory agencies have made it clear, through a steady stream of warning letters and inspection findings, that data integrity failures — not just product quality failures — are among the most serious issues they look for. Getting pharma MES data integrity right isn't just about avoiding citations. It's about being able to genuinely trust the records that every quality and regulatory decision depends on.

What Data Integrity Actually Means

Data integrity is often summarized with the ALCOA(+) framework: data should be Attributable, Legible, Contemporaneous, Original, and Accurate — plus Complete, Consistent, Enduring, and Available. It sounds straightforward in principle, but achieving it consistently across every batch record, every deviation, and every equipment log is genuinely difficult without systems built specifically to support it.

Paper-based and loosely connected digital systems make data integrity harder to maintain, not because people are careless, but because the systems themselves create opportunities for error: transcription mistakes, backdated entries, records that can be edited without a clear trail, or data scattered across systems that don't reconcile automatically.

How MES Supports Data Integrity by Design

Attributability through access controls and electronic signatures. A properly configured MES ties every entry and action to a specific, authenticated user — not a shared login or an ambiguous “who filled this in” question during an audit.

Contemporaneous capture. Because MES captures data at the point of activity — as a process step happens, not hours or days later on paper — records reflect what actually occurred in real time, rather than being reconstructed from memory or informal notes afterward.

Immutable audit trails. Any change to a record is logged — who made it, when, and, critically, what the value was before the change — rather than allowing silent edits that undermine the reliability of the record.

Original, structured data capture. Rather than transcribing data from an instrument reading onto paper and then into a system later — a process with multiple opportunities for transcription error — MES can capture data directly from connected equipment, preserving it in its original, unaltered form.

Consistency across systems. A well-integrated MES reduces the number of places the same data needs to be entered manually, reducing the risk of inconsistent records across different systems tracking the same batch or process.

Why This Directly Supports Audit Readiness

Data integrity and audit readiness are closely connected, because most of what an inspector is actually evaluating is whether they can trust the records in front of them. A pharma MES with strong data integrity controls supports audit readiness in concrete ways:

Fast, confident record retrieval. When an inspector asks for a specific batch's complete history, structured MES data can be retrieved quickly and completely, rather than requiring a scramble to locate and reconcile records across multiple sources.

Demonstrable control, not just compliance on paper. Audit trails and access controls provide inspectors with direct evidence of how data integrity is maintained operationally, not just a policy document describing how it's supposed to work.

Fewer inconsistencies to explain. Because MES reduces manual transcription and duplicate data entry, there are fewer discrepancies between systems that need to be reconciled or explained during an inspection.

Historical consistency over time. Audit trails that extend back across the full history of a batch, process, or piece of equipment give inspectors — and internal quality teams — a genuinely reliable picture of how data has been managed over time, not just in the period immediately before an audit.

Where Manufacturers Still Need to Pay Attention

MES provides the technical foundation for data integrity, but it doesn't guarantee it on its own. A few things still require deliberate attention:

User access management needs ongoing governance — shared logins or excessive permissions undermine attributability even in a well-built system. Validation of the MES itself is required to demonstrate that the system reliably does what it's intended to do, a standard regulatory expectation for GxP systems. Change control processes need to govern how the MES itself is configured and updated, since an uncontrolled change to the system could itself introduce data integrity risk. Ongoing training ensures staff understand not just how to use the system, but why data integrity practices matter and what behaviors could compromise them.

The Bigger Picture

Data integrity isn't a single control or checklist item — it's the cumulative result of how consistently a system captures, protects, and preserves data across every step of manufacturing. A pharma MES built with these principles at its foundation doesn't just make audits less stressful. It gives manufacturers genuine confidence in the records their quality decisions are built on, which is ultimately the entire point of data integrity in the first place.

 
Read more...

from Aslam Jeelani

A Manufacturing Execution System has always been the record of what's happening on the shop floor — tracking work orders, machine status, quality data, and production progress in real time. What it hasn't traditionally done well is help you see ahead: model what would happen if you changed a schedule, ran a different process setting, or dealt with an unplanned machine outage.

That's the gap digital twin technology is starting to fill, and pairing it with MES is turning out to be a genuinely useful combination rather than just an industry buzzword pairing.

What a Digital Twin Actually Is

A digital twin is a virtual, continuously updated model of a physical asset, process, or entire production line. It's not a static 3D model or a simulation built once and left alone — it's fed by real, live data from the physical system it represents, so the virtual version stays in sync with actual conditions on the floor.

The distinction matters. A digital twin that's disconnected from live data is really just a simulation tool. A digital twin that's continuously updated by real production data becomes something closer to a live decision-support system.

Where MES Fits In

MES is the natural data source and integration point for a factory-level digital twin, because it already tracks the operational reality the twin needs to mirror: machine states, work-in-process, cycle times, quality outcomes, and resource availability. Without that live feed, a digital twin quickly becomes disconnected from reality — accurate on day one, increasingly wrong every day after.

The integration works both ways. MES feeds the digital twin real-time data to keep the model accurate. The digital twin, in turn, gives MES — and the people using it — a way to simulate scenarios and see likely outcomes before committing resources on the actual floor.

What This Enables in Practice

Scenario planning without real-world risk. Want to know what happens to overall throughput if you run an extra shift on one line versus adding a second machine? A digital twin lets you model both scenarios against real production data before deciding, rather than finding out by trial and error on the actual floor.

Faster response to disruptions. When a machine goes down unexpectedly, a digital twin fed by live MES data can quickly model the downstream impact — which orders will be delayed, where bottlenecks will form — so managers can make rerouting decisions with a clear picture rather than guesswork.

Process optimization before implementation. New process parameters, layout changes, or scheduling logic can be tested against the digital twin first, catching problems before they cost real production time.

Training and onboarding. A live digital twin gives new operators or engineers a realistic environment to learn processes and troubleshoot scenarios without risk to actual production.

The Realistic Limitations

Digital twins paired with MES aren't a fully autonomous factory-brain out of a demo reel. A few honest caveats:

  • Data quality still governs everything. A digital twin is only as accurate as the MES data feeding it. Inconsistent or delayed data produces a model that looks sophisticated but gives misleading answers.
  • Building an accurate model takes real effort. Modeling a genuinely complex production line — with all its interdependencies — is a significant undertaking, not a quick configuration task.
  • Value tends to compound over time, not appear immediately. Early digital twin models tend to be simplified; their predictive value improves as more real-world data accumulates and the model gets refined against actual outcomes.

A Practical Starting Point

Manufacturers exploring this pairing generally get better early results by starting narrow — a single production line or a specific bottleneck process — rather than attempting to model an entire facility at once. That narrower scope makes it easier to validate the model against real outcomes, build internal trust in its recommendations, and expand deliberately once it's proven useful.

The Bigger Shift

The combination of MES and digital twin technology represents a meaningful shift in what factory software is capable of — from a system that tells you what already happened to one that helps you understand what's likely to happen next. That forward-looking capability doesn't replace the operational discipline good MES practices already require. It builds on top of it, turning accurate real-time data into a genuine planning and decision-making advantage.

 
Read more...

from Aslam Jeelani

Oil and gas asset management has never been simple. You're dealing with equipment that operates in extreme environments, infrastructure that's often decades old, and failure risks that carry real safety and environmental consequences. For a long time, the best tools available were scheduled inspections, historical maintenance records, and experienced engineers making educated guesses about what might go wrong next. That approach worked, more or less, but it left a lot of value — and a lot of risk — on the table.

Digital twin asset management is changing that equation, and it's worth understanding why — especially as more energy industry technology shifts toward continuous, sensor-driven monitoring instead of periodic inspection.

At its core, a digital twin is a real-time virtual model of a physical asset, built from continuous sensor data rather than periodic snapshots. For a pipeline, that might mean constant monitoring of pressure, flow, and temperature along its length. For a compressor or pump, it might mean tracking vibration and thermal signatures that reveal wear long before a human inspector would catch it. The asset isn't just documented anymore — it's mirrored, continuously, in a form engineers can analyze and simulate against.

This shifts asset management from a reactive discipline to a proactive one. Instead of inspecting equipment on a fixed schedule regardless of its actual condition, operators can monitor real condition data and intervene only when the data suggests something is genuinely trending toward failure. That alone changes maintenance economics significantly — fewer unnecessary interventions, and fewer surprise failures that force expensive emergency responses.

There's also a planning benefit that doesn't get talked about enough. When you have a digital twin of a major asset — the kind of approach outlined in intelligent asset management for modern enterprises — you can model its remaining useful life with far more precision than traditional estimates allow. That matters enormously for capital planning — deciding when to invest in replacement versus continued maintenance, and building a long-term asset strategy based on data rather than rough assumptions.

Safety is another piece of this. Oil and gas assets often sit in hazardous or hard-to-access locations — offshore platforms, remote pipelines, high-pressure processing units. A digital twin, built through intelligent asset management services, lets engineers monitor and, in many cases, simulate interventions remotely before anyone needs to physically approach the equipment. That reduces exposure to risk without reducing the quality of asset oversight.

None of this replaces experienced engineers — if anything, it makes their judgment more valuable, because they're working with better information instead of incomplete data and gut instinct. The operators seeing the most benefit, as detailed in digital twin cost efficiency in oil and gas operations, aren't the ones chasing the most advanced technology; they're the ones who started with a clear, high-value asset, built a reliable model of it, and let the results justify expanding the approach further.

Asset management in this industry will always carry real complexity and real risk. Digital twins don't remove that. What they do is give operators a much clearer picture of what's actually happening, early enough to act on it — which, in an industry where downtime and failure carry serious consequences, is worth quite a lot, as this Azure subscription case study for the oil and gas industry shows in practice.

A quick note on common questions: operators new to this topic often ask whether oilfield asset monitoring through digital twins requires replacing existing SCADA systems. In most cases it doesn't — digital twins typically integrate with existing sensor and control infrastructure rather than replacing it, which is part of why adoption has been picking up even in an industry known for cautious, incremental technology rollouts.

 
Read more...

from didleth

Zapraszam na Sabat :)

Słowo się rzekło, zatem zapraszam Was na Sabat :) i na dwie inne grupy babskie/feministyczne :)

Image

1) Wyglądasz jak baba! – grupa dot. wszelkich spraw związanych z wyglądem: sylwetka, fryzura, kosmetyki, styl, treningi, walka o inny wygląd i walka z walką o inny wygląd ;) grupa do chwalenia się, żalenia się i radzenia się. Babskie pogaduchy typu “miałam iść na trening, a poszłam na lody :(“, “świetnie się czuję w mojej punkowej stylówie” czy “wreszcie wyrwałam się na paznokcie!” https://signal.group/#CjQKIEhs-46zXCuUR5Y0IR-dGUQ1SbKSbBEHZqkR43VZuWeWEhBsqYU0_ufioHvN-D-SGzAM

2) gynaikeion – sprawy życia rodzinnego i domowego: to, co nas boli i to, co nas cieszy w życiu rodzinnym (szeroko rozumianym, od wizyty z dzieckiem czy kotem u weterynarza, poprzez ogarnięcie łazienki i wyhodowanie pomidorków, po wesele ciotki), narzekanie dozwolone ;) https://signal.group/#CjQKIMZ1BuGiXA3wmBg4Mua4aZH4elBIgpbE4Y6BYnNR462pEhCh7woEWbCZunFJGoXaIlXL

3) Sabat – to wszystko, co nie mieści się w 2 pozostałych. Sprawy dot. kobiet, feminizmu czy dyskryminacji w miejscu pracy, na ulicy, w kulturze, polityce, mediach itd. Agora do ogólnych dyskusji https://signal.group/#CjQKID0Hc77WeV1JHOG0EVMURtKbqu5FKJmuM0RMj6du088WEhDF7plnemWQ2WGQ-J7a4UI7

Dodatkowe info i zasady (na teraz): 1) wzajemny szacunek 2) grupy mają charakter prywatny, niezawodowy 3) mężczyźni także są mile widziani, o ile tematyka grup im pasuje, tematyka dot. dyskryminacji mężczyzn (np. brak przewijaka w męskiej toalecie) także jest mile widziana 3) wstęp jest na razie otwarty, ale z czasem zostanie zamknięty – chcę, żeby to były domyślnie małe i bezpieczne grupy (dalej będzie można do nich wejść, ale nie tak z automatu przez link) 4) w miarę możliwości przedstaw się/napisz kilka zdań o sobie (na kanale lub na priv), to pomoże odsiać boty i dziwne typki piszące wiadomości typu “jesteś piękna, jak się masz, CZEMU MI NIE ODPISUJESZ?” 5) to grupy prywatne, m. in. o rodzinie – ale nie rodzinne. Jeśli chcecie wpadać parami jako mąż i żona, tudzież jako teściowa i synowa itd. – przemyślcie, czy nie byłoby lepiej, żebyście potworzyli sobie do tego osobne grupy rodzinne

 
Czytaj dalej...

from @pdus

Ostatnia scena, widać metę, czas do domu. Po niespełna trzech godzinach kinofilskiej podróży po historii kina, gdy już przychodzi czas na szukanie czapki i zakładanie płaszcza, reżyser postanawia wypuścić widzów do codzienności z ostatnim kadrem. Opuszczone kino i duchy gromadzące się przed ekranem. I nagle, na dosłownie sekundę, ogarnia mnie poczucie świętości rytuału, który się tu odbył. Obejrzałem film, a to faktycznie nie byle co. Na prawie trzy godziny zanurzyłem się w fikcji, żyłem innym życiem, a do tego ten sen śnili, śnią i śnić będą dziesiątki tysięcy na całym świecie.

Częścią magii kina jest to, że sprawnie zainscenizowany banał nabiera potężnej mocy. Tak też jest i tu. Niedzielny widz zobaczy w poprzednim akapicie bezsensowne bajdurzenie; kulturoznawca uzna za banał stary jak psychoanaliza; a ja naprawdę doświadczyłem sekundy niemal religijnego uniesienia. Szkoda tylko, że to jedna scena w filmie stworzonym wyłącznie dla kinoflów.

No bo w tym cały ambaras, żeby nie mówić tylko do tych już przekonanych. Ja wiem, że kocham kino; znam jego historię i wciąż poszukuję nowego przekroczenia granicy. Nie potrzebuję powtórki z filmoznawczych zajęć, nie trzeba mnie na kinofilię nawracać, filmy składające się z popisów erudycji uznaję za puste. Tak też odczytuję Zmartwychwstanie — jako film zachwycony samym sobą: swoją sprawnością w reinterpretacji klasycznych toposów; własną zdolnością do tworzenia zapierających dech kadrów; ilością zaliczonych przez twórców filmów z całego świata. Co jednak po tym, jeśli zbłąkana dusza nic nie zrozumie, a wyjadacz uzna to wszystko za odtwórczą popisówę?

Fajnie, że każdy kadr wypełnia przechych i piękno. Czuć tu rozmach i kreatywność w reinterpretowaniu znanych toposów. Wszystkie epizody mogłyby bez problemu spuchnąć do pełnego metrażu i tym samym zawstydzić poziomem realizacji niejeden film starający się tchnąć powiew świeżości w utarte schematy. Problem tylko w tym, że reżyserowi skupionemu na udowadnianiu widzom swojej wiedzy i kreatywności nie starczyło uwagi na zadbanie, by całość była w jakikolwiek sposób naturalna. Oczywiście, oniryczna atmosfera i logika marzenia sennego z założenia pozbawia naturalności. Jednak natrętna chęć popisywania się mimowolnie odrzuca i odciąga uwagę od treści filmu.

Fabuła spinająca kolejne etiudy wykładana zostaje na początku filmu łopatą: oto przyszłość, w której śnienie zostaje zakazane jako działalność niebezpieczna i bezproduktywna, a główna bohaterka przygląda się śnieniu jednemu z ostatnich fantazjujących osób na świecie. Metafora prosta i jakże uwznioślająca każdego, kto znajduje się na sali kinowej. „Gratuluję, drogi widzu. Poświęcasz właśnie trzy godziny swojego życia na oglądanie fikcyjnych historii. To brawurowy akt rebelii przeciwko kultowi produktywności z twojej strony” zdaje się mówić reżyser tym filmem. Po wyjściu z kina połechtanemu widzowi nie zostaje nic innego, niż tylko dołożyć swoją cegiełkę do zmartwychwstania kinematografii. Tylko co to ma oznaczać?

No bo jeśli kino ma zmartwychwstać, to nie dzięki klechom, którzy reinterpretują dogmatyczny kanon, tylko dzięki wizjonerom, wprowadzającym formalną świeżość i czującym społeczne nastroje. W imię takich reżyserów jest sens nawracać. No, chyba że uznamy, że nie każdy wszystko ma rozumieć. Może chodzi właśnie o to, że kino ma być zabawą dla wtajemniczonych. Zwykli śmiertelnicy nich się lepiej telewizją i tiktokiem zajmą, bo zaszczytu, jakim jest możliwość zakupu biletu do kina, dostąpią jedynie magistrzy filmoznawstwa.

Dobra, za daleko. Nie ma co w rozważaniach za duży rozpęd brać i fałszywe dychotomie tworzyć. Dylemat jednak istnieje. Oczywiście nie myślę tu o potrzebie tworzenia sztuki przez duże “S”, bo jednak podział na wysokie i plebejskie istnieje w dyskursie publicznym tylko dzięki sztucznemu podtrzymywaniu przy życiu przez miłośników pruskiego ornungu. Chodzi mi raczej o podział na kino poszukujące, mające jakiekolwiek kreatywne ambicje i produkty odtwórcze. Szkopuł w tym, że na tak narysowanym spektrum, “Zmartwychwstaniu” bliżej do Marvela.

 
Czytaj dalej...

from Przewodnik 2.0

Ilu z nas myśli o tym, w jaki sposób korzysta ze swoich urządzeń – czy to komputerów, telefonów, czy też zegarków? Nietrudno zgadnąć, kto je wyprodukował – wszak firmowe logo zawsze widnieje gdzieś na obudowie – ale co sprawia, że te urządzenia działają tak jak działają? Czy mogłyby działać inaczej?

Osobom mającym choćby niewielkie pojęcie o informatyce z pewnością obiło się o uszy sformułowanie „system operacyjny”. Być może nawet potraficie wymienić kilka z nich: Windows, MacOS, Linux, Android... Jeśli o systemie operacyjnym myślicie jako o takiej hiper-apce w której jest wszystko, co robi urządzenie (w tym wszelkie wgrane lub systemowe aplikacje, ustawienia i dane), to mniej-więcej coś takiego.

Zatem systemów operacyjnych jest wiele. Weźmy na przykład laptopy: na jednym jest Windows, a drugi to laptop od Apple z systemem MacOS. Włączając jeden i drugi zobaczymy co innego: inny ekran ładowania, inny ekran blokady, inny pulpit... ale aplikacje mogą być te same. Na obu może być Firefox, OpenOffice, ulubione gry... (no dobra, nie wszystkie). Na tej podstawie można dojść do wniosku, że systemy operacyjne w zasadzie różnią się tylko aspektem wizualnym oraz oferowanymi funkcjami jak synchronizacja z chmurą, zabezpieczenia, możliwość dostosowania wyglądu czy ustawienia prywatności.

W rzeczywistości różnice między nimi zasadzają się na znacznie bardziej fundamentalnym poziomie. System operacyjny opisuje pewnego rodzaju „język”, za pomocą którego aplikacje mogą powiedzieć systemowi że chcą zrobić to czy tamto, począwszy od wyświetlenia kropki na ekranie, przez uzyskiwanie dostępu do plików i zasobów internetowych, a skończywszy na... czymkolwiek, co sobie twórcy systemu zamierzą. Oczywiście system, mający zawsze ostatnie słowo, może odmówić wykonania polecenia (bo np. użytkownik nie udzielił aplikacji odpowiednich uprawnień) i jakoś to aplikacji zakomunikować, tak żeby zrozumiała.

Informatyk powiedziałby, że system operacyjny jest warstwą między sprzętem a aplikacjami. Zaprojektowanie i stworzenie takiej warstwy to nie taka prosta sprawa. Trzeba przemyśleć i przewidzieć mnóstwo rzeczy, o których zazwyczaj nie myślimy, przyjmując za coś oczywistego – że tak po prostu działa komputer: to, że aplikacje mogą działać równocześnie, że sygnały z klawiatury trafiają we właściwe miejsce, że każdy otwierany plik jest natychmiast odnajdywany na dysku, i tak dalej. Siedzą nad tym setki specjalistów. Ludzie mają bardzo różne pomysły, jak to wszystko ma działać. Na przykład, gdy aplikacja ma coś nowego do wyświetlenia, powinna sama to zgłosić, czy raczej zaczekać aż system ją o to zapyta?

Skoro poszczególne systemy to różne „języki”, to aplikacje są jakby książkami. Książkę można przetłumaczyć, a niektóre są dostępne tylko w jednym języku; tak samo jedne aplikacje są dostępne na różne systemy (mówimy, że są wieloplatformowe), podczas gdy inne – na tylko jeden; nie ma natomiast książek, których słowa raz spisane byłyby zrozumiałe dla każdego. A jeśli macie pewne pojęcie z zakresu lingwistyki, powinniście wiedzieć, że istnieją takie wyrażenia, których przetłumaczyć nie da się w ogóle (np. żarty językowe).

Jak nazwalibyśmy zbiór wszystkich książek, które oryginalnie zostały napisane w tym samym języku (lub nawet pochodzących z tego samego kraju? Kulturą. Zwłaszcza, jeśli w pewnym stopniu publikacje te „wiedzą” o sobie nawzajem (może np. autor zainspirował się innym dziełem lub zacytował fragment). Wokół systemów operacyjnych też zawiązuje się coś w rodzaju kultur, zwanych „ekosystemami” – jest to zbiór aplikacji, narzędzi i innych rzeczy z założenia mających działać z danym systemem. Często mogą być „przetłumaczone” na inny system, ale wówczas mogą nie wpasowywać się tak dobrze w swoje otoczenie – np. może w nich brakować pewnych funkcji, których nie dało się przenieść.

Ekosystemy to najpotężniejszy czynnik wpływający na popularność systemów. System z ubogim ekosystemem raczej nie zdobędzie wielu zwolenników. Współczesny człowiek często ma dość wygórowane oczekiwania względem technologii, choć przeważnie podyktowane są one albo przyzwyczajeniem, albo troską o swój wizerunek.

Od chwili „narodzin”, nim ekosystem urośnie do rozmiarów porównywalnych z rynkowymi gigantami takimi jak Windows, upłyną dziesiątki lat. Tempo wzrostu może być szybsze lub wolniejsze i często tylko w niewielkim stopniu zależy od jego twórców. Ale za to zaborcza konkurencja, niczym chwasty, ma moc by pohamować wzrost i zdusić „roślinkę”, póki jest jeszcze mała i słaba.

Czasem w oczach społeczeństwa będzie to wyglądało, jakby to była wina roślinki, że nie jest taka jak inne – są to różne problemy z kompatybilnością: dlaczego ten system nie działa z tym sprzętem? Albo dlaczego ta strona internetowa nie otwiera się w tej przeglądarce? Na pozór może się wydawać, że to twórca systemu nie zadbał o dodanie do niego funkcji pozwalającej korzystać ze sprzętu. Ale równie dobrze to producent sprzętu mógł nałożyć cyfrowe blokady, by uniemożliwić współpracę z nieautoryzowanymi przez niego systemami – co akurat niewielu osobom przychodzi do głowy.

Ale dlaczego w ogóle ktokolwiek miałby coś takiego robić? Czemu pogarszać swój produkt, czyniąc go mniej użytecznym? Aby to zilustrować, wyobraźmy sobie firmę produkującą drukarki. A wraz z drukarkami sprzedaje wkłady z atramentem. Wkłady mają specjalne układy elektroniczne zgłaszające, ile atramentu zostało w środku, co pozwala drukarce wyświetlić info, że już czas uzupełnić zapasy. Firma za wkłady każe sobie słono płacić, na szczęście w obiegu są tańsze, nieoryginalne zamienniki. Może nie odzwierciedlają tak wiernie koloru, ale działać-działają. Niektórym to wystarcza. Ale naszemu producentowi drukarek było nie w smak, że klienci udają się do konkurencji zamiast kupować u niego. Więc pewnego dnia zdalnie wgrał na wszystkie podłączone do Internetu drukarki aktualizację, po której wkłady od firm innych niż HP przestawały działać – to znaczy, wkłady były w porządku, ale drukarka już odmawiała posłuszeństwa.

Ostatecznie powinno być decyzją klienta, w jaki sposób chce używać swoich urządzeń. Wszak zakupiwszy urządzenie, staje się jego właścicielem. Czy producent albo sprzedawca ma prawo w nie ingerować już po zakupie? A jednak wiele firm technologicznych pozwala sobie na takie działania, licząc na to, że będąc przyzwyczajeni do ich produktów i usług, w poczuciu bezradności wobec tej skomplikowanej dla nas technologii poddamy się, i zaakceptujemy ich warunki. Od czasu do czasu przyjdzie im zapłacić jakąś karę, ale wygląda na to, że wliczyli sobie te kary w koszty prowadzenia biznesu.

Ale jest też druga, bardziej optymistyczna strona medalu. Powiedziałem, że istnieje wiele systemów operacyjnych. A system operacyjny nie jest nierozerwalnie związany z urządzeniem. Jeśli ktoś wie jak, może go wymienić na inny – taki, który będzie wykonywał polecenia użytkownika. Sprawa jest banalnie prosta, jeśli chodzi o komputery stacjonarne i laptopy. Nieco trudniej jest ze smartfonami, ale i tu czasem da się coś ugrać. Mnie się udało. Tylko czy my – użytkownicy, ze swoimi wysokimi wymaganiami wobec technologii, będziemy w stanie zaakceptować konieczność zmiany naszych przyzwyczajeń, aby dostosować się do innego systemu?

 
Czytaj dalej...

from Tomasz Dunia - to3k

TEST migracji podejście 2

Halo odbiór? Czy ktoś mnie czyta?

Wygląda na to, że migracja przebiegła w miarę sprawnie. Usługa nie działała przez maks. 30 minut. Pierwszym problemem był brak polskich znaków po migracji bazy danych, ale szybko doszedłem, że to problem z kodowaniem utf8mb4. Nowy dumb bazy, przywrócenie ponowne i teraz już powinno wszystko być ok.

Sprawdźcie proszę czy u Was wszystko działa i jeżeli cokolwiek jest nie tak to proszę o kontakt na Mastodonie – infosec.exchange/@to3k

 
Czytaj dalej...

from Tomasz Dunia - to3k

Migracja 29-02-2026

Witajcie! Niniejszym informuję, że jeżeli nic nie stanie mi na przeszkodzie to migracja WriteFreely.pl na nowy serwer nastąpi jutro (niedziela) lub najpóźniej pojutrze (poniedziałek). Przed samą migracją zatrzymam na chwilę usługę, zrobię dump bazy danych i wgram go na nowy serwer, więc wszystko powinno zostać przeniesione 1 do 1, ale mimo to zalecam zrobić sobie kopię zapasową swoich wpisów lub chociaż draftów nad którymi aktualnie pracujecie lub będziecie pracować w przeciągu najbliższych dni.

Migracja nastąpi na wykupiony przeze mnie specjalnie na tę okoliczność serwer VPS od firmy Hetzner. DNSy dalej zostają w FreeDNS::42.

W razie czego proszę o kontakt na Mastodon, tam też będę publikował ewentualne aktualizacje.

 
Czytaj dalej...

from Tomasz Dunia - to3k

Potencjalna migracja i polecenie alternatywy

Hej!

Migracja WF.pl

Przychodzę tutaj z informacją, że w najbliższych dniach planuję przeniesienie Writefreely.pl na inny serwer. Potencjalnie może to być VPS na Oracle, ale jeżeli tak będzie to nie wykluczam, że będzie to rozwiązanie jedynie tymczasowe i będę szukał alternatywy. Cały czas biję się z myślami, czy nie postawić tego na swoim serwerze domowym, ale mam lekkie opory ze względu na obciążenie ruchem. Jeżeli ktoś ma jakieś propozyjcę to proszę łapać mnie na Mastodon.

Oczywiście postaram się zrobić migrację tak, żeby:

  1. nie zostały utracone żadne dane
  2. przerwa w działaniu strony była jak najkrótsza

Będę informował na bieżąco o przebiegu.

Alternatywa na własnych zasadach

Spłodziłem ostatnio całkiem merytoryczny wpis na moim blogu o tym jak uruchomić swój własny prosty blog w oparciu o silnik Jekyll i hosting Github Pages.

Jeżeli ktoś ma ochotę to może o tym poczytać o tutaj.

Pozdrawiam!

 
Czytaj dalej...

from Defenestracja

Krwiodawstwo to chyba jeden z najłatwiejszych sposobów na pomoc innym. Krew i jej składniki są nieustannie potrzebne, a transfuzje ratują życie wielu ludziom. Nie jest jednak tak, że krwiodawcy muszą być motywowani jedynie z altruistycznych pobudek, a więc zacznę od przedstawienia...

Korzyści

Zawsze obowiązujące:

  • Zwolnienie lekarskie i dwa dni wolnego mówią same za siebie. Krew pełną można oddawać co dwa miesiące. W ciągu roku kobieta może oddać 4 razy krew, a mężczyzna 6 razy, co przekłada się na kolejno 8 lub 12 dodatkowych dni wolnego. Jednak te liczby można jeszcze znacząco zwiększyć. Osocze, czy płytki krwi można oddawać co dwa tygodnie, a z tego wychodzi aż 56 dni wolnego. Nie wiem jak zareaguje na to wasz pracodawca XD, więc nie jestem pewny czy można gdzieś uzyskać takie wyniki bez ryzyka dla kariery.
  • Po każdym oddaniu krwi, lub jej składników można odebrać ekwiwalent energetyczny 4500 kcal. Wcześniej było to zazwyczaj 9 czekolad, a teraz jego skład zależy od waszego lokalnego centrum krwiodawstwa.
  • Badania wskazują, iż regularne oddawanie krwi, lub osocza obniża poziom mikroplastików w organizmu[^1].
  • Po donacji można odebrać bezpłatnie wyniki badań krwi.
  • Zwrot kosztów dojazdu.
  • Ulga podatkowa, 130 zł za litr pobranej krwi. Nie można jednak przekroczyć 6% dochodu.
  • Rabaty na wybranych stacjach paliw[^2].
  • Do 2026 roku obowiązuje program lojalnościowy xd, za donacje zbiera się pieczątki które można wymienić na nagrody[^3]. Ja zdecydowałem się na butelkę, ale nie polecam, daję niej ocenę 3/10.

Po dwóch donacjach:

  • Można odebrać bezpłatnie krew-kartę z identyfikatorem waszej grupy krwi.

Od 5 oddanych litrów krwi dla kobiet i 6 litrów dla mężczyzn:

  • Można odebrać legitymację oraz odznakę Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi III Stopnia.
  • Po okazaniu legitymacji ZHDK można korzystać poza kolejnością z ambulatoryjnych świadczeń zdrowotnych oraz z usług farmaceutycznych udzielanych w aptekach. Tutaj pozwolę sobie przytoczyć legendarną pastę o krwiodawstwie:

Moją pasją jest chodzenie do lekarza ale nie takie zwykłe żeby się zbadać ale o tym za chwilę. Żeby móc realizować swoją pasje musiałem kilka lat ciężko na to pracować oddając krew XD W dupie miałem chorych ludzi, chodziło tylko o profity a zwłaszcza o jeden konkretny. Co dwa miesiące punkt 8 byłem pierwszy w kolejce żeby spuścili ze mnie 450 ml czerwonej cieczy, nie policzę ile zeżarłem czekolad które za to dawali, dorobiłem się z czasem nawet darmowej komunikacji miejskiej jako zasłużony dawca żeby móc jeździć po wszystkich przychodniach w mieście za darmo.

Kiedy te pijawki wyssały już ze mnie 20 litrów krwi odebrałem swój artefakt, najcenniejszą rzecz jaką posiadam istny godmode mianowicie legitymacje honorowego dawcy krwi, spełniły się moje najskrytsze marzenia. Ludzie marzą o różnych rzeczach o domu za miastem, kochającej żonie czy mercedesie z salonu, moim celem było wchodzenie przed starymi babami do lekarza bez kolejki XD

Jako bonus mogłem też kupować w aptece po za kolejnością ale to nie cieszyło tak bardzo jak mój główny cel czyli wizyty u lekarza. Oczywiście kilka razy w miesiącu wpadałem do apteki, zazwyczaj w dni w które wypłacane są emerytury i renty, żeby wpierdalać się staruchom w kolejkę i delektować się ich bólem dupy.

Kupowałem zawsze paczkę prezerwatyw głośno prosząc o nią przy ladzie XD Kiedyś skończyło się to przyjazdem bagiet bo jakaś Janina oskarżyła mnie, że posługuje się sfałszowaną legitymacją. Po okazaniu mojego świętego grala wąsatemu policjantowi dostałem od nich wyrazy szacunku a wysuszonej mumii kazali mnie przeprosić i wpierdolili mandat za nieuzasadnione wezwanie bagiet

Mam nadzieje, że przez to nie starczyło jej na leki XD Prezerwatyw oczywiście nie używałem bo jestem stulejem, w domu nadmuchiwałem je i robiłem z nich śmieszne dmuchane zwierzątka.

Do pierwszej wizyty u lekarza rodzinnego w lokalnej przychodni nie przygotowywałem się długo, postawiłem na klasykę. Przy wejściu byłem chwilę przed otwarciem licząc tylko wchodzące stare baby żeby mniej więcej oszacować liczebność kolejki, gdy ciasne pomieszczenie poczekalni wypełniło się wapnem postanowiłem działać. Otworzyłem drzwi i spokojnym krokiem wszedłem do środka, zgromadzone w środku kółko różańcowe nawet nie podejrzewało co tu się zaraz odjebie XD

Zamiast standardowego pytania “Kto ostatni?” zapytałem “Kto teraz wchodzi?” Staruchy zaczynały powoli odczuwać, że coś tu nie gra. W ciągu ułamku sekundy otyła 70 latka o kulach i z wąsem odpowiedziała “Ja wchodzę”. Pomyślałem sobie no na pewno, wejść to możesz do zakładu pogrzebowego wybrać sobie trumnę XD Postanowiłem zaregować błyskawiczną kontrą. Odpowiedziałem, że jestem honorowym dawcą krwi i jestem upoważniony do wejścia bez kolejki.

Hurr durr “Ale jak to? Ja się rejestrowałam telefonicznie na godzine” inna Jadwiga stwierdziła, że “Pan chyba żartuje, tu są starsi ludzie!” Oj są są, właśnie dlatego tu jestem kurwo XD Powiedziałem tylko “Tak to, jestem upoważniony przez samego Ministra Zdrowia który wydał tą oto legitymację.”

Pomachałem im przed pomarszczonymi ryjami moją papierową supermocą i gdy obsługiwany aktualnie pacjent wyszedł z gabinetu kilka sekund później już sciągałem koszulkę przy miłej pani doktor w celu osłuchania. Zawsze narzekałem na lekki kaszel, notoryczny ból głowy czy inna dolegliwość przy której nie można mi udowodnić, że kłamię xD

Kiedyś przy jednej z wizyt starucha kłóciła się ze mną dobre 10 minut aż zaalarmowany odgłosami z poczekalni lekarz musiał interweniować, oczywiście nie weszła niczym koleś z filmiku “jestem hardkorem” XD po tej sytuacji byłem już gotowy na każdą bitwę i prócz legitmacji zacząłem nosić ze sobą wydrukowaną podstawe prawną XD

Ta starucha była albo bardzo chorowita albo nudziło jej się w domu bo praktycznie zawsze była obecna w poczekalni, stała się moim największym wrogiem i po tygodniu wiedziałem już o niej wszystko łącznie z miejscem zamieszkania. Do lekarza chodziła zazwyczaj w środy w godzinach porannych, lubiła dominować inne stare baby i być pierwsza w kolejce ale nie ze mną te numery. XD Pewnej środy punkt 7:30 byłem w okolicy jej klatki, siedziałem na ławce w kapturze w bezpiecznej odległości i czekałem aż odziana w beret i laskę pojawi się w zasięgu mojego wzroku, śledziłem ją w drodze do przychodni.

Gdy tylko usiadła w poczekalni po kilku sekundach wchodziłem ja i już wiedziała, że to nie jest jej szczęśliwy dzień, musiała ustąpić i uznać moją wyższość XD Potrafiłem jej fundować bycie drugą średnio raz w tygodniu a gdy lekarka stwierdziła, że jestem tu za często i podejrzewać hipohondrię specjalnie otwierałem okno w nocy lub włączałem wiatrak żeby się lekko przeziębić.

Przegrałem tylko jeden raz, trafił mi się zbyt mocny przeciwnik. Gdy standardowo powiedziałem, że wchodzę pierwszy choć często już nawet nie musiałem tego mówić bo większość staruch mnie kojarzyło, odezwał się on. Waga szkieletu, chłodne przenikliwe spojrzenie i drewniana laska. Wyglądał jak starszy brat Bartoszewskiego. Zarówno legitymacją jak i podstawą prawną mogłem jedynie wytrzeć sobie dupe, miał dużo silniejszą broń. Legitymacja inwalidy wojennego, do tego był kombatantem i osobą represjonowaną, pierdolone combo, 3 przywileje w jednej wątłej, starczej osobie.

Wiedziałem, że jestem bez szans, wycofałem się i upokorzony tego dnia wróciłem do domu. Nawet zakupy w aptece mnie nie pocieszyły, doszedłem do siebie dopiero wieczorem podczas konkretnej openki w tibii i pieniężnym fapie w cottonworldy.

  • Można kupować niektóre leki ze zniżkami.

Od 10 oddanych litrów krwi dla kobiet i 12 litrów dla mężczyzn:

  • Można odebrać legitymację oraz odznakę Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi II Stopnia. Tym razem nie ma dodatkowych korzyści.

Od 15 oddanych litrów krwi dla kobiet i 18 litrów dla mężczyzn:

  • Można odebrać legitymację oraz odznakę Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi I Stopnia.
  • W wielu miastach przysługują zniżki lub możliwość uzyskania darmowych przejazdów w komunikacji miejskiej[^4]. Kolejna super korzyść.

Od 20 oddanych litrów krwi:

  • Można odebrać legitymację oraz odznakę “Honorowy Dawca Krwi – Zasłużony dla Zdrowia Narodu”.

Przygotowania i proces oddawania krwi

Mam nadzieję, że wymienione powyżej korzyści były dla Ciebie przekonujące. Teraz opiszę jak wygląda samo oddawanie krwi lub jej składników. Właśnie składników, można oddawać nie tylko krew pełną, ale również osocze i płytki krwi, a rzadziej jeszcze inne składniki.

Jak się przygotować do oddania krwi, lub jej składników

  • Należy być wyspanym.
  • Należy się dobrze nawodnić przed donacją. Warto zacząć już dzień wcześniej. Sprawa trochę się komplikuje przy oddawaniu osocza, lub płytek. Wtedy też trzeba być dobrze nawodnionym, ale przerwać picie na pewien czas przed donacją która może potrwać godzinę, ze względu na potrzeby łazienkowe.
  • Należy wcześniej zjeść lekkostrawny posiłek.
  • Nie można pić alkoholu przez dwa ostatnie dni.
  • Musisz być zdrowy.

Proces oddawania

  1. Rejestracja wizyty.
  2. Wypełnienie ankiety zdrowotnej.
  3. Badanie poziomu hemoglobiny, pobierana jest próbka krwi z ramienia, lub palca.
  4. Krótkie badanie przez lekarza.
  5. Oczyszczenie miejsca z którego będzie pobierana krew.
  6. Zajęcie stanowiska do oddawania krwi, lub składników i sama donacja. Zostanie ci wbita igła w żyłę, i dostaniesz gumową piłkę do ściskania, by zwiększyć przepływ krwi. Oddawanie krwi pełnej zajmuje kilka minut, osocza około 30 minut, a płytek krwi może zająć godzinę.
  7. Kilka minut odpoczynku po donacji pod obserwacją obsługi.
  8. Odebranie ekwiwalentu energetycznego, czy inne sprawy, takie jak zwolnienie lekarskie.

Po donacji

Po donacji należy przez najbliższe dni unikać intensywnego wysiłku i nie nadwyrężać ręki z której była pobierana krew. Czasami mogą pojawić się siniaki w miejscach pobierania. W razie komplikacji należy kontaktować się z centrum krwiodawstwa.

Rejestracja w bazie dawców szpiku

Przy okazji polecę zarejestrowanie się w bazie dawców szpiku. Można to zrobić w centrach krwiodawstwa. Procedura nie trwa długo. A po pewnym czasie otrzymasz pocztą kartę dawcy szpiku. Po oddaniu szpiku również przysługują świadczenia zdrowotne bez kolejki.

Linki i przypisy

[^1]: Effect of Plasma and Blood Donations on Levels of Perfluoroalkyl and Polyfluoroalkyl Substances in Firefighters in Australia [^2]: Rabaty dla honorowych dawców krwi na stacjach benzynowych [^3]: Program lojalnościowy “Każda kropla jest cenna” [^4]: Wykaz miast z ulgą w komunikacji miejskiej dla dawców krwi

 
Read more...

from Codzienność gryzie

Jest coś zabawnego w tym, że można tu pisać, a właściwie nikt tego nie przeczyta. Skończyłam powieść AMBER, zaczynam robić porządki w tekstach, które się przez nią nagromadziły. Bo przecież nie miałam czasu na nic innego. A może miałam, tylko znalazłam sobie wygodne wytłumaczenie.

Pisanie na Substack.com i media w postaci Bluesky i Mastodon zupełnie mi wystarczają za kontakty internetowe. Facebook co prawda nadal wisi wśród moich aplikacji, ale skoro mam tam stronę, to nie mogę się tak po prostu wypisać.

Strona: Malarz Jan Betley

Sporo czasu minęło, zanim znów nabrałam ochoty na pisanie bloga. Nie warto pisać o przyczynach, w moim wieku te przyczyny są zwykle mało interesujące. Nie lubię pisać o chorobach i niepowodzeniach. To zapisuję zwykle w na papierze.

AMBER uważam za sukces, bo zdołałam ten projekt doprowadzić do końca. Trochę dlatego, że pisałam w odcinkach, a wiedziałam, że kilka osób czyta — nie wypadało ich zostawić bez zakończenia. Książeczka nie jest wielka, ale zakończona — a to uważam za sukces. Poza Naffy.io sprzedaję ją też na serwerach zagranicznych. Naffy jest wygodniejszy i tańszy. No i można zapłacić BLIKIEM.

Zapraszam!

 
Czytaj dalej...

from @pdus

Irytuje mnie ten film. Irytuje, bo odruchowo wręcz mam ochotę zadeklarować życiową zmianę. Chcę rzucić wszystko i pójść w las; podziwiać zwierzęta i wyrastające listki; polować na zapierające dech krajobrazy. Ale wiem, że tak nie będzie i to irytuje najbardziej. Bo wraz z napisami końcowymi zaczynają się negocjacje w głowie. Kompromisem jest spacer po parku. Jedynie po tej zadbanej części. Na wiosnę najlepiej, bo dziś mróz. No bo tak w sumie z betonowej ścieżki też drzewa widać i nawet słychać, jak w oddali coś kwili. Ale ten odruch nie bierze się znikąd, film wymusza go, tworzy pod te fantazje idealne warunki. Bo tu natura bywa niebezpieczna, ale jednak zazwyczaj jest zdumiewająca i poetycka. To tylko i aż poetycka wersja National Geographic.

 
Czytaj dalej...