24 grudnia 2010
6 grudnia 2010
Opowieść o zębie, czyli o tym, że rozmiar jednak ma znaczenie
Większość z nasz lubi płacić niewiele. Bez względu na to, czego dotyczy transakcja, lubimy zaoszczędzić parę groszy, wyszperać wyjątkową okazję czy producenta, który odkrył sekret wytwarzania dobrych rzeczy w niskich cenach. Często rzeczywistość weryfikuje nasze pojęcie na temat "taniości" i coś, co jest niedrogie w zakupie, okazuje się kosztowne w eksploatacji - wiedzą o czym mówię wszyscy, którzy kupili w markecie tanią drukarkę, samochód za okazyjną cenę lub, no właśnie - narzędzie.
Dzisiejszy post poświęcamy akcesoriom, które każdy majsterkowicz zna doskonale - tarczom do pilarek.
Dobra i mocna piła to jedno z narzędzi, które każdy majsterkowicz powinien mieć w swoim warsztacie. Elektronarzędzie pozwala bez większego wysiłku przeciąć miękkie drewno, ale również twardą płytę. Niemniej ważne od samego narzędzia są akcesoria, dlatego też właśnie na przykładzie tarczy pilarskiej postaram się pokazać różnicę pomiędzy markowymi (i stosunkowo niedrogimi), a tanimi akcesoriami.
Tarcza pilarska to w dysk wykonany ze stopów stali, wyposażony w zęby z węglików spiekanych. Rodzaj, ilość, a także kształt zębów wpływają na jakość, szybkość i dokładność cięcia. Ogólna zasada mówi, że im więcej zębów, tym rzaz jest dokładniejszy. Do cięcia zgrubnego wystarczy nam dysk z kilkunastoma zębami, ale już przy pracy z płytami laminowanymi przyda się taki, który zębów ma kilkadziesiąt. Im mniej zębów, tym skrawany wiór jest większy, a rzaz - mniej dokładny Należy jednak pamiętać, że im więcej zębów posiada piła, tym większe obciążenie silnika i krótsza droga do uszkodzenia narzędzia. 60-cio zębową tarczą nie powinniśmy ciąć litego drewna, a 12-to zębowa nie przyda się do pracy z płytą meblową.
Na zdjęciu poniżej porównanie dwóch dysków (tania tarcza firmy JOKA, kupiona w internecie za około 30 PLN oraz polska FABA, za około 120 PLN) - oba posiadają taką samą ilość zębów, taki sam otwór montażowy oraz średnicę. Pierwszą różnicę zauważymy na zbliżeniach:
Zapewne każdy zauważy, że dyski różnią się znacznie wielkością zęba - jest to podstawowa, widoczna gołym okiem różnica, aczkolwiek zapewne i stop, z którego wykonano dysk jest różny. Większość tarcz jest wyposażona w zęby z węglików spiekanych - jest to bardzo twardy i jednocześnie dość trwały materiał. Zęby mocuje się do dysku za pomocą lutowania indukcyjnego. Pojedyncze ostrza ulegają jednak naturalnemu zużyciu, w szczególności podczas pracy z materiałami drewnopochodnymi, płytą melaminową lub wiórową. To właśnie wówczas niebagatelnego znaczenia ma wielkość węglika. Koszt ostrzenia tarczy jest dużo niższy niż koszt zakupu nowego narzędzia, niestety, tańsze produkty mają ograniczoną żywotność, więc siłą rzeczy trudniej je zregenerować. Czasami będzie to wręcz niemożliwe. Czy podobne niuanse mają znaczenie w hobbystycznym wykorzystaniu narzędzi? Owszem. Tarczą lepszej jakości pracę wykonamy szybciej i dokładniej. Wzrost ceny idzie w parze ze wzrostem bezpieczeństwa - oczywiście przypadki odklejania się węglików zdarzają się rownież w przypadku droższych narzędzi, ale większe prawdopodobieńswo urazu istnieje w przypadku narzędzi, w którychkontrola jakości jest pojęciem czysto teoretycznym. Droższa tarczą będzie nam się w końcu przyjemniej pracowało, bo dysk nie będzie "gwizdał":
Na zdjęciach powyżej widać, tzw. szczeliny dyletacyjne, czyli nacięcia dysku mające za zadanie zmniejszać hałas, odprowadzać ciepło i zmniejszać wibracje. Jak opisywane tarcze sprawdzają się w praktyce? Pierwsze cięcia nową tarczą nie wykazywały zbyt dużych różnic - materiał nie był postrzępiony, nie klinował się, a tarcza nie przypalała wnętrza rzazu. Na płycie melaminowanej nie było zbyt wielu odprysków, (w przypadku JOKI pojawiły się po kilkudziesięciu cięciach). Pogorszenie jakości można zaobserować w przypadku tańszej tarczy już po kilkudziesięciu użyciach. Objawia się to postrzępieniem rzazu (w przypadku miekkiego drewna iglastego), tym większym, im więcej cięć seryjnych wykonujemy.
Do czego wykorzystać tarczę z zębami naprzemian skośnymi, a do czego z trapezowymi? Co to jest ujemny kąt natarcia i dlaczego tarczą uniwersalną nie przetniemy aluminiowych profili? O tym w jednym z kolejnych odcinków.
Etykiety:
porady
15 listopada 2010
Scheppach TS2010, czyli piła jak-się-patrzy
W życiu każdego majsterkowicza nadchodzi czas na refleksję: korzystać z prostych narzędzi i mieć satysfakcję, że robi się rzeczy niemożliwe, czy zainwestować we własną wygodę i wygospodarować nieco grosza na lepszy sprzęt? Otóż i Pana Fleksa dopadła owa refleksja - nawiedziła go w pięknych okolicznościach przyrody, więc tym łatwiej było wygospodarować w domowym budżecie środki na nieprzewidziany wydatek. W ten oto sposób Pan Fleks stał się właścicielem pierwszej w jego życiu pilarki stołowej, o wdzięcznej, acz mało znanej nazwie Scheppach.
Niemiecki producent nie jest u nas zbyt dobrze znany. W sprzedaży znajdziemy wprawdzie kilka modeli szlifierek stołowych, wyrzynarek taśmowych oraz pilarek stołowych, ale rodzime media milczą na temat tych narzędzi, a uzytkownicy również nie zabierają w tej sprawie głosu.
Model TS2010 jest obecny na naszym rynku od kilku lat. Oferuje użytkownikowi całkiem sporo - duża moc silnika, aluminiowy blat i dość dokładne oprzyrządowanie. Największy smaczek w opisywanym modelu kryje się - jak to zwykle bywa - w wnętrzu: to motor. Przyjaciele zza Odry wyposażyli pilarkę w silnik indukcyjny o mocy niemal 2kW. Zalety takiego napędu można mnożyć w nieskończoność; do najważniejszych należy niski poziom hałasu i odporność na obciążenie. Nie bez znaczenia jest także fakt, że taki silnik nie posiada szczotek, więc jest praktycznie całkowicie bezobsługowy.
Wyposażenie i możliwości
Pilarka w standardowym wyposażeniu posiada dwie prowadnice: kątową i równoległą. Praca wspomnianym narzędziem to przyjemność - wprawdzie standardowa tarcza z 24-ma zębami nie nadaje się do precyzyjnych cięć, ale jej jakość przy pracy z drewnem jest akceptowalna. Przy cięciu za pomocą dostarczonej tarczy warto pamiętać, aby wysokość cięcia ustawiona w maszynie była przynajmniej dwukrotnie większa od obrabianego materiału - pozwoli to na uzyskanie w miarę czystego i niepostrzępionego rzazu nawet w przypadku płyt laminowanych i sklejki. Tarcza jest regulowana w dwóch płaszczyznach, podziałka umieszczona pod blatem ułatwia precyzyjną regulację wysokości cięcia.
Wady i zalety pilarki
Większość rzeczy na tym świecie posiada wady. Wyjątkiem jest teściowa Pana Fleksa, ale w tej konkurencji nie będziemy jej uwzględniali - piła nie potrafi bowiem otwierać butelki z piwem. Na szczęście Scheppach TS 2010 posiada także całe mnóstwo zalet:
+ bezobsługowy silnik indukcyjny,
+ spora masa urządzenia,
+ sztywny, aluminiowy blat,
+ łatwy dostęp do tarczy +dostarczane w zestawie narzędzia do jej wymiany,
+ wolny rozruch,
+ dodatkowe akcesoria dostępne w opcji,
+ CENA
Zalety ujemne ;-):
- konieczność regulacji prowadnic równoległej i kątowej,
- niezbyt precyzyjna tarcza pilarska dostarczana w standardowym wyposażeniu,
- "kasowanie luzów" na prowadnicy kątowej za pomocą plastikowych podkładek.
Czy w podobnym przedziale cenowym znajdziemy wśród konkurencyjnych produktów narzędzie o podobnych parametrach? Za około 500 PLN możemy stać się właścicielami pilarki Dedry lub Topexu. Pierwsza maszyna dysponuje mocą 1,5 kW, ale wyposażono ją w klasyczny silnik komutatorowy. Druga pozycja to już maszyna indukcyjna, ale o mocy zaledwie 800 W, z blaszanym blatem. Za około 1600 PLN możemy kupić Makitę, model MLT100. Kolejne modele narzędzi z podobnym napędem i parametrami to ponad 2000 PLN.
Zainteresowanych opisywaną maszyną zachęcam do odwiedzenia strony dystrybutora Scheppacha na Polskę, firmy Lange Łukaszuk.
Wyposażenie standardowe obejmuje: pilarkę, narzędzia do wymiany tarczy, tarczę pilarską 200x30mm 24T, osłonę tarczy mocowaną do klina rozszczepiającego wraz z przewodem do odciągu wiórów, adapter do odciągu. Importer udziala dwuletniej gwarancji zarówno przy zakupie na paragon jak i fakturę VAT.
10 października 2010
Wagner W550, czyli Król Dopalaczy
Z domowym warsztatem majsterkowicza jest trochę tak jak z ukochaną klasą w podstawówce: są tam tacy, bez których nie można żyć, ale także tacy, za którymi - wręcz przeciwnie - jakoś specjalnie nie przepadamy. Nasi bohaterowie zazwyczaj potrafią coś wyjątkowego (jak, np. wstrzymywanie oddechu na 83 sekundy i wsypywanie do kawy pani od fizyki sproszkowanej kredy), pomimo, że bez tych dziwactw też byłoby fajnie.
4 października 2010
Śwagier się żeni, czyli Pan Fleks i terakota
Wspomniany na tym blogu wielokrotnie Śwagier, podjął w ostatnim czasie dwie poważne decyzje. Pierwsza - wyjątkowo odważna i nieco lekkomyślna, to ożenek. Pomimo, że Pani Śwagrowa jest niewiastą przeuroczą (bo jakby nie było to siostra Pani Fleksowej), to jednak sam ślub ma w sobie coś, co sprawia, że każdy facet po jakimś czasie czuje, że mógł jeszcze poczekać. Ponieważ jnie ma jednak sensu płakać nad rozlanym mlekiem, a czasu nie da się cofnąć, pochylmy się przez moment nad tą małą tragedią Pana Śwagra i przejdźmy to rzeczy milszych.
22 września 2010
Małe jest piękne - Metabo SXE 400
Pan Fleks - jak już wielokrotnie wspominał - ma słabość do uniwersalnych i pomysłowych narzędzi. Dysponując niewielkim warsztatem istotne jest to, aby narzędzie spełniało szereg zadań i było przy tym możliwie małe i kompaktowe. Dzięki uniwersalności kilka maszyn można zastąpić jedną, a dzięki rozmiarom - łatwo je przechowywać nawet w niewielkim składziku. Szlifierkę Metabo, SXE 400, Pan Fleks odkrył zupełnie przypadkiem. Po letniej inwentaryzacji w przydomowym warsztacie, wybrał się do zaprzyjaźnionego dilera, po nową szlifierkę. Maszyna była potrzebna do wykańczania niewielkich elementów, zazwyczaj już po zmontowaniu lub po ich docięciu. Najwłaściwsza wydawała się szlifierka taśmowa, a to dlatego, że wygodnie wygładzać za jej pomocą (po uprzednim zamocowaniu na warsztatowym stole), np. różnej maści kantówki. Niestety, taśmówki okazały się hałaśliwe, ciężkie i - co tu dużo gadać - dosyć drogie. Zakup narzędzia za ponad tysiąc złotych, które resztę żywota spędziłoby przymocowane do stołu, wydało się lekkomyślne.
Może zatem maszynę osylacyjną? Spora płyta szlifierska i możliwość dotarcia do załamań - super! Problem w tym, że taką szlifierką trudno operować trzymając materiał w ręku...
Po cóż jednak ma się zaprzyjaźnionych Dilerów? - "Panie Fleksie, a może to?" - zaproponował Pan Jerzy, a Pan Fleks... no cóż. Zacznijmy od pierwszego wrażenia - ot, dziwadło, niby "delta", ale z okrągłą stopą i do tego mimośrodowa:
Pora na badanie organoleptyczne: bardzo wygodny uchwyt: od spodu wykończony antypoślizgową okładziną, z wygodnie umieszczonym na górze narzędzia, szerokim włącznikiem. Stopa szlifierska okrągła, więc teoretycznie niemożliwe będzie szlifowanie zakamarków. Ma za to rewelacyjny dodatek - rodzaj gąbki z rzepem, który po zamocowaniu do stopy powoduje, że łatwo pracuje się z nieregularnymi powierzchniami:
Po doświadczeniach, z wprawdzie nie do końca typową, ale jednak deltą, okazało się, że konieczność szlifowania w kątach powstaje... niezmiernie rzadko. Praktyka Pana Fleksa wskazuje na to, że najczęściej przychodzi pracować ze sporymi, ale regularnymi i prostymi płaszczyznami.
No dobrze, cóż jeszcze ma do zaoferowania narzędzie, którego cena katalogowa to około 500 PLN? SXE 400 podobno najchętniej wybierają blacharze i lakiernicy - z przyczyn oczywistych: jest mała i poręczna i znając życie - pochłania jak szalona tony szpachli. W czym jednak szlifierka może pomóc w przydomowym warsztacie majsterkowicza-hobbysty? Okazuje się, że w całej masie drobnych prac: szlifowanie małych elementów (jeden z poprzednich postów: donica na zioła i drewniane nóżki), renowacja starych mebli czy w końcu przygotowywanie materiału, np. do malowania/lakierowania (w szczególności wąskich i długich elementów). Czy SXE 400 zastąpi taśmówkę, czy "normalną" szlifierkę oscylacyjną/mimośrodową? Z pewnością nie, aczkolwiek jest doskonałym rozwiązaniem dla tych, którzy poszukują niewielkiego narzędzia, ale o sporych możliwościach. Optymalnym rozwiązaniem jest posiadanie zarówno dużej szlifierki oscylacyjnej lub mimośrodowej jak i SXE 400, ale nawet jednym narzędziem będziemy w stanie sporo zrobić. Jeśli chodzi o parametry, to prezentują się następująco:
- Średnica talerza podporowego: 80 mm
- Liczba obrotów na biegu jałowym: 5.000 - 10.000 /min
- Moc znamionowa: 220 W
- Moc oddawana: 100 W
- Liczba obrotów przy obciążeniu: 6.000 /min
- Amplituda oscylacji: 3 mm
- Ciężar (bez kabla): 1,2 kg
W pracy z delikatnymi materiałami użytkownicy docenią hamulec talerza, który zatrzymuje go niezwłocznie po wyłączeniu maszyny. W warunkach amatorskich brakować może systemu odsysania pyłów: dzięki otworom w płycie oscylacyjnej urobek jest oczywiście odsysany, ale szlifierka jest przeznaczona do pracy z odkurzaczem, producent nie przewidział zatem - znanego z innych modeli - systemu Intec z papierowym filtrem.
Podsumowując: SXE 400 to rewelacyjne, bardzo dobrze pomyślane i wytrzymałe narzędzie. Nadaje się zarówno do specjalistycznych prac, jak i domowego majsterkowania. Niewielka waga, regulacja obrotów i spore możliwości sprawią, że będzie to bardzo uniwersalne narzędzie. Decydując się na jego zakup miejmy świadomość braku filta na pył oraz fakt, że szlifierka pracuje z krążkami samoprzylepnymi o średnicy 80 mm - trudno o zamienniki gotowych i dziurkowanych arkuszy, ale oryginalny papier jest dostępny w sieci dilerskiej za niecałą złotówkę /arkusz. Przy intensywnej pracy można w prosty sposób dostosować do średnicy stopy większe krążki samoprzylepne, które znajdziemy w każdym markecie budowlanym.
Zainteresowanych większą porcją dancych technicznych odsyłam do strony producenta: www.metabo.pl.
Narzędzie jest sprzedawane w kartonowym opakowaniu, w komplecie, na dobry początek, znajdziemy kilka arkuszy papieru. Standardowa gwarancja na narzędzie wynosi 3 lata (wymaga rejestracji przez sieć).
Etykiety:
testy narzędzi
Koniec lata, czyli domowy zielnik
Bez dwóch zdań - idzie jesień. Pani Fleksowa postanowiła przeprowadzić do domu większość ziół, które przez całe lato hodowała na balkonie. A ponieważ Pan Fleks dla Pani Fleksowej jest w stanie zrobić bardzo wiele, przygotował kilka skrzynek, w których zioła będą miały szansę przezimować chłodne miesiące.
Donica, a raczej osłonka na rośliny, które są już posadzone chociażby w plastikowych pojemniczkach, miała być w założeniach bardzo prosta i estetyczna. Do jej budowy Pan Fleks wykorzystał tanie i dostępne w każdym markecie budowlanym materiały: półkę z płyty laminowanej (kolor Venge, 1200x300x16mm), świerkową kantówkę (45x45x1000mm) oraz kawałek sklejki o grubości 6 mm .
Budowę najlepiej zacząć od wyfrezowania w płycie (w półce) rowka na dno donicy. Wygodniej zrobić to przed pocięciem płyty na części, bo półka w jednym kawałku będzie łatwiejsza w obróbce:
Co znajdziesz na blogu?
Lubisz Pana Fleksa?
Popularne posty
-
Dawno temu, kiedy nikt nie sądził, że PIS wyprzedzi kiedyś w sondażach PO, opisywałem na blogu pistolet lakierniczy - rodzaj małego agr...
-
Moje własne doświadczenia pokazują, że majsterkowicz to taki gość, który uwielbia uniwersalne rozwiązania. Zamiast kilku maszyn do obróbk...
-
W poprzedniej części pochwaliłem się Wam moją najbardziej spektakularną motoryzacyjno-finansową wtopą. Dzisiaj druga część opowieści, w...
-
Nowa produkcja TVN-u - "Bitwa o dom". Podobno można tam znaleźć cenne porady, które pozwolą uniknąć wielu błędów . Po potrójn...
-
Marka Vander to na naszym rynku stosunkowo młody brand. Przed kilkoma miesiącami rozpocząłem testy kilku narzędzie z oferty Vandera. Uko...
Archiwum Pana Fleksa
Meet The Author
Advertisement













