Strojenie. Głosy z marginesu
Podcast eseistyczny o tym, co zwykle wybrzmiewa zbyt cicho, zbyt późno albo nie tam, gdzie powinno zostać naprawdę usłyszane.
Punktem wyjścia są rozmowy — z artystkami, aktywistkami, z tymi, które żyją i pracują na styku sztuki, polityczności, kruchości i przetrwania. „Strojenie” nie zatrzymuje się jednak na formule wywiadu. To forma montowana, w której rozmowa spotyka się z esejem, komentarzem, cytatem, intymnym monologiem i próbą uchwycenia tego, co często pozostaje rozproszone, niespójne i niewygodne.
To podcast o marginesie rozumianym nie jako peryferium, lecz jako szczególne miejsce widzenia. O perspektywie wyrastającej z doświadczenia wykluczenia, przeciążenia i nieprzystawania, ale także z potrzeby tworzenia własnych języków, własnych obrazów i własnych sposobów bycia razem.
Interesuje nas to, jak brzmią dziś doświadczenia queerowe i feministyczne, kiedy przestaje się je wygładzać. Jak mówić o sztuce, pracy, ciele, chorobie, przemocy, ambicji, klasie, zmęczeniu i pragnieniu, nie zamieniając ich w gotowe hasła. Jak słuchać głosów, które nie mieszczą się w centrum, a jednocześnie właśnie z tej pozycji najcelniej opisują rzeczywistość.
Episodes

4 days ago
4 days ago
Simona stroi się z Agą Szreder — w rozmowie o przyjemności, która się należy, chociaż wszystko wokół uczyło, że trzeba na nią zasłużyć, odłożyć ją na później albo oddać komuś innemu.
Seksualność wraca tu jako miejsce emancypacji, ale też jako przestrzeń przejęta przez lęk, religię, wstyd, fetyszyzację i cudze fantazje. Orgazm, aborcja, menopauza, postpornografia, glina, malowanie i głód uznania układają się w opowieść o ciele, które przez lata szybciej uczyło się napięcia niż rozkoszy.
Postpornografia pojawia się jako próba zmiany sceny: odzyskania obrazu seksu, spojrzenia i prawa do bycia obecną bez wstydu. Ale inny obraz nie zawsze wystarcza. Nawet tam, gdzie seksualność miała zostać uwolniona, wracają hierarchie, projekcje, fetysze i stare mechanizmy władzy.
Przyjemność splata się tu ze zgodą, granicami i pragnieniem, które nie zawsze przychodzi w gotowej formie. Czasem trzeba dopiero stworzyć warunki, w których ciało może usłyszeć własne „chcę”. Czasem ważniejsze okazuje się „nie chcę” — wypowiedziane bez tłumaczenia, bez wdzięczności i bez przepraszania.
Sztuka daje rozkosz w procesie: w dotyku materiału, w ruchu ręki, w pracy z obrazem, w momencie, kiedy ciało robi coś po swojemu. A potem trafia na rynek, ocenę, instytucje, recenzje, pieniądze i serduszka na Instagramie. To, co było przyjemnością, natychmiast zostaje zapytane o wartość.
Pod spodem pracuje głód: ludzi, dotyku, bezpieczeństwa, potwierdzenia, że można być tutaj naprawdę. Przyjemność nie jest tu ładną afirmacją ani dodatkiem do życia. Jest prawem, które trzeba odzyskiwać kawałek po kawałku.

Thursday May 28, 2026
Thursday May 28, 2026
Simona stroi się z Patrycją Dołowy — o sztuce, która daje miejsce, choć rzadko daje zabezpieczenie.
Słowo „artystka” w tej rozmowie nie pojawia się jako oczywista etykieta. Raczej jako coś, do czego dochodzi się przez ostrożność, rodzinny lęk przed niepewnym zawodem, biologię wybraną jako bezpieczniejsza noga, pisanie do szuflady, czarną teczkę z pracami i długie rozdzielanie światów, które trudno było ze sobą pogodzić. Patrycja Dołowy opowiada o twórczości jako przestrzeni, w której można wreszcie oddychać własnym językiem, choć zanim ten język zostanie usłyszany, trzeba jeszcze przejść przez wstyd, syndrom oszustki i cudze oczekiwania.
Dalej rozmowa odsłania codzienność artystycznego życia: rozpoznanie bez stabilności, zachwyt bez przelewu, widzialność wymagającą twarzy, ciała i historii. Instytucje chcą gotowych opisów, wydawnictwa patrzą na zasięgi, granty każą przewidywać przyszłość, a rynek bardzo szybko uczy się opowiadać osobę razem z jej pracą. Twórczość zaczyna więc działać szerzej niż dzieło — obejmuje język o sobie, relacje, dokumentację, drugie źródła utrzymania, odmowy i ciągłe dopasowywanie własnej praktyki do formatów, które decydują o dostępie.
Simona i Patrycja rozmawiają też o sztuce jako schronieniu. Literatura pozwala się ukryć, teatr oddaje głos komuś innemu, performans wystawia ciało, a trauma potrafi wrócić jako materiał, którego nie da się już odłożyć poza pracę. W tej przestrzeni jest wolność, lecz jest też koszt: ryzyko, że własna biografia zacznie pracować za dużo, że twarz stanie się częścią wartości, że pomysł oddany w formularzu wróci kiedyś w cudzym, bezpieczniejszym języku.
To odcinek o życiu po zachwycie. Po zdaniu „to było ważne”, po dobrym odbiorze, po zaproszeniu, po chwilowym świetle. Zostają rachunki, zmęczenie, kolejny wniosek i pytanie, jak tworzyć dalej, kiedy sztuka jest jednocześnie domem i miejscem, które trzeba utrzymać własnym kosztem.

Friday May 15, 2026
Friday May 15, 2026
Simona stroi się z Sylwią Chutnik — w miejscu, gdzie queer przestaje być modny.
Ten odcinek wychodzi od obrazów, które zostają w ciele na długo po wyłączeniu telewizora. Sylwia Chutnik wraca do Jaworowicz, TVP, MTV, Lalamido, kampu, punku, piór, cekinów i całej tej popkulturowej materii, z której w Polsce kleiły się pierwsze queerowe rozpoznania. Mainstream pojawia się tu jako przestrzeń podejrzana i formacyjna zarazem: pełna klasowych napięć, cudzych formatów i obrazów, które potrafiły przypadkiem otworzyć komuś wyobraźnię.
Dalej rozmowa prowadzi do pytania, co dzieje się wtedy, kiedy centrum nasyca się marginesem. Kiedy queerowe i transowe historie przez chwilę krążą jako znak postępu, a później zostają odłożone jak temat, który przestał pracować. Simona i Sylwia rozmawiają o widzialności bez zaplecza, środowisku mylonym ze społecznością, solidarności, która pięknie brzmi, dopóki nie trzeba kogoś naprawdę utrzymać, obronić albo złapać, kiedy spada.
Wracają Kłirówy, teoria pedalska, przechwytywanie słów, czarny humor, terapia i śmiech, który pojawia się tam, gdzie powaga zaczyna działać jak kolejna forma dyscypliny. Finał schodzi w pamięć, zachwyt i materialne ślady: queerowe pielgrzymki, ziny, ulotki, listy, archiwum robione własnymi rękami. Po sezonach widzialności zostaje własny pokój, własny ton, ciało płacące za uczestnictwo więcej niż inni — i decyzja, żeby robić swoje bez czekania, aż centrum przypomni sobie, że istniejesz.

Friday Apr 24, 2026
Friday Apr 24, 2026
Simona stroi się z Emilią Wiśniewską — tam, gdzie kończy się tzw. bezpieczna przestrzeń.
Ten odcinek schodzi pod powierzchnię queerowego aktywizmu i pyta nie o deklaracje, tylko o mechanizmy. Emilia Wiśniewska opowiada o środowisku, w którym krążą ostrzeżenia, półjawne historie, ciche listy nazwisk i wiedza przekazywana szeptem, a mimo to oficjalny język nadal obraca się wokół troski, inkluzywności i bezpieczeństwa. Zamiast wspólnoty, która potrafi reagować, wyłania się układ oparty na reputacji, zależnościach, przemilczeniach i ochronie własnego wizerunku.
Rozmowa dotyka przemocy seksualnej, mobbingu, transfobii i systemowego unieważniania głosu osób, które próbują mówić z niewygodnego miejsca. Chodzi tu także o warunki, w których osoby trans funkcjonują w aktywizmie: bywają widzialne jako symbol, dowód postępowości albo potrzebna twarz, ale dużo rzadziej dostają realną sprawczość, bezpieczeństwo i możliwość mówienia własnym głosem bez sankcji. Pojawia się pytanie o to, kto naprawdę ma prawo reprezentować, kto zbiera kapitał z cudzych doświadczeń i kto zostaje uciszona, gdy przestaje wzmacniać oficjalną narrację.
Simona i Emilia przyglądają się też temu, jak środowiska równościowe uczą milczenia. Nie zawsze przez zakaz. Częściej przez atmosferę, relacje, granty, sojusze, niepisane zasady i lęk przed społeczną karą za „psucie atmosfery”. Bezpieczniejsza przestrzeń przestaje być wtedy praktyką, a staje się dekoracją: hasłem do odczytania, procedurą na papierze, znakiem rozpoznawczym, za którym może kryć się dokładnie ta sama przemoc, przed którą dane miejsce miało chronić.

Tuesday Apr 07, 2026
Tuesday Apr 07, 2026
Simona stroi się z Betty Q — kiedy wszystko jest rozstrojone.
Ta rozmowa wyrasta z doświadczenia przeciążenia: z bólu, z wyczerpania, z życia prowadzonego w rytmie, którego ciało coraz wyraźniej nie wytrzymuje. Betty Q mówi o fibromialgii, o pracy wykonywanej własnym kosztem, o widzialności wymagającej formy, energii i gotowości nawet wtedy, gdy wszystko zaczyna się rozsypywać. W miejsce scenicznego wizerunku wchodzą tu rzeczy zwykle spychane na margines: ograniczenie, zależność, codzienna walka o podstawowe funkcjonowanie.
W rozmowie wybrzmiewa też materialny i polityczny wymiar tego stanu. Praca w kulturze, queerowym środowisku i obiegach równościowych odsłania swój rachunek: chroniczne niedofinansowanie, symboliczne gesty zamiast realnego wsparcia, uznanie pozbawione zaplecza. Scena przestaje być przestrzenią oparcia, a staje się miejscem dalszego zużycia. Razem z tym przychodzi pytanie o cenę wieloletniego działania na froncie.
Między Simoną a Betty Q pojawia się wspólna częstotliwość: próba uchwycenia nowej formy obecności, pracy i ekspresji. Stawką staje się relacja z własnym ciałem, inne tempo, inny ciężar gestu, inny sposób bycia na scenie i poza nią. To rozmowa o szukaniu formy, która pomieści kruchość, ból i sprawczość jednocześnie.

Wednesday Mar 11, 2026
Wednesday Mar 11, 2026
Prolog podcastu „Strojenie. Głosy z marginesu”.
Simona zaprasza do swojego salonu, gdzie zaczynają się rozmowy z osobami, z którymi dzieli lata pracy w kulturze.
To odcinek o punkcie zero po latach funkcjonowania w systemie: o zmęczeniu, pustym pokoju jako przestrzeni mówienia bez udawania i o rzeczach, które zwykle krążą tylko szeptem — hierarchiach, przemilczeniach, kosztach pracy i lęku przed utratą dostępu.
„Strojenie” jest podcastem eseistycznym o tym, co zwykle wybrzmiewa zbyt cicho, zbyt późno albo nie tam, gdzie powinno zostać naprawdę usłyszane.
Punktem wyjścia są rozmowy — z artystkami, aktywistkami, z tymi, które żyją i pracują na styku sztuki, polityczności, kruchości i przetrwania. „Strojenie” nie zatrzymuje się jednak na formule wywiadu. To forma montowana, w której rozmowa spotyka się z esejem, komentarzem, cytatem, intymnym monologiem i próbą uchwycenia tego, co często pozostaje rozproszone, niespójne i niewygodne.
To podcast o marginesie rozumianym nie jako peryferium, lecz jako szczególne miejsce widzenia. O perspektywie wyrastającej z doświadczenia wykluczenia, przeciążenia i nieprzystawania, ale także z potrzeby tworzenia własnych języków, własnych obrazów i własnych sposobów bycia razem.
Interesuje nas to, jak brzmią dziś doświadczenia queerowe i feministyczne, kiedy przestaje się je wygładzać. Jak mówić o sztuce, pracy, ciele, chorobie, przemocy, ambicji, klasie, zmęczeniu i pragnieniu, nie zamieniając ich w gotowe hasła. Jak słuchać głosów, które nie mieszczą się w centrum, a jednocześnie właśnie z tej pozycji najcelniej opisują rzeczywistość.








