Tytułem wstępu, wyrok Sądu jest dla mnie niezrozumiały z powodu zignorowania przez Sąd dowodów które zaprzeczają ustaleniom faktycznym poczynionym przez Sąd – albo całkowitego poprzez niewspomnienie ich w uzasadnieniu, albo praktycznego przez lakoniczne stwierdzenie w rodzaju „nie miało znaczenia dla sprawy”, z powodu zignorowania wniosku dowodowego, a także sprzeczności wewnętrznej w samym rozumowaniu Sądu przedstawionym w uzasadnieniu. Te rzeczy są, mówiąc kolokwialnie, bez sensu, gdy Sąd stwierdza, że zeznania są wiarygodne, mimo że czarno na białym widać że są sprzeczne z dowodami – które Sąd pominął. Zignorowane zostało np. stwierdzenie biegłego, wprost twierdzącego że nie jest specjalistą który ma kompetencje by odpowiedzieć na zadane pytanie. Jednocześnie proszę również by Rzecznik ocenił czy zarzuty podniesione w apelacji dotyczące kwalifikacji czynu są zasadne.
Zanim przejdę do szczegółów, chciałbym zaznaczyć, że w mojej intencji było przytoczyć konkretne miejsca i cytaty w aktach, by odnieść się do konkretnych kart w aktach (choć nie jest to obszerna sprawa, 8 tomów akt), ale próbując, okazało się, że nie jestem w stanie przeglądać ich w wystarczającym skupieniu w czytelni akt, a nie stać mnie na skopiowanie wszystkiego.
1. Jednym z podstawowych problemów w sprawie jest ocena wiarygodności zeznań. Sąd na str. 10 uzasadnienia zauważa problem wynikający z braku innych świadków i skromności innych dowodów, i związaną z tym istotność kwestii oceny zeznań pokrzywdzonej i oskarżonego. Z tego co rozumiem, w prawie ocenia się wiarygodność zeznań biorąc pod uwagę ich spójność wewnętrzną, zewnętrzną (z innymi dowodami) i konsekwencję. Wydawałoby się, że oznacza to, że Sąd ocenia czy np. zeznania pokrzywdzonej pokrywają się z zeznaniami innych świadków, czy nie stoją w sprzeczności z innymi dowodami, czy zeznania mają sens jako ciąg wydarzeń który mógłby się realistycznie wydarzyć. Jak to wyglądało w praktyce?
Sąd nie bierze pod uwagę:
a) Pokrzywdzoną zeznającą że używanie przez nią narkotyków (amfetaminy) było incydentalne, albo zasłaniającą się niepamięcią (zeznania przed sądem). Zeznania te stoją w całkowitej sprzeczności z wypowiedziami J. Żabickiej, która – będąc przyjaciółką pokrzywdzonej – pisze o tym, że „była przerażona ilością”, „brała 5x więcej amfetaminy niż ja” (rozmowa z oskarżonym k. 185-217, zeznania przed sądem k. 423/4)
Samo w sobie używanie narkotyków nie jest koniecznie istotne dla sprawy, ale na zdrowy rozum wydawałoby się że skoro pokrzywdzona kłamie w tej sprawie (a należałoby raczej uznać za bardziej wiarygodną twierdzenia przyjaciółki w swobodnej prywatnej rozmowie gdzie nie miała ona żadnej motywacji by kłamać bądź oczerniać pokrzywdzoną – w istocie w trakcie tej rozmowy namawia ona oskarżonego do wyrozumiałości i powrotu do związku).
b) Pokrzywdzona stara się zaprzeczać temu że miała urojenia (w istocie fakt że temu zaprzecza oznacza dwie rzeczy: albo kłamie przed sądem, albo nie jest świadoma że w istocie je miała, obie możliwości wskazują na niewiarygodność jej zeznań). Kwestia ta powtarza się w zeznaniach i przy wielu zeznaniach zadawane są o to pytania. Odpowiedzi są różne (od zaprzeczeń przez matkę, po potwierdzenie przez S. Olszara), ale kluczowe dla uznania że pokrzywdzona nie mówi przed sądem prawdy powinny być trzy dowody – znów kompletnie przez Sąd zignorowane – zeznania sąsiadki Mielcarz (k.165), stwierdzające na ile to możliwe dla obcej osoby, niezrozumiałe zachowania pokrzywdzonej, słowa Żabickiej w kluczowej, zignorowanej przez Sąd rozmowie (k. 185-217) i zeznaniach, oraz, złożone jako dowód zdjęcie smsa wysłanego przez pokrzywdzoną do oskarżonego, że sąsiedzi ją znowu podsłuchują, z lutego 2020, podczas gdy zeznając przed Sądem pokrzywdzona stara się przekonać Sąd, że te urojenia były to zarówno krótkotrwałe (okolice sylwestra) jak i prawdziwe. Co ciekawe, najwięcej o samych urojeniach mówią zeznania matki pokrzywdzonej przed sądem „przez dwa tygodnie była przestraszona, bo oni nagrywali filmik, bała się czy nie zamieszczą go w internecie”
c) Zignorowanie przez Sąd próba mataczenia pokrzywdzonej. Swiadek Mielcarz zeznaje w śledztwie i potwierdza te zeznania przed Sądem, że pokrzywdzona mówiła, że oskarżony ją jeszcze nachodził i się jej wygrażał (k.166). Jest to nieprawda – pokrzywdzona zeznaje jeszcze w śledztwie (k.38), po rozmowie z Mielcarz, że nie miała po 23.IV więcej kontaktu z oskarżonym. Wydaje się oczywiste dla każdego że jeśli ktoś okłamuje świadka w prywatnej rozmowie by przedstawić się jako nękana ofiara, to z nadzieją że wpłynie to na proces, i że taka osoba nie jest może aż tak znowu wiarygodna. Ale Sąd na ten temat nigdy nic nie stwierdził.
d) Twierdzenia o krzyczeniu i wzywaniu pomocy stoją w sprzeczności z zeznaniami sąsiadów (Mączyński i Mielcarz), którzy zaprzeczają temu by cokolwiek słyszeli. A przecież pokrzywdzona twierdzi że krzyczała wiele razy, że była przerażona, że chciała skakać z 3 piętra. A także, że ściany są tak cienkie, że wszystko słychać (co jest potwierdzone przez np. Żabicką, Jaworską)
e) Twierdzenie pokrzywdzonej odnoszące się do kwestii komputera. Otóż pokrzywdzona używa 3 argumentów by zaprzeczyć twierdzeniu oskarżonego że dostał go w prezencie. Raz, że miała go dać matce (zapytana o to D. Jaworska w zeznaniach twierdzi że nic o tym nie wiedziała), że potrzebuje go na studia, i ze jeszcze nie miała nowego komputera (k.87) (który planowała kupić). To ostatnie twierdzenie stoi w sprzeczności z historią operacji konta pokrzywdzonej gdzie widnieje przelew za komputer z dnia 15.IV (tj tydzień przed), oraz z późniejszymi twierdzeniami że „chyba stał nierozpakowany w kuchni” (zeznania przed Sądem, k.962).
f) Zeznania pokrzywdzonej co do samego zdarzenia są w większości spójne. Jednak wiadomo z zeznań innych świadków, że pokrzywdzona spisała swoje zeznania (w istocie, problemem jest to, że 5 świadków z tzw. grupy poliamorycznej wezwanych do sprawy po wskazaniu ich przez pokrzywdzoną to świadkowie którzy zeznali że ich wiedza na temat zdarzenia ogranicza się do przeczytania opisu zdarzenia który pokrzywdzona im wysłała. W jaki sposób miałoby to potwierdzać zeznania pokrzywdzonej bardziej niż skserowanie fałszywego świadectwa miałoby potwierdzać jego prawdziwość, to trudno pojąć ale Sąd tak przyjmuje…
Można też wspomnieć, że ci świadkowie zostali wybrani pod kątem konfliktu z oskarżonym, co porusza mec. Klimczak, adwokat z urzędu, w odpowiedzi na akt oskarżenia.
Niemniej mimo tego istnieje jeden fragment który budzi wątpliwość. W pewnym momencie, jak zeznaje pokrzywdzona na etapie śledztwa, oskarżony miałby wyjść do kuchni po wodę, zostawiając ją samą w pokoju. I… nic. Pokrzywdzona, twierdząca że (od początku, przypomnę że w swoich zeznaniach zdarzenie zaczyna się od przemocy) bała się tak bardzo że chciałaby wyskoczyć przez balkon żeby się wydostać, nie robi absolutnie nic. Po latach przed, spytana o to przed Sądem twierdzi „Ja dzisiaj już tego nie pamiętam (…)” (k.964?966). Jest to jedyny błąd w spisanej przez pokrzywdzoną historii – historii która nie została zrelacjonowana bezpośrednio po zdarzeniu, czy to matce w rozmowie telefonicznej, czy partnerowi pokrzywdzonej (Olszar, mówiący o tym, że pokrzywdzona nie mówiła zbyt wiele gdy spotkali się jeszcze tej samej nocy), a została spisana przez pokrzywdzoną i wysłana do wspólnych znajomych pokrzywdzonej i oskarżonego oraz jako zawiadomienie na Policję.
Dodam, że Sąd w uzasadnieniu stwierdza, że „na żadnym etapie postępowania Joanna Kuryłło powyższych czynności [narkotyków] nie ukrywała, co w świetle dowodów jest twierdzeniem absurdalnym.
2. Pominięcie dowodów. Sąd pierwszej instancji pominął w uzasadnieniu wiele dowodów (np. zeznania Mielcarz, rozmowę z Żabicką, wyszczególnione w apelacji). O ile rozumiem, kasacja odnosi się do wyroku 2 instancji, w którym z uwagi na to że nie jest w formie tabelkowej, nie rzuca się tak w oczy to jednak w uzasadnieniu nie ma wzmianki ani o rozmowie, ani o zdjęciu pokrzywdzonej w sytuacji zapalenia atopowego skóry 6 miesięcy wcześniej, ani o smsie o prześladowaniu przez sąsiadów. Natomiast co do zeznań Mielcarz, Sąd 2 instancji (a Mielcarz jest jednym z 2 świadków samego zdarzenia), po prostu stwierdza że nie miały te zeznania „ładunku by wpłynąć na treść wyroku”. Zeznania które wprost zaprzeczają wersji pokrzywdzonej o wzywaniu pomocy w akustycznym budynku, i wspominają o próbie mataczenia. Dodam, że tak samo Sąd I instancji potraktował zeznania drugiego sąsiada, Mączyńskiego, lakonicznie stwierdzając, że nie miały znaczenia dla sprawy.
3. Brak rozpatrzenia wniosku dowodowego. W argumentacji Prokuratora, powtórzonej w uzasadnieniu wyroku Sądu (a zatem, jak rozumiem, wziętej pod uwagę jako czynnik przy ustalaniu stanu faktycznego) na str. 15 jest „ale na którym ujawnione wgrane już po zdarzeniu gry, od których podsądny był uzależniony”. Nie mam dokładnego odnośnika, ale bodajże w odpowiedzi na akt oskarżenia osobiście wnosiłem o przeprowadzenie dowodu z odzyskiwania danych z twardego dysku (sugerując nawet program do tego celu), co pozwoliłoby obalić tezę, że gry były wyłącznie zainstalowane po 23.IV. Wniosek ten został całkowicie zignorowany, ani przyjęty ani odrzucony, przez obie instancje (z tego co teraz widzę nie został niestety podniesiony w apelacji, być może pamiętam że podnosiłem to osobiście przed Sądem Apelacyjnym…ale kwestię protokołu poruszę później), mimo powtarzania tego jako argument w uzasadnieniu. Jak to w ogóle możliwe? Podobnie zostały potraktowane niektóre wnioski mec. Klimczak, acz dotyczy to pierwszej instancji i nie było podnoszone w apelacji, co jak rozumiem nie pozwala by było to brane pod uwagę w kasacji.
4. Kluczowym dowodem w sprawie jest obdukcja. Problem jest to, że pokrzywdzona cierpi na atopowe zapalenie skóry. W związku z tym cały proces był obciążony wieloma błędami.
a) Pierwsze badanie w szpitalu nie posiadało informacji że „krwiak” (w istocie tłuszczak) w okolicy prawej skroni pokrzywdzonej jest wieloletnią zmianą. Ten błąd został sprostowany dopiero w czasie procesu i w związku z tym każda obdukcja i opinia biegłego brała to pod uwagę jako potencjalne konsekwencje zarzutów – a jest to zdecydowanie największy z opisanych skutków. Obie rzeczy są cytowane na str. 11 uzasadnienia. Z tego co pamiętam, ani biegły, ani szpital, ani obduktor nie mieli informacji o tym że pokrzywdzona cierpi na Atopowe Zapalenie Skóry.
b) Biegły (nie dermatolog! Ortopeda o ile pamiętam, mówi o tym w zeznaniach) pytany o to przed Sądem stwierdził wprost, że nie ma kompetencji by oceniać wpływ atopowego zapalenia skóry na wystąpienie objawów opisanych w obdukcji. (wypowiada też kuriozalne stwierdzenie, że „uznał że było to konsekwencją zarzuconych czynów bo tak było napisane w szpitalnej epikryzie…” podczas gdy jego rolą jest ocenić czy coś takiego jest możliwe na podstawie analizy objawów/dowodów z punktu widzenia eksperta a nie na podstawie stwierdzenia w dokumencie). Tymczasem Sąd Apelacyjny w uzasadnieniu, str. 12 „Sugestia (by było to efektem AZS) nie tylko zaprzecza fachowym diagnozom, lecz także próbuje ustawić obrońcę w roli specjalisty z zakresu nauk medycznych(…)”. Podczas gdy obrona konsekwentnie domaga się by wezwać biegłego dermatologa, a Sąd w tym samym akapicie stwierdza że zeznania D. Jaworskiej (zupełnego laika) są tutaj wartościowe w tej kwestii. I też wybiórczo – w końcu D. Jaworska stwierdza zeznając przed sądem „Przede wszystkim po każdej sytuacji stresogennej jej się to nasila”, to twierdzenie już jest przez Sąd zignorowane.
c) Sąd odrzuca argumentację obrony, że należało wezwać biegłego dermatologa, używając argumentów sprowadzających się do tego, że biegły „oceniałby tylko po dokumentach, zdjęciach z akt sprawy, bez organoleptycznego badania pokrzywdzonej” – str 17-18. Jednakże Sąd opiera się, uznając za możliwe by te objawy były konsekwencją zarzuconych czynów, na opinii biegłego lekarza który też oceniał sprawę tylko na podstawie epikryzy i obdukcji (wydaje się nawet że bez zdjęcia). No to przecież jest kompletnie sprzeczne wewnętrznie i nielogiczne rozumowanie – ten sam argument zostaje użyty żeby uznać jeden i obalić drugi dowód. To czy podobają nam się wnioski nie powinno decydować o tym czy uznajemy że można się opierać tylko na dokumentach czy nie! A sam biegły twierdzi, że nie jest specjalistą, żeby odpowiadać na kwestie czy AZS może spowodować takie ślady, czyli w jasny sposób sugeruje, że potrzebny jest specjalista by to stwierdzić!
c) Sąd stwierdza na str. 12, że twierdzenia o objawach uznanych w obdukcji nie mogły być spowodowane „krótkotrwałym kontaktem z pokrzywdzoną w nocnej aurze”. Sąd nie bierze pod uwagę, jak zaznaczyłem wyżej, dowodu ze zdjęcia które zostało 6 miesięcy wcześniej wysłane przez pokrzywdzoną oskarżonemu jako przykład AZS, a które wygląda podobnie (tylko gorzej) niż zdjęcie zrobione przez pokrzywdzoną po zdarzeniu. Oraz tego, że pokrzywdzona podaje jako powód występowania objawów stres (a niekontrowersyjne jest stwierdzenie że 23/4. IV było zdarzeniem bardzo stresującym dla pokrzywdzonej przy przyjęciu wersji oskarżonego), a także stwierdzenie że jest uczulona na oskarżonego/jego mieszkanie z karty 209 „wiesz, okazuje się, swoją drogą, że ja rzeczywiście mam na Ciebie uczulenie dosłownie czy tam na kurz od Ciebie/bo mi dzień później taka masakra wyskoczyła na twarzy”. Było to podnoszone jeszcze przez mec. Klimczak w odpowiedzi na akt oskarżenia, a także ustnie w trakcie sprawy.
d) Dodam też, że w uzasadnieniu pada kuriozalne stwierdzenie s.17 „naturalny proces gojenia i zabliźniania ran”. Gojenie i zabliźnienie ran w sytuacji gdy obdukcja stwierdza zasinienia, przebarwienia skóry i ubytek naskórka i strup na uchu? Nic z tych rzeczy się nie zabliźnia… a nazwanie strupa na małżowinie gojeniem to jak nazwać siniak „krwawieniem wewnętrznym” (technicznie poprawne stwierdzenie którego nie specjalista lekarz nigdy nie użyje)
5. Biegła psycholog nie ma wiedzy o farmakoterapii. Podnoszone to było wielokrotnie w sprawie, ale najciekawsze jest to, że biegła stwierdza brak konfabulacji jednocześnie cytując konfabulację (zaprzeczoną przez zeznania Żabickiej, Olszara, Mielcarz, Mączyńskiego) ze strony pokrzywdzonej w kwestii narkotyków i halucynacji…
Na tym chciałbym zakończyć konkretne przykłady. Odniosę się jeszcze tylko do bardziej ogólnych kwestii:
– Sąd konstruuje teorie jakoby oskarżony przejawiał wzór zachowania, doszukując się podobieństwa str. 15 „bliźniacze nastawienie” pomiędzy świadkiem Dławichowską a zarzuconym czynem. Nie dostrzega tu, że podobieństwo występuje między wersją oskarżonego (gdzie jest dużo intensywnych i raniących słów) a zeznaniami Dławichowskiej, a nie wersją pokrzywdzonej, gdzie występuje przemoc fizyczna – której występowaniu zaprzecza Dławichowska, a także inni świadkowie wliczając w to dwie inne byłe partnerki oskarżonego, Iwanowska i Kozek. Zaobserwowaniu jakiejkolwiek, kiedykolwiek, przemocy fizycznej ze strony oskarżonego w jakiejkolwiek sytuacji zaprzeczają również dosłownie wszyscy inni świadkowie. Włącznie z samą pokrzywdzoną spytaną o to przed sądem (wyłączając samo zdarzenie). Niektórzy wprost mówią o tym że oskarżony jest osobą spokojną i ugodową.
– W tym samym miejscu Sąd uznaje za naturalne zachowanie pokrzywdzonej po zdarzeniu. To możliwe, ale czy to zachowanie jest sprzeczne z wyjaśnieniami oskarżonego? Biorąc pod uwagę towarzyszącego pokrzywdzonej poczucie krzywdy i doświadczenie związane ze składaniem zawiadomień o przestępstwie (stara umorzona sprawa opisana w książce której fragmenty są w aktach), niewątpliwie emocjonalnie intensywny charakter zdarzenia (tu wersje są spójne, sama pokrzywdzona zeznaje już przed Sądem: „Tomek mógł mnie łatwo zniszczyć, bo znał moje słabe strony, moje traumy i uderzał w bolesne punkty”) w połączeniu z dosłownie „osobowością chwiejną emocjonalnie” oraz „zaburzeniem maniakalno-depresyjnym”, które pokrzywdzona ma zdiagnozowane (w aktach sprawy)?
– Myślę, ze Sąd w ogóle rozmowy oskarżonego z Żabicką prawdopodobnie nie przeczytał skoro się do niej w ogóle nie odnosi w uzasadnieniu (zarówno i jak i 2 instancja nie odniosła się do tego nawet słowem)
Jeszcze chcę zwrócić uwagę na rzecz która nie jest dowodem, ale być może ułatwia zrozumienie dlaczego Sąd wydał taki wyrok. W uzasadnieniu wyroku II instancji na stronie 19 jest sformułowanie (cytat z uzasadnienia I instancji) „z którym [pokrzywdzona] wcześniej tego samego miesiąca zakończyła związek”. I o ile jest to właściwie błąd pierwszej instancji, to obrazuje pewną ciągłość interpretacji Sądu. Interpretacji wpisującej się w typową historię porzuconego chłopaka, który nie może pogodzić się z rozstaniem i mści się na swojej byłej. Dlatego na dalszych etapach Sąd ignoruje dowody wskazujące na inny przebieg wydarzeń (jak dalej postaram się zobrazować).
Na czym polega problem? To zdanie jest nieprawdziwe. Nieprawdziwe nie tylko w sensie realnym, ale przede wszystkim nie ma pokrycia w materiale dowodowym. Mówi o tym zarówno pokrzywdzona w zawiadomieniu (k. 11 „rozstaliśmy się około miesiąc temu, ja mu powiedziałam żeby się ode mnie wyprowadził, on że też o tym myślał”. W rzeczywistości było odwrotnie i rozstanie było moją inicjatywą, co pojawia się w aktach sprawy w rozmowie z Żabicką, gdzie mówię tym, a jako powód mojej decyzji podaję to, że dowiedziałem się, że nadal (czyli już od 4 miesięcy) posiada amfetaminę i odmówiła wyrzucenia jej na moją prośbę. W tym świetle, „Około miesiąc temu” przekształcone we „wcześniej tego samego miesiąca” jest już zupełną drobnostką. Zeznając na prokuratorze pokrzywdzona mówi (k.83) „Było tak, że my się wiele razy rozstawaliśmy i schodziliśmy. Ja myślałam, że to moja miłość życia, mój najważniejszy partner (pokrzywdzona płacze). Ja próbowałam teraz robić jakieś rzeczy po tym rozstaniu, mówiłam sobie, że to definitywne rozstanie, ale nie byłam do końca pewna, że się przypadkiem nie zejdziemy”. Z drugiej strony w mojej rozmowie ze świadkiem Żabicką (przyjaciółką pokrzywdzonej, rozmowa w okresie między rozstaniem a 23.IV.2000), (k.185-217) na pytania Żabickiej czy chciałbym być z Janą odpowiadam, (tu nie mam dokładnego cytatu) „że nie, a może tak, gdyby nie była taka jaka jest”, i że „wiem, że gdybym poszedł, przeprosił za wszystko, to byśmy wrócili do siebie ale nie chcę”. Co jest dość realistyczną oceną biorąc pod uwagę co pokrzywdzona zeznawała dwa miesiące później, jest to również opinia samej Żabickiej wyrażona w tej rozmowie – sam oskarżony
I tak wygląda materiał dowodowy na podstawie którego Sąd wysnuwa wniosek o porzuceniu skazanego przez pokrzywdzoną. Nie jest to oczywiście w żaden sposób decydujące o winie, ale moim zdaniem ten przecież oczywisty błąd, dobrze ilustruje perspektywę Sądu przy ocenie całości zarzutów, oraz staranność z jaką Sąd je oceniał. Czy raczej brak staranności.
W ostatnich już dniach przed pozbawieniem wolności, przeglądając akta, zauważyłem kolejną rzecz która obrazuje staranność Sądu. W protokole ostatniej rozprawy, jest uwaga o tym że oskarżony mówiąc o matce pokrzywdzonej uderza pięścią w ławę, potem przepraszając i mówiąc, że to „w nerwach”. W ustnym uzasadnieniu Sąd uznaje to za przejaw ogromnej impulsywności.
Dysponuję nagraniem mowy końcowej. Jeśli to możliwe, wyślę plik audio w wiadomości e-mail. Ale:
Mówię nie o matce oskarżonej, a o tym jak łatwo jest zrobić sobie siniaki. Nie uderzam pięścią a przedramieniem. Nie przepraszam mówiąc że to „w nerwach”, po prostu przepraszam.
Miesiąc wcześniej przyszedł mi do głowy pomysł by zademonstrować Sądowi w sposób obrazowy jak bardzo mijał się z praktyką Sąd pierwszej instancji przyjmując jako oczywistość, że siniaki (na kończynach właśnie) powstały w wyniku zarzutów. Pytałem o to mojego prawnika, Jarosława Belowskiego, który, żeby oddać mu sprawiedliwość, wyrażał wobec pomysłu duży sceptycyzm, ale w swojej naiwności nie spodziewałem się, że Sąd nie tylko zinterpretuje to inaczej ale wprost będzie się mijał z prawdą w protokole – bo przecież Sędzia patrzy w monitor na którym widać co pisze protokolant (często poprawiając zapis).
Nie wiem czy to wszystko ma znacznie w prawie, wiem, kasacja jest bardzo specyficznym instrumentem. Ale te rzeczy są… po prostu nie mają sensu. Ja wiem, że jestem niewinny, Sąd oczywiście tego nie wie tylko ocenia po dowodach. Starałem się tu napisać dlaczego same dowody też na to wskazują i dlaczego wyrok jest błędny – mogę się mylić, ale czy tak jest? Czy rzeczywiście te problemy nie mają znaczenia dla oceny wiarygodności? Czy zarzuty w apelacji zostały wnikliwie rozważone? Koniec końców, Rzecznik sam będzie oceniał czy uzasadnienie II instancji w ogóle jest powiązane z problemami o których pytałem i z zarzutami z apelacji. Ja mogę tylko prosić o tą ocenę, żeby była wnikliwa, i ułatwić ją wskazując na konkretne przykłady. O tym właśnie jest to pismo.