Traktat o prawdzie

Image
Fra Angelico

Horacy: „Gdyś jest bogom posłuszny, to nad światem władasz, a ci, którzy niebacznie bogów zaniechali, przywiedli mnogie klęski w rozbojach i zdradach”.

I.

Czy chociaż jeden filozof odnalazł Boga?” – pyta Lew Szestow – i na zwycięzcę typuje Platona. Nie waha się zarazem dodać, iż ten ostatni poznał Boga wyłącznie po części, podczas gdy inni myśliciele szukali jedynie ludzkiej mądrości. Człowiek nakierowuje myśl ku Bogu i wierzy w wyższe ideały, lecz z tego wcale nie wynika, że istnieje jakaś „wszechmiłująca, wszechmocna i wszechwiedząca Istota”, do której zanosi modły. Czyni to tym goręcej, im w większym upadku się znajduje, i chociaż giną całe narody, państwa i idee, pozostają błaganie i nadzieja, których nie można ograniczyć tylko do nauki, gdyż na jej gruncie nie znajdują żadnej kompensacji. Z punktu widzenia rozumu Opatrzność i jej działanie są dziełem czystego przypadku;  w ten sposób tłumaczy się także powstanie świata. Tymczasem świat powstał i istnieje wbrew rozumowi i na przekór wszystkim intelektualnym możliwościom.

Przypadek nie może stanowić przedmiotu wiedzy naukowej, bo wszelka wiedza naukowa dotyczy tego, co istnieje zawsze bądź najczęściej, a przypadek nie jest ani jednym ani drugim. Rzeczywiście, przytrafia się on rzadko, lecz jego gwałtowność wdziera się w „uporządkowaną i zorganizowaną jedność” życia. W tym sensie jest ważny i istotny. Istotną prawdą jest nie tylko to, że przypadek posiada duże znaczenie, lecz również to, iż nie można go łatwo uchwycić i zarejestrować – jest on ze swej natury kapryśny i wymyka się ludzkim osądom. Warto się zastanowić czy przypadek rządzi ludzkimi umiejętnościami, to znaczy bierze udział w narodzinach geniuszy i ludzi przeciętnych? Otóż geniusz spotyka się rzadko, podczas gdy ci drudzy zdecydowanie dominują. A jednak to geniusz przykuwa naszą uwagę! Podobnie jest z objawieniami, które zdarzają się raz na setki lub tysiące lat, a są bez miary cenniejsze od wszystkich powtarzanych codziennie, co chwilę zjawisk.

Image
Fra Angelico

Ludzkość wzywa Boga z bezdennej przepaści „przerażenia i rozpaczy” (gdyby ich nie było – nie wzywałaby Go); szuka nie nieruchomej, bezdusznej idei filozofów, lecz żywej osoby, która stała się natchnieniem psalmisty. Filozofowie z początku pojmowali narodziny Chrystusa, Jego wcielenie i krzyżową śmierć w kategorii jednostkowego wydarzenia o istotnym, lecz nie ostatecznym znaczeniu w historii. Jednak Ojcowie Kościoła dostrzegli coś więcej i fakty te przedstawiali nie, jako coś, co miało kiedyś miejsce, lecz coś, co zachodzi stale. Od czasu, kiedy rozum wkroczył na arenę dziejów, zwalczał te religijne spostrzeżenia i z walki z wiarą uczynił oś swojego działania. Starożytni Grecy byli święcie przekonani, że rozum może nie tylko „dowieść istnienia Boga”, lecz wszystko objaśnić i ofiarować ludziom to, co najlepsze. Lecz rozwiązanie przyszło nie od Greków, a od Żydów – od galilejskiego proroka, działającego gdzieś na skraju rzymskiego imperium, który w swej prostocie wołał do Boga, a ten go wysłuchał.

(więcej…)
Published in: on 7 sierpnia 2025 at 14:42  Dodaj komentarz  

Sapere aude

Image
Enri Canaj

Mając do woli czas na nic nierobienie, zabieram się do filozofowania, bo i cóż lepszego mógłbym uczynić? Ten, kto nie zagłębiał się w ludzką mądrość nie zrozumie wiele z mojej postawy, gdyż rzeczy wyższe nie są mu znane. A przecież mądrość i filozofia mogą zdjąć z naszych barków bojaźń, frasunek i pożądliwość, uwolnić od ciężkich trosk. Kto się martwi tym od czego uchronić się niepodobna, ten żyć spokojnie nie może. Ale kto się nie boi trudów i śmierci, nie tylko dlatego, że są konieczne, ale że nie ma w nich nic straszliwego, ten będzie wiódł życie szczęśliwe. Kiedy człowiek przyjmie tę prawdę do wiadomości, nie będzie potrzebował już poradników psychologicznych proponujących dzieła różnych autorów, które po większej części są przepisywane jedne od drugich. Ich twórcy chcą być zwani guru, gdyż – jak mówią – napisali wiele użytecznych dzieł. Nie gardzę nimi, gdyż ich nie czytałem, lecz te ani porządne, ani piękne księgi nie zachęcają do poznania i obiecują tylko powierzchowne przyjemności.

Autorzy tych poradników i przewodników czynią z najmężniejszych jęczących z bólu i rozmiękczają ich umysły; mówią i utrzymują to, o czym wie każdy choć odrobinę wykształcony czytelnik. Ponieważ nie starają się o mądrość, zachwycają się nimi tylko ludzie tak samo jak oni sądzący. Ja natomiast wyrażam przekonanie, że pisać należy tak, by wszyscy odznaczający się dobrym smakiem czytać to z ochotą chcieli. Jeżeli moje teksty takie nie są, to nadal uważam, że w takiej właśnie formie przedstawiać je trzeba. Wróćmy jednak do filozofii i mądrości. Od dawna wiadomo, że leczą one choroby duszy, rozpraszają niepokoje, uwalniają od żądz i odpędzają próżną bojaźń. Ale ich moc nie działa jednako we wszystkich – najobfitszy plon uzyskują u ludzi o dobrej naturze. Albowiem nie tylko szczęście wspomaga odważnych, ale daleko bardziej rozum, który ich wzmacnia. To przykre, że tak mało ludzi rządzi się tymi zasadami, które sami wynaleźli i których ongiś bronili!

Image
Enri Canaj

Ilu jest naukowców, których sposób myślenia i obyczaje są takie, jakich wymaga rozum? Którzy nie popisują się na próżno swoją wiedzą, ale czynią z niej ostoję życia? Którzy słuchają Boga i są posłuszni Jego wyrokom? Widzimy ich tak nierozgarniętych i płochliwych, że lepiej gdyby się niczego nie nauczyli. Inni z kolei są chciwi i zrobią wszystko dla pieniędzy i chwały; ogarnięci pożądaniem wykazują dziwny rozdźwięk pomiędzy słowami i uczynkami. Powinni się tego wstydzić, gdyż występują przeciwko mądrości, w której uważają się za biegłych. Mądrość jest „uprawą duszy” (Cyceron i nast.): wykorzenia chwasty umysłu, przygotowuje go do przyjęcia „nowych nasion”, sprawia, że pięknie zakwita i owocuje. Podtrzymuje ona człowieka cierpiącego, który boryka się z ziemskim bólem i przemienia go w wielką słodycz. Mędrzec jest mężny w swojej udręce, nie bacząc na to, czy prześladujący go ból jest czy nie jest złem – on wzmacnia duszę, by go godnie znieść.

(więcej…)
Published in: on 19 czerwca 2025 at 15:45  Dodaj komentarz  

Pisarz i jego cień

Image
David Hurn

Horacy: „Po cóż tak miotać się w tym krótkim życiu, po co po wszystkiej kołatać się ziemi, skoro nie umkniesz przed sobą, ścigany myślami swymi?”.

1. Człowiek samotny ma swoją własną mowę, którą rozumieją jedynie najbardziej milczący i cierpiący. Jest to mowa bez świadków, a raczej „mimo świadków” (F. Nietzsche i nast.), przerywająca ukradkowo milczenie i dotykająca spraw, które go obchodzą. Życie samo nagradza taką postawę, obdarzając upartą wolą istnienia, delikatnością i współczuciem – są to cechy pisarza, który choć bolejący i pozbawiony szczęścia, przemawia jakby w nie obfitował. Jest on lekarzem i chorym w jednej osobie, walczącym z pesymizmem i znużeniem światem. Zwyciężając otrzymuje wielki dar, być może największy, jaki nam może zaoferować życie: osobiste zadanie i siły do jego wykonania.

2. Moje eseje są uzewnętrznieniem choroby i rekonwalescencji. Czy jest to tylko moje doświadczenie osobiste, przypadki pojedynczego człowieka? Sądzę przeciwnie – uważam, że moje teksty zostały napisane nie tylko dla mnie, lecz dla tych rzadkich, „najbardziej duchowych” i wiedzących ludzi, którzy przyjmują je otwartą duszą, i dla których prześledzenie mojej drogi jest prawdziwym pocieszeniem.

Image
David Hurn

3. Poznanie prawdy przynosi bezwzględny pożytek. Fakt ten został wielokrotnie dowodzony; bez wahania zatem trzeba się pogodzić z drobnymi i nieczęstymi przeszkodami, od których można chwilowo cierpieć. Przypomina to pracę chemika, który oparza się bądź truje, zanim osiągnie pożądany skutek. Tak samo jest z naszą kulturą, której Nietzsche zaleca posiadanie „maści kojących” i „gotowych odtrutek”.

(więcej…)
Published in: on 9 Maj 2025 at 10:05  Dodaj komentarz  
Tags:

Droga do doskonałości

Image
Werner Bischof

Wszyscy ludzie pragną dostępu do wiedzy i marzą o osiągnięciu doskonałości. Wiedza jest ostateczną instancją naszej duszy zdolną do naturalnego kreowania szczęścia – w nim zaś spoczywa spełnienie człowieczej egzystencji. Wielu jest pozbawionych tej umiejętności z powodu istotnych braków i przeszkód na ciele: jego części są ułomne i nieczułe na wyższe bodźce. Umysł z kolei hołduje niskim przyjemnościom i wszystko inne ma za nic, poza tym jest uwikłany w troski rodzinne i obywatelskie, które nie pozwalają na słodką bezczynność i oddanie się rozmyślaniom. Z drugiej strony są ludzie, którzy przyszli na świat w „nieodpowiednim miejscu” (Dante i nast.), to jest pozbawionym rzetelnego nauczania i troski o rzeczy ponadczasowe. Bez trudu można zatem spostrzec, iż garstka jedynie pozostaje tych, którym dane jest osiągnąć wiedzę a z nią ów stan zaspokojenia. Nieprzeliczone tłumy nadal łakną tego pokarmu.

Niektórzy pragnąc przerwać jakieś zło, sami do niego doprowadzają. Fakt ten jest spowodowany nie brakiem konkretnej wiedzy, lecz chęcią uniknięcia jeszcze większych przeszkód. Płyną zatem jak „łodzią bez żagla i steru”, niesieni do różnych portów i zatok, żyjąc raczej podług zmysłów niźli rozumu. Znają jedynie zewnętrzną powłokę rzeczy i nie dostrzegają dobra, które tkwi w ich przeznaczeniu do właściwego celu. Ludzie tacy szybko stają się pożądliwi i trudno ich zaspokoić, cieszą się z przyjemności i smucą z powodu smutków; często zmieniają zdanie i przyjaciół. Ogarnięci pasją nie tylko ich źle osądzają , lecz „siejąc złą sławę” skłaniają innych do błędnych osądów i pomniejszają dobro w każdej przedstawionej im osobie. Dlatego przyzwoity człowiek powinien ukazywać się niewielu, a w zażyłości być z „jeszcze mniejszą liczbą osób”, tak by jego imię nie było wystawione na szwank.

Image
Werner Bischof

Człowiek szlachetny lubi obdarowywać innych, stosuje przy tym trzy zasady: pierwsza to dawać wielu, druga – dawać „rzeczy pożyteczne”, trzecia – ofiarować nie będąc o to proszonym. Staje się w ten sposób podobnym Bogu, który jest najbardziej uniwersalnym „dobroczyńcą”. Działanie tej i innych cnót powinno być wolne a nie wymuszone, to znaczy dokonane wbrew woli i bez faworyzowania potrzebującego. Wielkość istoty ludzkiej wypływa z postępowania moralnego; jest to jej jedyne dobro, za pomocą którego zdobywa prawdziwy honor, godność, bogactwa, przyjaciół i moc. Człowiek jest najdoskonalszym stworzeniem w naszym uniwersum i jako jedyny otrzymał nadzieję przyszłego życia – gdyby go nie przyobiecano, bylibyśmy w gorszej kondycji niż zwierzęta. Jesteśmy więc wieczni i naszą nieśmiertelność widzimy już oczami wiary, lecz po drodze będziemy jeszcze na różny sposób doświadczani z powodu zmieszania pierwiastka śmiertelnego z nieprzemijającym.

(więcej…)
Published in: on 6 kwietnia 2025 at 8:06  Dodaj komentarz  

Ludzkie, nieludzkie

Image
Friedrich Nietzsche

1. Autor „Wiedzy radosnej” zapytuje dlaczego w życiu codziennym ludzie zwykle mówią prawdę? I dochodzi do wniosku, że nie ma to nic wspólnego z nakazem Boga. Mówimy prawdę, bo tak jest wygodniej – kłamstwo wymaga sprytu, udawania i niezłej pamięci. Aby wymyślić przekonujące kłamstwo, trzeba wynaleźć co najmniej dziesięć innych! W najprostszych relacjach międzyosobowych wygodniej jest zatem powiedzieć bez kłamstw: zrobiłem to, chcę tego, planuję tamto, aniżeli korzystać z drogi podstępu i obłudy.

2. Można komuś obiecywać działania, lecz nie uczucia, albowiem te są mimowolne. Kto obiecuje komuś kochać go bez przerwy lub zawsze być wiernym, obiecuje coś nad czym w gruncie rzeczy nie panuje. Postępki wypływają bowiem z tysiąca motywów: miłości, wierności, nienawiści etc.; do jednego postępku wiedzie wiele dróg.

3. Kto nie przeszedł przez rozmaite przekonania i kurczowo trzyma się tylko jednej opcji, bywa okrutny i „niepojętny”, nie uczy się nigdy niczego i nie odznacza się łagodnością. Jest wiecznie podejrzliwy i nie zna skrupułów, chwyta się „wszystkich środków”, by przeprowadzić swoje zdanie, ponieważ nie może przyjąć do wiadomości, że mogą istnieć inne zdania.

Image
Thomas Hoepker

4. Bóg pragnie, aby człowiek, nawet najokrutniej udręczony przez zło, nie wyrzekł się całkiem życia, lecz jak dawniej pozwalał się doświadczać. Oto dlaczego otrzymaliśmy nadzieję, o której buntownik Nietzsche pisze, że jest „najgorszym złem”, gdyż „przedłuża mękę ludzi”.

(więcej…)
Published in: on 8 marca 2025 at 12:12  Dodaj komentarz  
Tags:

Artysta w obliczu chaosu

Image
Lawrence Alma Tadema

Od dłuższego czasu zadaję sobie pytanie jak bardzo się zmieniłem. Może sporo jeżeli chodzi o zewnętrzność, lecz serce „zawieszone przez Boga” (Z. Krasiński i nast.) pozostało nieporuszone. Myślę w tych dniach daleko więcej o niebie niż o ziemi, gdyż ludzki dobrostan jest tylko „marą”, za którą nie warto gonić. Victor Cousin powiedział kiedyś: „Niech człowiek będzie nieszczęśliwy, byleby był wielki” i ja podzielam to zdanie. Wielkość to męka w milczeniu i nieużalanie się nad sobą, to gotowość do odepchnięcia świata, pogarda dla przyziemności. Czy wpływa na moje natchnienie? Piszę dużo i gorączkowo, z moich tekstów często wyziera rozpacz i czuję, że nadszedł czas, by wziąć się do „poezji czynów”, do oddania się społeczeństwu. Nie mam w sobie na tyle mocy, aby być przewodnikiem dusz, ale będę tym, czym Bóg mnie stworzył: po prostu dobrym. Moje dzieło nie dopełni się w jednej chwili, i trzeba tysiąca przeżyć, boleści i trudów, by mogło służyć innym, by wzrosło w szlachetność i dosięgło niebios.

Szlachetność, o której piszę jest „perłą”, jakiej nie można rzucić „ni w puchar miłości, ni w czarę zemsty”, lecz trzeba z nią milczeć i czekać aż objawi się Prawda. Jest ona najwyższą poezją, z której dobywa się piękno, powiewem nieśmiertelności, skrzydłem frunącym do Boga. Kłania się u stóp krzyża Chrystusowego, od którego odstępuje grzech, klęka przy wiecznym ołtarzu. Nad religię nie ma nic wznioślejszego i bardziej poetycznego; ziemia została zbawiona krwią naszego Pana rozlewającą się ze wzgórza Golgoty. On wziął na siebie nasze grzechy i cierpiał, aby ocalić świat, ale nie ten znikomy, mały, przesuwający się przed naszymi oczami, ale ów nadludzki i jedyny, obejmujący „cały porządek stworzenia”. Mieszka w nim trwałość i wielkość, a po tamtej stronie grobu – szczęście.

Image
Lawrence Alma Tadema

Niekiedy tracę zupełnie miłość i upodobanie do pisania, gubię pojęcia i wiarę. Są chwile, w których myślę, że w jakiejś części już umarłem, że jeszcze została we mnie tylko odrobina ducha, która mnie trzyma przy życiu. Myślę o rodzie ludzkim będącym przedmiotem literatury, człowieku, całym a nie z jednego kraju, jednego „łachmana czasu” czy przestrzeni. Literatura – o ile jest natchniona – zgarnia ku sobie wieczność i nieskończoność, i pełni poniekąd rolę religii, to jest mówi o najwyższych tajemnicach, które Bóg zadał istotom żyjącym. Rozprawia ona o „przeczuciach innego życia”, o wspomnieniach tego, co poprzedziło nasze przyjście, o nadziejach i bojaźniach na przyszłość, o tym wszystkim, co zowie się „uczuciem”: ograniczonym teraz na ziemi, a potem pozbawionym granic.

(więcej…)
Published in: on 9 lutego 2025 at 10:37  Dodaj komentarz  

Symfonia życia

Image
Teodor Axentowicz

Ten tekst jest drogą do wyzwolenia z duchowej udręki. Zdecydowałem się na jego napisanie, żeby przedstawić kilka osobistych uwag i zaprezentować się nowym czytelnikom. Mój „Dziennik estety” ukazał się w druku; jest to praca jeśli nie człowieka chorego, „to w każdym razie ozdrowieńca” (A. Gide i nast.), który niegdyś był niedysponowany. W książce tej jest pewna przesada, właściwa temu, kto chwyta życie bez zastanowienia; jest ona próbą zbliżenia się doń, sprawdzenia czy to istnienie jest realne. Nie mam zamiaru ograniczyć się tylko do jednej publikacji, pragnę wydać kolejne, poczuć ten stan swobody i „nieważkości”, utrwalić rysy bohatera podobnego do mnie a jednak zmyślonego. Osnową „Dziennika” jest cicha zgoda: głęboka „wierność serca i myśli”, która w dzisiejszych czasach jest czymś rzadkim. I jeśli widzowie oczekują znaleźć w nim sumę wszystkich ludzkich próżności, instynktów i żądz, to zapewne się zdziwią, że książka ta stanowi obraz „wyrzeczenia” i pogodzenia z losem.

Dla swojej pracy wybrałem tytuł nieco uduchowiony, choć w gruncie rzeczy prozaiczny. Zabrałem się do niej po licznych przygotowaniach otwierając świat rzadko widziany, o „nigdy nie wdychanych woniach”. Jej zręby powstały w hospicjum, gdzie spędziłem czternaście miesięcy, usiłując zapomnieć o wszystkim co niesie z sobą życie i co zdobył wcześniej mój umysł. Proces anihilacji był powolny i żmudny; była to rzecz silniejsza od wszystkich „nauk narzuconych przez ludzi”. A jednak przetrwałem i nikt nie uwierzy jak wielkich wysiłków wymagało ode mnie ponowne „zainteresowanie się życiem”, jego namiętne pragnienie. Mój ziemski byt próbował wybrać właściwą drogę, lecz gdy o tym pomyśleć, każdy wybór jest trudny; straszna jest wolność, którą „przestała kierować powinność”. Szukałem wyjścia w obcych krainach, wśród zmiennych i stopniowych pozorów, nie oceniając czy ludzkie działanie jest dobre czy złe. I zapragnąłem kochać nie troszcząc się o to kim jest drugi człowiek.

Image
Teodor Axentowicz

Chciałbym przemawiać poufnie, przyjść, kiedy kartkujecie moją książkę, szukając w niej więcej niż kiedykolwiek objawiła. Napisałem ją dla Was, poświęcając powolne i ciche godziny; niekiedy nachodziła mnie myśl, aby stworzyć coś, co będzie zupełnie pozbawione „osobistej myśli czy wzruszenia”: zwierciadło, w którym widz ujrzy tylko siebie. Czy to w ogóle możliwe? W każdym z nas tkwią różne ewentualności, zawsze robimy tylko to, czego w istocie nie możemy pojąć. Wikłamy się w przebiegający czas wyczerpując ciało i duszę,  odrywając je od Boga. Jak długo będzie trwał ten proces? Czy kiedy minie, będziemy mogli naprawdę żyć? Uczucie pełni jest możliwe, lecz jeszcze nieosiągnięte; odzywa się niekiedy, na przemian odchodząc i wracając. Człowiek chciałby pogrążyć się w jego żywiole, ujrzeć rozwiązanie, przywrócić oczom „nowe widzenie”. Istotą życia jest nie uleganie pragnieniom, lecz gotowość do przyjęcia tego, co ze sobą niesie. Ludzie powinni oczekiwać na to, co się do nich zbliża, ale też pragnąć tego, co się już ma. To żądanie jest właśnie miłością!

(więcej…)
Published in: on 2 stycznia 2025 at 20:32  Dodaj komentarz  
Tags:

Pisarz naszych czasów

Image
„Sokół maltański”

Często sobie zadaję pytanie, czego ja właściwie szukam w literaturze? Kwestię tę mógłby postawić z równym skutkiem Faust albo narrator „W poszukiwaniu straconego czasu”, i może lepiej w takiej sytuacji zapytać się: czego literatura wymaga ode mnie i jakie konkretne obowiązki nakłada? Odpowiedź jest niejednorodna: Szukam mocnych wzruszeń i duchowej głębi, a także doświadczeń intelektualnych, bolesnej rzeczywistości i abstrakcji za nią się ukrywających. Myślę też o rozdarciu, jakie serwuje dobra książka i smutku z niej wypływającym. W tym subiektywnym splątaniu zatraca się moralna prawda i „wzniosła norma” (Z. Herbert i nast.), które tak bardzo chciałbym naśladować. Zresztą wolę sztukę przeżywać aniżeli się jej bez końca oddawać. Wolę, żeby nie była czymś poza mną, lecz „osobistą sprawą”, tym, co pochwala życie w pełni, a nie ustawia się wbrew jego porządkowi.

Przychodzą chwile, kiedy biorąc do ręki jakąś książkę, spostrzegam ze zgrozą, że nic z niej nie rozumiem. Co więcej, nie rozumiem czasem moich esejów i opowiadań! Mam kilku inteligentnych odbiorców, „małą garstkę” tych, którzy są moją nadzieją i w ramach dobroczynności pochylają się nad moimi tekstami, próbując wyłuskać z nich sens. Dusze te rozpraszają moją samotność, zbliżając się w milczeniu i cierpliwie racząc „płodami” mego ducha. Duch ten nie jest wprawdzie święty, lecz bardzo pozytywny i zdradza predylekcje do pewnych koncepcji literackich, do pism starych mistrzów, których usiłuje naśladować. Rzuca się zatem od Montaigne’a do Faulknera, i od Balzaka do Krasińskiego, zaznając przy nich intelektualnej i estetycznej ekscytacji. Wyraża się ona w twórczości o dużym napięciu emocjonalnym i skromnym udziale intelektu. Wiem, że brakuje mi dużo do tych mistrzów, toć jednak nie chcę ich pozostawić bez osobistego komentarza. I to jest wytłumaczeniem mojego pisarstwa.

Image
„Sokół maltański”

Teraz czas na wyznania! Z satysfakcją przyjmuję pomoc ze strony bliźnich, która porusza we mnie uczucia wdzięczności, a jednak często pragnę od ludzi czego innego, czegoś znacznie więcej niż mogą mi dać, albo niż na to zasługuję. Czy jest w tym pycha? Rozumiem dobrze sens cierpienia, które nie zawsze wiąże się z „logiczną strukturą świata”, oraz ofiary, z którą można zrobić co się chce, tak bardzo jest ona nieludzka. Nie rozumiem natomiast słowa „szczęście”, choć jest zaprzeczeniem innego słowa: „wyrzeczenie”. To wszystko są jednak pojęcia, a co z faktycznymi przeżyciami? W przeżyciach jest „całe morze” impulsów: czułość, dobroć, wstyd, tęsknota i obojętność. Na przykład nie potrafimy niczego oddać i czujemy się całkiem bezradni, wybieramy zło i trudy, nie chcemy się zrewanżować. Tymczasem pojawia się Bóg, podaje rękę i podnosi z kolan, wyznacza „kierunek” naszym czynom i pociąga w górę, gdzie jesteśmy najbardziej intymni, oryginalni i bezinteresowni.

(więcej…)
Published in: on 3 grudnia 2024 at 10:12  Dodaj komentarz  

Era informacji

Image
Chien-Chi Chang

Ponad sto lat temu w jednym z dzienników Aleksander Błok zaznaczył: „Ażeby pisać w jakimś języku, należy władać tym językiem, a przynajmniej być piśmiennym”. Niezły przyczynek dla wszystkich posługujących się wątpliwą polszczyzną i dukających w mediach społecznościowych, które zabierają człowiekowi czas i zużywają jego siły. Zastanawiam się czy warto poświęcić temu zagadnieniu mój obecny esej, lecz chyba nic z tego nie wyjdzie, mimo że sam pomysł jest przedni. Nie mam geniuszu dwudziestowiecznych literatów, choć pozostaję w ścisłym związku z teraźniejszością i jestem gotów nad nią zapłakać. Nadszedł czas, kiedy trzeba rozstrzygnąć co z dalszym życiem, ponieważ ono nie może dłużej czekać. Wspominam minione lata i ucieleśniam każdą chwilę, utrwalam je w swej pamięci. Wloką się one za mną, porażające i zagadkowe, wywracając na nice to, co w mym losie wielkie i niezatarte.

Nadchodzi zimowy zmierzch. O tej porze dnia powietrze zastyga w kłąb pary, zauważalnie tężeje, dławi przypadkowe aromaty. Ogarnięty zadumą ślęczę przed ekranem a popołudniowe godziny posuwają się karawanami. Pobliska rzeka jest niema, próbuje szeptać pod lodem, nuci jakąś odwieczną pieśń, która zastyga w szybkim zmroku. Drzewa uwolnione od dręczących promieni słońca zrzucają brzemię zimy – prostują się odmłodzone na wietrze i drżą tajemnicą przyszłej wiosny. Każdy wers jest niczym modlitwa ułożona przez natchnionego „poetę – apostoła” w jakiejś nieziemskiej ekstazie, kryje się w nim niechybny Bóg. Taka jest ta proza i takie jest prawdziwe natchnienie: należy walczyć o nie jak o wiarę, odrzucić wszelki scjentyzm. Dziś opadły już trujące kwiaty czystego ateizmu,  lecz „stare drzewo” wszędobylskiego relatywizmu kwitnie i zielenieje pośród resztek metafizyki i mistyki. Nauka pędzi naprzód niepowstrzymanym strumieniem przeganiając z oczu wstydliwość i miłość – uciekają przed nią wirując w gniewie i złości. Cóż za upadek!

Image
Chien-Chi Chang

Istota ludzka stając się coraz bardziej przeintelektualizowaną czuje potrzebę utajnienia swojego bytu, stąd też nie unikając codziennych aktywności, dla swych natchnień szuka nocy, a dla nadziei – cienia. Dlatego współczesna literatura jest otulona „nieprzeniknioną zasłoną”, próżno w niej szukać czegoś uchwytnego. Dochodzi do tego fakt, że niektórzy z braku odpowiednich talentów bądź umyślnie, zaciemniają sens swoich utworów, wskutek czego zatracają one charakter dzieła sztuki i stają się niezrozumiałą formułą. Ukrywając się w „czystych strugach przejrzystego potoku” mącą jego krystaliczność i zakłócają miarowy bieg do ujścia. Geniusz, niepojęty dla głupców, objawia się wszystkim, którzy są tego godni, i którzy nie gnuśnieją w ciężkim nieuctwie. Szuka on gruntu podatnego na zasiew: ducha wysubtelniałego „w ogniu doświadczeń”, przekraczającego granice poznania. Pod tchnieniem wiosennego wiatru zbudzą się świeże siły i wzrośnie „Nowe”: jeszcze nieznane i mgliście tylko przeczute.

(więcej…)
Published in: on 3 listopada 2024 at 11:45  Dodaj komentarz  

Ojciec

Image
Thomas Hoepker

Zawsze powtarzał, że życzliwa przyroda, dobrzy ludzie za towarzyszy i oddana, „zapalczywa robota” (S. Witkiewicz i nast.) wystarczą, aby życie było udane. Mówił, że trzeba wymagać od siebie dużo, a ludziom dać jak najwięcej. Zachęcał, abym ćwiczył swój styl i zwracał uwagę na składnię (to moja słaba strona), żywo przyglądał się naturze i myślał o jej boskim kunszcie. Prosił, żebym pisząc myślał o czytelnikach, o tym, co ich naprawdę obchodzi i co do mnie mówią. Chciał, abym kształtował swoją zdolność literacką na wzór umiejętności współodczuwania i niesienia pomocy innym – „czynem czy słowem”. Upraszczał i rozjaśniał drogi mego życia; chciał, aby sztuka zawojowała mój umysł a zdolność empatii wypełniła czucie. Nalegał, aby we mnie nie było karierowiczostwa lub marnych przeżyć wynikających z próżności i zawiści. Pragnął, żeby moje próby stały się dowodem prawdziwości wielu teorii o sztuce i powstawały bez bólu… Ojciec.

Widział, że jestem szczęśliwy dzierżąc literaturę w dłoni i biegnąc prosto przed siebie. Sztuka, którą tak lubię i którą tak naturalnie się posługuję, wytyczyła cel mego życia, tak inny od dążeń wielu ludzi, którzy nie wiedzą nic o sobie i bezskutecznie szukają poza sobą „jakiegoś autorytetu”. Sprawiła to miłość ojca i jego postawa, żeby w dziecku widzieć człowieka, a w jego niezdarnych usiłowaniach ujrzeć i pojąć przyszły talent. Kochał mnie niezależnie od tego, co robiłem; mówił, że mogę być nawet mleczarzem czy konduktorem, bylebym miał „wzniosłą duszę” i kochał  mądrość. Niósł w sobie radość i jasność. Było mi dzięki temu lepiej, aniżeli sam sobie uświadamiałem, lepiej dla określenia i ustalenia swojej pozycji w życiu. Ojciec gardził wszelką pozą, którą pojmował jako brak prostoty, zafałszowanie i nieokazywanie prawdy. Nieważne, czy ktoś będąc złym kreuje się na dobrego, czy na odwrót – mówił. – Jeden i drugi „pozuje”, udaje albo poddaje się nieczystym zakamarkom duszy.

Image
Thomas Hoepker

Wyczuwał w ludziach fałsz i obojętność, które więziły dobre porywy serca i ciche wzruszenia; nie wątpił, że prowadzą do nieszczęść, nieporozumień i zubożenia ducha. Błagał, aby nie wstydzić się pięknych odczuć, przełamywać się w złu i być sobą. Znał przykłady osób, które przeżyły „najgorsze, najboleśniejsze dni” bez sensu i zatruwały los innym tylko z powodu złości. Ojciec był przyzwyczajony do bezinteresowności: dając innym nie pytał, co oni dadzą mu w zamian i nie osądzał źle tego, kto wziąwszy przysługę, zapomniał podziękować. Z drugiej strony nigdy nie postrzegał mnie w kategorii swojej własności, „inwentarza domowego”, obowiązanego do wysługiwania się. Kochając szanował moją niezależność, akceptował potrzeby. Niekiedy cierpiał widząc jakąś oznakę samolubstwa, oschłości serca, braku współczucia – dopiero teraz wiem do jakiego stopnia.

(więcej…)
Published in: on 3 października 2024 at 9:17  Dodaj komentarz  
Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij